idę
jeszcze
nóż w sercu
ukrzyżowaliście mnie
na szczycie czarnej piramidy
ale zszedłem z tego krzyża w zasadzie
to mnie strącił wiatr jak z gałęzi nasiono
które na dno czarnego oceanu upadło i rodzi
popiół pokarm kolejnych pokoleń martwych piskląt
widzę
j e s z c z e
noc ciemną jak wnętrze
niezbadanej piramidy
a prawe oko horusa wbija się we mnie
zamglonym spojrzeniem i swoim światłem
napełnia mnie jak strzykawkę której słodyczą
raczyć się będziesz ty sama wielkie wschodzące słońce
kapłani budujcie ołtarze i spalcie na nich tysiąc skór węży
sobota, 27 grudnia 2014
wtorek, 16 grudnia 2014
77 wiosen
gdy człowiekowi już 77 wiosen
szronem na szybie szkicuje wspomnienia
na wschodzie kraju kiełkuje pierwiosnek
łapczywie chłepcąc ze słonecznego strumienia
światło w życie przemienia
gdy ludzie już wieku starczego dożyją
ich kości kruche jak chrust na polanie
ranami zlepieni w nocy czuwają z nadzieją
że się zmiłujesz panie i żeby oszczędzić cierpienia
słońce nazajutrz nie wstanie
człowiek u kresu swej drogi
każdą sekundę jak strunę anielskiej
harfy na palcu owija
za ten etap życia dziękuje z radością
i jak kropla wpływa do morza
gdzie nic nie przemija
szronem na szybie szkicuje wspomnienia
na wschodzie kraju kiełkuje pierwiosnek
łapczywie chłepcąc ze słonecznego strumienia
światło w życie przemienia
gdy ludzie już wieku starczego dożyją
ich kości kruche jak chrust na polanie
ranami zlepieni w nocy czuwają z nadzieją
że się zmiłujesz panie i żeby oszczędzić cierpienia
słońce nazajutrz nie wstanie
człowiek u kresu swej drogi
każdą sekundę jak strunę anielskiej
harfy na palcu owija
za ten etap życia dziękuje z radością
i jak kropla wpływa do morza
gdzie nic nie przemija
czwartek, 4 grudnia 2014
Pióra
Wyłup nasze oczy, Panie!
Abyśmy ujrzeli Prawdy zwiastowanie.
Zamknij nasze uszy, Panie!
Abyśmy słyszeli dźwięk muzyki duszy.
Zalep nasze nosy, Panie!
Abyśmy poczuli anielskie wonności.
Odetnij nam język, Panie!
Abyśmy poznali smak krwi Zwycięzcy i...
Smak wolności...
Zostaw nam tylko dotyk, Panie!
Abyśmy, odrzuciwszy miecze i wrogości,
Przylgnęli - jeden do drugiego.
I jak promień światła,
Co mrok jaskinny niweczy,
Oświetlali twoje ukochane drzewo,
My - białe pióra orła podniebnego,
My - Naród Człowieczy.
Abyśmy ujrzeli Prawdy zwiastowanie.
Zamknij nasze uszy, Panie!
Abyśmy słyszeli dźwięk muzyki duszy.
Zalep nasze nosy, Panie!
Abyśmy poczuli anielskie wonności.
Odetnij nam język, Panie!
Abyśmy poznali smak krwi Zwycięzcy i...
Smak wolności...
Zostaw nam tylko dotyk, Panie!
Abyśmy, odrzuciwszy miecze i wrogości,
Przylgnęli - jeden do drugiego.
I jak promień światła,
Co mrok jaskinny niweczy,
Oświetlali twoje ukochane drzewo,
My - białe pióra orła podniebnego,
My - Naród Człowieczy.
piątek, 21 listopada 2014
męka
przypalasz mnie ogniem tak gorącym że tracę nadzieję i wiarę
wtedy zaglądam do wnętrza butelek
i rozrywam serca pradawnych ziaren
wyciskam z nich czerwony atrament
ziarna mają jedno wspólne wnętrze i jeden cel
gromadzą się pod jednym niebem i obserwują
biel splątanych chmur
dźwigają wspólne brzemię rozpłodu
ciężar świadomości bycia przyczyną rozkładu
rozrzucone zasiedlają niebosiężne szczyty gór
strząśnięte z korzenia pradawnego drzewa
ręką sędziwego wiatru który morskie fale jak włosy układa
na opróżnionych butelkach melodię wygrywa
rozbijając słone fale u podnóży skalistego wybrzeża
wypijasz mnie jak butlę najlepszego wina
czuję dziwne obce ciepło
pusty w twoich rękach jak wyschnięty ocean
no dalej jeśli chcesz rozbij to szkło
niechaj na poszarapanych krawędziach
w i a t r
b e z t r o s k o
ś p i e w a
wtedy zaglądam do wnętrza butelek
i rozrywam serca pradawnych ziaren
wyciskam z nich czerwony atrament
ziarna mają jedno wspólne wnętrze i jeden cel
gromadzą się pod jednym niebem i obserwują
biel splątanych chmur
dźwigają wspólne brzemię rozpłodu
ciężar świadomości bycia przyczyną rozkładu
rozrzucone zasiedlają niebosiężne szczyty gór
strząśnięte z korzenia pradawnego drzewa
ręką sędziwego wiatru który morskie fale jak włosy układa
na opróżnionych butelkach melodię wygrywa
rozbijając słone fale u podnóży skalistego wybrzeża
wypijasz mnie jak butlę najlepszego wina
czuję dziwne obce ciepło
pusty w twoich rękach jak wyschnięty ocean
no dalej jeśli chcesz rozbij to szkło
niechaj na poszarapanych krawędziach
w i a t r
b e z t r o s k o
ś p i e w a
poniedziałek, 17 listopada 2014
a slab of a blue
the slabs of the space
fall on my face like cinders
from a fiery furnace
the wind's blasts appear to me
as pure as the beginning word
spoken by our lord
at the inception of the world
the sunbeams
burn away the ghastly
vision of a horrid countenance
the sun streams
wipe out my fears
of love possessive
oh how I adore
the note of the leaf
hovering beneath
poor breathless me
and thoughts roaring through
the mind like mossy stones
tumbling down the slope
the ultimate hope
I've thrown the universe
cut up into splinters
to the furnace of my heart
and from the burnt ashes
the glowing bird rises
devouring the darkness wild
I a tree
gale my
how precious are
the sculptures that you've made
in the chambers of my brain
and when you blow through the oak's grain
they're my beloved brethren
I've been hesitating for too long
it is as deep as misery
now I behold the flicker that will save me
it is a petal of a rose
do not pluck the flower
let it stick to its mother's bower
moon the silver clarion
stars the horseshoes of his dark
haired stallion
let me take a ride and explore
the nostrils of the night
thoughts
leaping on the wind
like gallows' knots
thoughts dripping on the rind
what was shall come once again
yeah I'll take it it's a bargain
I am empty emptyer the emptyest
devoid of content
containing nothing vacant
no elements inside me
free clear devoid of anything
unburdened
having nothing to carry with me
hollow insubstantially thus hallow
unfruitful
lacking sense and knowledge
yet happy
fall on my face like cinders
from a fiery furnace
the wind's blasts appear to me
as pure as the beginning word
spoken by our lord
at the inception of the world
the sunbeams
burn away the ghastly
vision of a horrid countenance
the sun streams
wipe out my fears
of love possessive
oh how I adore
the note of the leaf
hovering beneath
poor breathless me
and thoughts roaring through
the mind like mossy stones
tumbling down the slope
the ultimate hope
I've thrown the universe
cut up into splinters
to the furnace of my heart
and from the burnt ashes
the glowing bird rises
devouring the darkness wild
I a tree
gale my
how precious are
the sculptures that you've made
in the chambers of my brain
and when you blow through the oak's grain
they're my beloved brethren
I've been hesitating for too long
it is as deep as misery
now I behold the flicker that will save me
it is a petal of a rose
do not pluck the flower
let it stick to its mother's bower
moon the silver clarion
stars the horseshoes of his dark
haired stallion
let me take a ride and explore
the nostrils of the night
thoughts
leaping on the wind
like gallows' knots
thoughts dripping on the rind
what was shall come once again
yeah I'll take it it's a bargain
I am empty emptyer the emptyest
devoid of content
containing nothing vacant
no elements inside me
free clear devoid of anything
unburdened
having nothing to carry with me
hollow insubstantially thus hallow
unfruitful
lacking sense and knowledge
yet happy
sobota, 15 listopada 2014
Płomień zieleni
Płomień zieleni
Twój smutek spopieli
Choć naćpane dziatki
Tego nie widzieli
40 pieśni niewinności
Dla
Owijam się wokół pnia
Mgła
Jak
Rozgrzana galaktyka
Nad polami trwa
Rozpostarte skrzydło
Zstępowanie w
Gasnący blask
Słychać wrzask
Korony gwiazd
Kiedyś nadejdzie
Ostateczny brzask
Twój smutek spopieli
Choć naćpane dziatki
Tego nie widzieli
40 pieśni niewinności
Dla
Owijam się wokół pnia
Mgła
Jak
Rozgrzana galaktyka
Nad polami trwa
Rozpostarte skrzydło
Zstępowanie w
Gasnący blask
Słychać wrzask
Korony gwiazd
Kiedyś nadejdzie
Ostateczny brzask
wtorek, 21 października 2014
dym zzz komina blues
chorus 1 - Jerozolima
jadłem wiatr
szedłem po wielkiej okrągłej ziemi
ona się obraca
liście i= pogob pogoń
palisz mo=ózga'
wielki szept zegar połuududuina
kompy naz zeźrą
znowu że w kwietniu zakwitnie
trup jego kolegi z fronttyyyyuuuu
oupuuuff
kradnę, panie t.s.
okropna rzeźba tego poprzedniego terenu
czerpiesz z wyobraźni tylko
nie z pamięci
błogosławiony jesteś
który żyjesz
tym razem strzał
ile kurzu się nażarł
u bram Jerozolimy
chorus 2 - 32-20
Tu, z powierzchni księżyca,
Kula ziemska wygląda jak źrenica.
Śpiew pekających winogron,
sen uśpionego psa zagrzebanego w ogrodzie.
Nie słyszę was tu.
W kwietniu następnego roku,
zakwitnie pocałunkiem wiosny.
chorus 3 - Tsoyaha
przysiadłem z papierosem w ręku
i oto na źdźble trawy
krople rosy
kopalnie diamentów
ze wszystkich rzeczy widzialnych
to kurz jest najbardziej podobny do czasu
ze wszystkich rzeczy niewidzialnych
to czas jest najbardziej podobny do kurzu
chorus 4 - who love have the karma of dove
he's got the eyes of a buddha
the bus driver
sitting here
i travel, earth
my mother
jadłem wiatr
szedłem po wielkiej okrągłej ziemi
ona się obraca
liście i= pogob pogoń
palisz mo=ózga'
wielki szept zegar połuududuina
kompy naz zeźrą
znowu że w kwietniu zakwitnie
trup jego kolegi z fronttyyyyuuuu
oupuuuff
kradnę, panie t.s.
okropna rzeźba tego poprzedniego terenu
czerpiesz z wyobraźni tylko
nie z pamięci
błogosławiony jesteś
który żyjesz
tym razem strzał
ile kurzu się nażarł
u bram Jerozolimy
chorus 2 - 32-20
Tu, z powierzchni księżyca,
Kula ziemska wygląda jak źrenica.
Śpiew pekających winogron,
sen uśpionego psa zagrzebanego w ogrodzie.
Nie słyszę was tu.
W kwietniu następnego roku,
zakwitnie pocałunkiem wiosny.
chorus 3 - Tsoyaha
przysiadłem z papierosem w ręku
i oto na źdźble trawy
krople rosy
kopalnie diamentów
ze wszystkich rzeczy widzialnych
to kurz jest najbardziej podobny do czasu
ze wszystkich rzeczy niewidzialnych
to czas jest najbardziej podobny do kurzu
chorus 4 - who love have the karma of dove
he's got the eyes of a buddha
the bus driver
sitting here
i travel, earth
my mother
niedziela, 5 października 2014
wyloguj się
i każdą myśl
rozwiń we wstęgę motyli
kiedyś gdy nie byłem dzieckiem
myślałem że wiersze to
tylko ekstrakty
z przewrażliwień
uspokaja mnie roślinna ręka
gładzi moje myśli
skąd przyszliśmy
nie potrzebna ta udręka
a dokąd poszliśmy
brama zamknięta
stąd ta piosenka
spis wytrychów:
góra
drzewo
rzeka
ptak
morze
kamień
kwiat
korzeń
odchodzę
odchodzę w stronę modlitwy
twoja wola napawa mnie przerażeniem
sam...
jestem zwykłym istnieniem
mgnieniem oka pustelnika
trwoga wypełnia me serce
krztuszę się w tym zaduchu
muszę umrzeć dla świata
oczyść mą duszę
abym mógł
Umrzeć
rozwiń we wstęgę motyli
kiedyś gdy nie byłem dzieckiem
myślałem że wiersze to
tylko ekstrakty
z przewrażliwień
uspokaja mnie roślinna ręka
gładzi moje myśli
skąd przyszliśmy
nie potrzebna ta udręka
a dokąd poszliśmy
brama zamknięta
stąd ta piosenka
spis wytrychów:
góra
drzewo
rzeka
ptak
morze
kamień
kwiat
korzeń
odchodzę
odchodzę w stronę modlitwy
twoja wola napawa mnie przerażeniem
sam...
jestem zwykłym istnieniem
mgnieniem oka pustelnika
trwoga wypełnia me serce
krztuszę się w tym zaduchu
muszę umrzeć dla świata
oczyść mą duszę
abym mógł
Umrzeć
niedziela, 21 września 2014
koncert
z głośników bije strumień
dźwięku
i przeobraża się w żelazne motyle
na ich skrzydłach wypisane
słowa
po hebrajsku aramejsku
część ludzi wychodzi w kierunku
światła
pozwalając motylom spalić się
reszta stojąc w mroku
obserwuje żelazne motyle
przysiadające na ich ramionach
jak na gałęziach
bezlistnych krzewów
śpiewają im piosenki
o falach rozbijających się
na brzegu
z gałęzi krzewów wyrastają liście
ból przeobaraża się w mądrość
śmiech przeobraża się w radość
dźwięku
i przeobraża się w żelazne motyle
na ich skrzydłach wypisane
słowa
po hebrajsku aramejsku
część ludzi wychodzi w kierunku
światła
pozwalając motylom spalić się
reszta stojąc w mroku
obserwuje żelazne motyle
przysiadające na ich ramionach
jak na gałęziach
bezlistnych krzewów
śpiewają im piosenki
o falach rozbijających się
na brzegu
z gałęzi krzewów wyrastają liście
ból przeobaraża się w mądrość
śmiech przeobraża się w radość
sobota, 30 sierpnia 2014
róże nie miały kolców
mur chmur
i
ruch piór
skrzydła anioła ulepione z chmur
pławię się w
gęstym
kosmosie
szelest liści na drzewie to jego pocałunek
podocean snu
wyrzuca świadomości
na piaszczysty
brzeg rzeczywistości
złote kłosy to jego włosy
ziarna piasku
nieograniczone
formą klepsydry
pękające pod ziemią ziarenka to jego piosenka
ludzka forma
przed stworzeniem
rzeczne strumienie struny jego harfy
ruch piór
i
mur chmur
róże nie miały kolców
i
ruch piór
skrzydła anioła ulepione z chmur
pławię się w
gęstym
kosmosie
szelest liści na drzewie to jego pocałunek
podocean snu
wyrzuca świadomości
na piaszczysty
brzeg rzeczywistości
złote kłosy to jego włosy
ziarna piasku
nieograniczone
formą klepsydry
pękające pod ziemią ziarenka to jego piosenka
ludzka forma
przed stworzeniem
rzeczne strumienie struny jego harfy
ruch piór
i
mur chmur
róże nie miały kolców
piątek, 1 sierpnia 2014
promienie
promienie słońca
oświetlają kamienie
leżące u podnóża gór
sprawiając że z każdego
wypływa woda
pożerana przez
korzenie zgromadzeń
przydrożnych kwiatów
pieśń słowika -
spojrzenie świętego franciszka
oświetlają kamienie
leżące u podnóża gór
sprawiając że z każdego
wypływa woda
pożerana przez
korzenie zgromadzeń
przydrożnych kwiatów
pieśń słowika -
spojrzenie świętego franciszka
księgi
gdy porzucisz
kurz pradawnych ksiąg
twoje serce wraz zanuci
płyń srebrny księżycu
płyń aż po widnokrąg
i zabierz mnie daleko stąd
nie porzucaj butli wina
nie zadeptuj pąków róż
noc się ma już ku końcowi
a Przyjaciel jest tuż tuż
promień słońca to twój brat
kamień w rzece o tym wie
korzeń przydrożnego kwiatu
śpiewać pieśni chce
dłonie wszechświata
kobieta o włosach czarnych jak dłonie wszechświata
śni mi się po nocach rzuca we mnie łodygą kwiatka
jestem wtedy jak matka
wiecznie w trzecim miesiącu ciąży
chcę kochać to dziecko nie mogę go zabić
nie mogę go też urodzić
jej oczy tlą się jak dwa ogniska
na drugim brzegu wyschniętej rzeki
wspomnienie jak gałąź wrzucam do paleniska
i z bólem przymykam powieki
niekiedy idąc samotnie wśród tłumu
zobaczę twarz tak podobną do tamtej
lecz wiem że czarny opar rozumu
przesłoni wnet blask wyobraźni
***
w krainie do której zmierzam
na każdym krzaku rosną pąki złote i białe
krople porannej rosy
złoty blask rozrzucają
uchylę te wielkie żelazne drzwi
i wstąpię ponownie do wnętrza ogrodu
tam w szatę ze światła mą duszę odzieją
i ona nie zazna juz głodu
śni mi się po nocach rzuca we mnie łodygą kwiatka
jestem wtedy jak matka
wiecznie w trzecim miesiącu ciąży
chcę kochać to dziecko nie mogę go zabić
nie mogę go też urodzić
jej oczy tlą się jak dwa ogniska
na drugim brzegu wyschniętej rzeki
wspomnienie jak gałąź wrzucam do paleniska
i z bólem przymykam powieki
niekiedy idąc samotnie wśród tłumu
zobaczę twarz tak podobną do tamtej
lecz wiem że czarny opar rozumu
przesłoni wnet blask wyobraźni
***
w krainie do której zmierzam
na każdym krzaku rosną pąki złote i białe
krople porannej rosy
złoty blask rozrzucają
uchylę te wielkie żelazne drzwi
i wstąpię ponownie do wnętrza ogrodu
tam w szatę ze światła mą duszę odzieją
i ona nie zazna juz głodu
sobota, 5 lipca 2014
***
twarze pracowników
wdychających kurz
spomiędzy regałów fabryki
chmury za szyber dachem
kłębią się jak tumany kurzu
chmury za szyber dachem
kłębią się jak owcze futro
twarze pracowników
nie wiedzą o swoim pięknie
czy można czerpać
z tysięcy kolumn
nic nie znaczących cyfr?
niekończący się korytarz
i chmury
klębią się jak ludzka masa
gdy zaprzestaniesz
kształtować rzeczywistość
ona przyjmie formę
twojej wyobraźni
pisanie wierszy to sadzenie drzew
każdy napotkany kamień to budda
głoszący ogniste kazanie
odchodzący dzień jest porośnięty czasem
pnie mijanych drzew porośnięte mchem
wdychających kurz
spomiędzy regałów fabryki
chmury za szyber dachem
kłębią się jak tumany kurzu
chmury za szyber dachem
kłębią się jak owcze futro
twarze pracowników
nie wiedzą o swoim pięknie
czy można czerpać
z tysięcy kolumn
nic nie znaczących cyfr?
niekończący się korytarz
i chmury
klębią się jak ludzka masa
gdy zaprzestaniesz
kształtować rzeczywistość
ona przyjmie formę
twojej wyobraźni
pisanie wierszy to sadzenie drzew
każdy napotkany kamień to budda
głoszący ogniste kazanie
odchodzący dzień jest porośnięty czasem
pnie mijanych drzew porośnięte mchem
czwartek, 19 czerwca 2014
Dialogi
Ka-mil rzekł:
- Zawsze szukałem *** w odległych miastach. Nigdy nie pomyślałem o tym, że może kryć się dosłownie za rogiem mojego domu.
__________
Kac-per rzekł:
- Z historycznego punktu widzenia, przed Chrystusem narodziło się wielu mędrców, którzy mówili o przebaczeniu i miłości.
Sła-wek rzekł:
- Chrystus był jeszcze przed stworzeniem świata, dlatego też mędrcy służyli jedynie jako zwiastuni nadejścia Mistrza z Nazaretu.
___________
Grze-gorz rzekł:
- Bo to jest wiara, człowieku! To jest Wiara!
___________
Kac-per rzekł:
- Za pieniądze z wypłaty chciałem pojechać do Jerozolimy, Betlejm, odwiedzić święte miejsca, w których doszło narodzin Miłosierdzia, myśląc że byłby to ważny etap na drodze duchowego rozwoju. Mistrz z Nazaretu rzekł jednak do mnie, żebym lepiej wykorzystał te pieniądze do pomocy innym, rozdał je ubogim, pomógł matce i ojcu, niż marnotrawił je na zwiedzanie dawnych świątyń i odległych krajów. Powiedział łagdodnie, że Człowiek to Miejsce Święte, do którego, mimo najbliższej odległości, dostać jest się najtrudniej ze wszystkich znanych nam miejsc, gdyż prosty z pozoru szlak wiedzie przez Drogę, na której pełno jest ostrych kamieni i zwalonych kłód egoizmu, które bardzo ciężko przesunąć.
- Zawsze szukałem *** w odległych miastach. Nigdy nie pomyślałem o tym, że może kryć się dosłownie za rogiem mojego domu.
__________
Kac-per rzekł:
- Z historycznego punktu widzenia, przed Chrystusem narodziło się wielu mędrców, którzy mówili o przebaczeniu i miłości.
Sła-wek rzekł:
- Chrystus był jeszcze przed stworzeniem świata, dlatego też mędrcy służyli jedynie jako zwiastuni nadejścia Mistrza z Nazaretu.
___________
Grze-gorz rzekł:
- Bo to jest wiara, człowieku! To jest Wiara!
___________
Kac-per rzekł:
- Za pieniądze z wypłaty chciałem pojechać do Jerozolimy, Betlejm, odwiedzić święte miejsca, w których doszło narodzin Miłosierdzia, myśląc że byłby to ważny etap na drodze duchowego rozwoju. Mistrz z Nazaretu rzekł jednak do mnie, żebym lepiej wykorzystał te pieniądze do pomocy innym, rozdał je ubogim, pomógł matce i ojcu, niż marnotrawił je na zwiedzanie dawnych świątyń i odległych krajów. Powiedział łagdodnie, że Człowiek to Miejsce Święte, do którego, mimo najbliższej odległości, dostać jest się najtrudniej ze wszystkich znanych nam miejsc, gdyż prosty z pozoru szlak wiedzie przez Drogę, na której pełno jest ostrych kamieni i zwalonych kłód egoizmu, które bardzo ciężko przesunąć.
liść
s G s
y O y
m R m
e E e
t J t
r Ą r
i C i
a Y a
d K d
r Z r
z R z
e E e
W
s
i
e
w
c
a
r
z
u
c
a
Z* I* A* R* N* A
d o c z a r n e j g l e by
W E D Y
y O y
m R m
e E e
t J t
r Ą r
i C i
a Y a
d K d
r Z r
z R z
e E e
W
s
i
e
w
c
a
r
z
u
c
a
Z* I* A* R* N* A
d o c z a r n e j g l e by
W E D Y
piątek, 6 czerwca 2014
chciałbym
chciałbym umrzeć na krzyżu
co ja gadam
ja tego
CHCĘ
jest pewien wers...
oczyści mnie
M T
sześć dwadzieścia sześć
manekinowate oczy nie widzą
tego
grzegorz grzęźnie
w grzęzawisku
żmije
żaby
i łyk piwa
jak porada psychiatry
bary...
posiedzenia...
senne rozmowy bez początku i bez końca...
dreszcz przeszywający układ nerwowy
twoje wielkie, smutne, planetowate
Oczy
spowite mgłą...
człowiek najbardziej potrzebuje samego
Siebie
__________________________________________________________________________________
Nagle, Zegar stanął w miejscu i wyszedł z niego Czas, wieczny młodzieniec ubrany w prostą białą szatę.
-O! Cześć Czas! Jak to dobrze, że wpadłeś!
Jeszcze Ty wstąpiłeś do naszego wesołego amalgamatu!
masz takie przekrwione
Oczy...Ty, wiecznie na imprezie.
Chodź, skręcimy fajkę.
Tylko uważaj, bo z włosem będziesz miał, no, Czas.
Pewnie już zajrzałeś w
Oczy...
Tym wszystkim gwiazdorom rocka
i może też wszechwiedzącym filozofom.
Ale fajki to Ty skręcić nie umiesz.
No cóż, Czas, Twoje kłamstwa
w pewnym momencie nie wystarczają...
- Ty, no, a czy wiesz ile krwi musisz przelać,
żeby zostać uwzględnionym na kartach Historii?
Ci mówię, człowieku, że naprawdę wiele...Wiedz też, że Historia używa Wojny tak jak człowiek używa antybiotyku...żeby oczyścić krew...
- Myślałem, że jak narkotyku bardziej...Szczerze powiedziawszy, to nie zastanawiałem się nad tym, Czas...mogę Ci tylko powiedzieć, że z całym szacunkiem dla Ciebie, ale jak widzę lot jerzyka pomiędzy liniami wysokiego napięcia i słyszę jego śpiew, to całe życie stoi mi przed oczami, wiesz...i wtedy też znikasz, wiesz...no nie ma Cię. Jak książę Myszkin wtedy jestem, wiesz - totalny Idiota. A tamta, gdy idzie przez chodnik, to tak jakby opowiadała o Nieruchomym Poruszycielu, rozumiesz to, Czas?
- Aa to, że Bóg jest Miłością, czy TY rozumiesz TO?! Lecę!
- O.K. To leć już, leć i dzięki Ci za wszystko...po spotkaniu z Tobą, Czas
to mogę chyba tylko wziąć haust powietrza
i chyba zaraz w jedną noc okrążę całą kulę ziemską
co ja gadam
ja tego
CHCĘ
jest pewien wers...
oczyści mnie
M T
sześć dwadzieścia sześć
manekinowate oczy nie widzą
tego
grzegorz grzęźnie
w grzęzawisku
żmije
żaby
i łyk piwa
jak porada psychiatry
bary...
posiedzenia...
senne rozmowy bez początku i bez końca...
dreszcz przeszywający układ nerwowy
twoje wielkie, smutne, planetowate
Oczy
spowite mgłą...
człowiek najbardziej potrzebuje samego
Siebie
__________________________________________________________________________________
Nagle, Zegar stanął w miejscu i wyszedł z niego Czas, wieczny młodzieniec ubrany w prostą białą szatę.
-O! Cześć Czas! Jak to dobrze, że wpadłeś!
Jeszcze Ty wstąpiłeś do naszego wesołego amalgamatu!
masz takie przekrwione
Oczy...Ty, wiecznie na imprezie.
Chodź, skręcimy fajkę.
Tylko uważaj, bo z włosem będziesz miał, no, Czas.
Pewnie już zajrzałeś w
Oczy...
Tym wszystkim gwiazdorom rocka
i może też wszechwiedzącym filozofom.
Ale fajki to Ty skręcić nie umiesz.
No cóż, Czas, Twoje kłamstwa
w pewnym momencie nie wystarczają...
- Ty, no, a czy wiesz ile krwi musisz przelać,
żeby zostać uwzględnionym na kartach Historii?
Ci mówię, człowieku, że naprawdę wiele...Wiedz też, że Historia używa Wojny tak jak człowiek używa antybiotyku...żeby oczyścić krew...
- Myślałem, że jak narkotyku bardziej...Szczerze powiedziawszy, to nie zastanawiałem się nad tym, Czas...mogę Ci tylko powiedzieć, że z całym szacunkiem dla Ciebie, ale jak widzę lot jerzyka pomiędzy liniami wysokiego napięcia i słyszę jego śpiew, to całe życie stoi mi przed oczami, wiesz...i wtedy też znikasz, wiesz...no nie ma Cię. Jak książę Myszkin wtedy jestem, wiesz - totalny Idiota. A tamta, gdy idzie przez chodnik, to tak jakby opowiadała o Nieruchomym Poruszycielu, rozumiesz to, Czas?
- Aa to, że Bóg jest Miłością, czy TY rozumiesz TO?! Lecę!
- O.K. To leć już, leć i dzięki Ci za wszystko...po spotkaniu z Tobą, Czas
to mogę chyba tylko wziąć haust powietrza
i chyba zaraz w jedną noc okrążę całą kulę ziemską
sobota, 24 maja 2014
w moim niewiemi'e (uwięziono niewolę)
Poproszę dwie brzoskwinie
i dwa jabłka.
Mógłbym zamieszkiwać te ławki
Razem z żulami.
Gdy z nimi przebywam,
jesteśmy hostią na dnie kielicha.
uderza we mnie
uderza we mnie orszak chmur
przepołowione pod chorągwią słońca
nasiono rośliny
pocałunki wiatru
we wnętrzu nasiona rzeka wijąc się u stóp wzgórza
białe włókna
nie znam jej fachowej nazwy jak srebrny wąż w zaroślach
ale to chyba topola zgroza zgroza
przepołowione pod chorągwią słońca
nasiono rośliny
pocałunki wiatru
we wnętrzu nasiona rzeka wijąc się u stóp wzgórza
białe włókna
nie znam jej fachowej nazwy jak srebrny wąż w zaroślach
ale to chyba topola zgroza zgroza
Na poczie
- Jak tam zdrowie?
- A Bogu dziękować, już mężowi mówiłam, żeby grób betonowy tylko robił, żeby było lepiej, jakoś tak przytulniej, a nie samą tylko ziemią sypał.
- A Bogu dziękować, już mężowi mówiłam, żeby grób betonowy tylko robił, żeby było lepiej, jakoś tak przytulniej, a nie samą tylko ziemią sypał.
czwartek, 1 maja 2014
dziesięć do minus trzydziestej piątej metra
czas penetruje przestrzeń
przestrzeń przepływa przez czas
czasoprzestrzeń oplata się wokół ludzi
jak
dwa węże
para kochanków
niekończąca się ekstaza wiecznego poranku
a
wiatr nawleka świadomości
jak paciorki
rosy na pajęczej nici
trzymam wszystkie sznurki
którym szarpnąć
wszystkie linie w jednym punkcie
przestrzeń przepływa przez czas
czasoprzestrzeń oplata się wokół ludzi
jak
dwa węże
para kochanków
niekończąca się ekstaza wiecznego poranku
a
wiatr nawleka świadomości
jak paciorki
rosy na pajęczej nici
trzymam wszystkie sznurki
którym szarpnąć
wszystkie linie w jednym punkcie
niedziela, 30 marca 2014
odgłos rdzewienia
Odgłos rdzewienia
Rozłożysty dąb
Płomień
Przemienia w żołądź
Jakby rzucał białe płatki
Na zgliszcza
Starożytnych miast
Na dogasające
Ogniska gwiazd
Krzyk rozlewanej krwi jest nawozem Historii
Rozłożysty dąb
Płomień
Przemienia w żołądź
Jakby rzucał białe płatki
Na zgliszcza
Starożytnych miast
Na dogasające
Ogniska gwiazd
Krzyk rozlewanej krwi jest nawozem Historii
wtorek, 25 marca 2014
następstwo czasu
jutro zrobi
e za dwa dn
i może za tydzie
ńe no w przyszły
m a w ogóle to może w...
Oho!
umarł
em
e za dwa dn
i może za tydzie
ńe no w przyszły
m a w ogóle to może w...
Oho!
umarł
em
środa, 19 marca 2014
herzog
nie wyważam drzwi
mam klucz dzikich gęsi
otwieram wrota
jestem wewnątrz izdebki
przetapiam łańcuchy i miecze
na czyste srebro
przetapiam monety i posążki
na czyste złoto
mam klucz dzikich gęsi
otwieram wrota
jestem wewnątrz izdebki
przetapiam łańcuchy i miecze
na czyste srebro
przetapiam monety i posążki
na czyste złoto
wtorek, 18 marca 2014
Telegram
\j/
a-k w i a t
fontanna -Ó-
tryskam
z
ziemi
z
ziarna
a-d r z e w o
modrzew _Y_
słoje
układają
się
we
wzorze
(j)
a-p r o m i e ń
księżyc ____
ja
sność
z
wy
cięży
poniedziałek, 17 marca 2014
wersy
sfora psów
kości słów
***
masz mózg i ręce
czego potrzeba więcej
***
kwiaty rumianku
wysypują się z wyznań augustyna
kości słów
***
masz mózg i ręce
czego potrzeba więcej
***
kwiaty rumianku
wysypują się z wyznań augustyna
joy division - day of the lords
bas
oddech zdyszanego konia
ciągnącego wóz kości i żył
głos
napełnia żyły krwią
a kości szpikiem
gitara
łzy świętego kapiące na marmurową posadzkę
z witrażu zapomnianej kaplicy
perkusja
szelest nadrzecznych trzcin
przechadzam się wzdłuż
rzeki tej muzyki
wpatruję się w pomarszczone lustro wody
zmierzającej do oceanu
oddech zdyszanego konia
ciągnącego wóz kości i żył
głos
napełnia żyły krwią
a kości szpikiem
gitara
łzy świętego kapiące na marmurową posadzkę
z witrażu zapomnianej kaplicy
perkusja
szelest nadrzecznych trzcin
przechadzam się wzdłuż
rzeki tej muzyki
wpatruję się w pomarszczone lustro wody
zmierzającej do oceanu
czwartek, 13 marca 2014
Cisza
w dotyku podobna
wiecznym śniegom na najwyższych
górskich szczytach
materia tak krucha jak substancja
chwili
jak zdziczały zwierz
gdy cię dostrzeże
ucieka powodując wielki hałas
wiecznym śniegom na najwyższych
górskich szczytach
materia tak krucha jak substancja
chwili
jak zdziczały zwierz
gdy cię dostrzeże
ucieka powodując wielki hałas
Pieśniarzu
[][][][][][][][][][][][][]][][][]][][][][][][][][][]
[].. |
[]..lśniące szable |
[]..roziskrzone trafiają w tarczę |
[] |
[].. |
[]..ostre kosy |
[]..wirują ścinając kłosy |
[] |
[].. |
[]..bezdenne studnie |
[]..słońce czerpie blask w południe |
[].. |
[]..lśniące szable |
[]..roziskrzone trafiają w tarczę |
[] |
[].. |
[]..ostre kosy |
[]..wirują ścinając kłosy |
[] |
[].. |
[]..bezdenne studnie |
[]..słońce czerpie blask w południe |
[][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][-]_____|
(_to nasze oczy.
_wrota ciała.
_zostaną zamknięte.
_by ciemność panowała.
_to twoje oczy.
_strażniku najemny.
_ujrzały blask.
_z dna celi więziennej.
_to twoje słowa.
_niemy pieśniarzu.
_otworzą wrota.
_i drogę wskażą.)----------------------------->
(_to nasze oczy.
_wrota ciała.
_zostaną zamknięte.
_by ciemność panowała.
_to twoje oczy.
_strażniku najemny.
_ujrzały blask.
_z dna celi więziennej.
_to twoje słowa.
_niemy pieśniarzu.
_otworzą wrota.
_i drogę wskażą.)----------------------------->
Olimp przeciwko tobie...
…Hektorze
Taki los tobie
Przeznaczony
On zaiste posiada
władzę
Nawet nad Władyką
Egidy
Ojcem ziemian i niebian
Nieskazitelny Hektorze
Bogom podobny
Zgubiła cię żadza sławy
Pomyliłeś Patrokla z
kimś innym
Zdobyłeś zbroję
Pelidy
Jednak bujnokędziorny
Najlepszy w pogoni
Rozlał twoją krew
nad
brzegiem Xanta
Płacze Andromacha
Płacze twój syn
Płacze twój syn
Milsze dla ciebie ich
towarzystwo
Niż zgiełk wojennej
kurzawy
Cny wojowniku
Mężu nad mężami
Lamentuje Hekabe
Priam ubolewa
przepasany kirem
Całe miasto Ilion
pogrążone w żałobie
Ani wino ani złoto ani
polowania
Nie przesłonią pustki
Pasterz Trojan nie żyje
Los nie zna litości
Nieznane są jego drogi
Oto ciało
najdzielniejszego wojownika
Rozszarpywane przez
sępy
Oto ciało wspaniałego
człowieka
Rozszarpywane przez psy
A Helios nieporuszony
Jakby nieświadomy i senny
Jakby nieświadomy i senny
W blasku złota
Lśni nad wodami Hellespontu
I Różanopalca śni
Jutrzenka
Śni
O tym że bogom podobny
Hektor
Jako pierwszy wychodzi
jej na spotkanie
I pełen pasji
skrzykuje swych braci do boju
I już przebudziła się Aurora
Aby ujrzeć duszę
Hektora
Zstępującą do
przybytków Aida
I nie tak strwożoną
I nie tak strwożoną
Jak podczas pojedynku z
Achillem
Bez zbroi
Bardzo spokojną
Ukradzione z Norwida
Krótka wymiana jeszcze
krótszych monologów starszego pana
Z szatniarzem w
zielonogórskiej bibliotece Norwida
(obok nich stoi młoda
ładna skromna przysłuchuje się
Ja też obok ale szybko
uciekam zaraz wiadomo czas nagli)
- No, jak tam, panie
Władku? Kurtka, proszę.
- Dziękuję, panie
Heniu. Tu pan ma numerek. Widzi pan, czytałem u Platona i Sokratesa,
że człowiek żyje tylko z przyzwyczajenia. No, to na mnie pora już.
Do widzenia panu!
Na ostatnie słowa
1.
Crowley powiedział że
Jest w zakłopotaniu
Bestia apokaliptyczna
jest w zakłopotaniu
Drżał
Drżał
Może ze strachu może
z radości
Pomyślał o wolności
2.
Norwid poprosił żeby
go lepiej przykryli
Może zwrócił się do
innych dziadów
Z tego paryskiego
przytułku
Żeby przykryli go
połatanym kocem
Drżał
Z choroby zimna wycieńczenia
Z choroby zimna wycieńczenia
Ekscytacji
Ciekawości
Pomyślał o wolności
3.
Mistrz z Nazaretu
Zawołał donośnym
głosem
Rozdzierającym
niebiosa
Że oddaje w twoje ręce
swego ducha
Ojcze
Wykonało się
Ofiara spełniona
Drżał w uniesieniu wolności
Pomyślał o Miłości
Drżał w uniesieniu wolności
Pomyślał o Miłości
4.
Sam nie zastanawiam się
Co powiem kiedy
nadejdzie
Czy zdążę cokolwiek
powiedzieć
Ale
Jeśli okoliczności
pozwolą
Będę śpiewał.
Będę śpiewał.
Będę śpiewał.
Jadam kwiaty akacji
Jadam kwiaty akacji
Chleb i woda to danie godne króla
Chleb i woda to danie godne króla
Nadaję przekazy myśli z mózgu do mózgu
To naprzeciw ciebie
Na które patrzysz
Jak na pożar
Nie ugasisz go
Nie ugasisz go
Jest zbyt piękny
Patrzę się na ślimaka
Patrzę się na samolot
Obserwuję światło wypływające z róży
Patrzę się na samolot
Obserwuję światło wypływające z róży
I ciemność bijącą
z nicości
Prosty lud
Pracujący na powszedni chleb
Próbuje rozbić mrok
ogromnej jaskini
Iskrą wykrzesaną z krzemienia
w innej głowie
możesz istnieć tylko jako zespół wzorów
Słucham muzyki
Patrzę się na
wyłączony telewizor
Dym unosi się
Ponad linię horyzontu
Wyznaczoną przez
gałęzie akacji
Pod sklepem pijaczki
omawiają swoje sprawy
Grypsują trochę jak
więźniowie
Prorokują trochę jak aniołowie
Prorokują trochę jak aniołowie
Nad ich rozmowami przepływają chmury
Epitafium
Staniemy się kurzem
Opadającym na
posągi
Na rzeźby
Rzeźby chodźcie
Dotknijmy tego
promienia
Będzie inaczej
Na dnie rzeki stoją
posągi
Podobizny przodków
Zaznaj miłości mój
bracie
I ty moja siostro
Nie zamień się w
wapień
Spotkanie z przechodniem w XXI wieku
Bili go do krwi chociaż
nie zawinił niczym
Tak przynajmniej
twierdził
Wierzę mu…
Swoimi słowami
przemawiał jakby był
Przedstawicielem pewnej
odrębnej grupy
Społecznej lub nawet
narodu
Jakby całe cierpienie
świata
Zogniskowało się w
jego istocie
„bili mnie do krwi
jak psa
czy tobie przeszkadza
że idę obok po ulicy?”
niech pan idzie do domu i wypocznie
„ja nie mam domu mój dom jest o tam na górze w niebie
niech pan idzie do domu i wypocznie
„ja nie mam domu mój dom jest o tam na górze w niebie
gdzie są ptaki i
gwiazdy
bili mnie do krwi
jak psa!”
Mgła i Woda
I - Mgła
Mgła prześlizguje się pod mostem
Porośniętym siecią
pajęczyn
Jedynym świadkiem tego
widowiska
Jest samotna gwiazda
bez gwiazdozbioru
Błyskająca w bezmiarze przestrzeni kosmicznej
Błyskająca w bezmiarze przestrzeni kosmicznej
Przemyka się
pomiędzy nićmi
Struktury
pajęczej
Dzieła geniuszu architektonicznego
Dzieła geniuszu architektonicznego
Aspekt fizyczny
człowieka
Drąży jego wymiar
duchowy
Jak młot pneumatyczny
Przebija beton
Jak młot pneumatyczny
Przebija beton
Dźwięk dzwonu niszczy
ciszę
Buldożer ciała kruszy mur duszy
Mgła pełznie pod mostem oplata pustą przestrzeń
Pomiędzy mostem a
powierzchnią rzeki
Obracają się jak koła
zębate maszyny
Spleceni jak kochankowie: mgła i pusta przestrzeń
W gorączkowych objęciach całują się z zatrzaśniętymi oczyma
Spleceni jak kochankowie: mgła i pusta przestrzeń
W gorączkowych objęciach całują się z zatrzaśniętymi oczyma
Widzą więcej niż gdy obserwuje się lot orła nad lasem
Lub żebrzącą
staruszkę
I widzą jaśniej niż gdy wpatrujesz się w słońce
Aż do oślepienia
Flaga która nie zaznała podmuchu wiatru
I widzą jaśniej niż gdy wpatrujesz się w słońce
Aż do oślepienia
Flaga która nie zaznała podmuchu wiatru
Kwiat który chciał
zostać skałą
Tak niewiele czasu
nam zostało
Czasu wciąż za
mało
Ogień który miał
tylko ogrzewać – spalił
Ogień który miał płonąć wiecznie – wypalił się
Wszystko co pozostało
Gęste kłęby tytoniu
Mgła pełznie po rzece
Skrada się jak szczur po szkielecie
Językiem mgły jest cisza
II - Woda
Nie mogę znieść
Milczącej bieli kwiatów przedwiośnia
Pociąg wiezie tysiące masek
Wiatr gwiżdże na krawędzi rozbitej butelki
Oczy tlą się jeszcze nie zgasły
Szukam jakiejś Ostatecznej Prawdy
Uderz kijem w skałę mojego serca
Moje dekady skaczą jak krwiożercze pchły
Rozmnażające się na brzegu futra Odźwiernego
I wtedy
Woda tryska
I wtedy
Nie ma Niczego
Ogień który miał płonąć wiecznie – wypalił się
Wszystko co pozostało
Gęste kłęby tytoniu
Mgła pełznie po rzece
Skrada się jak szczur po szkielecie
Językiem mgły jest cisza
II - Woda
Nie mogę znieść
Milczącej bieli kwiatów przedwiośnia
Pociąg wiezie tysiące masek
Wiatr gwiżdże na krawędzi rozbitej butelki
Oczy tlą się jeszcze nie zgasły
Szukam jakiejś Ostatecznej Prawdy
Uderz kijem w skałę mojego serca
Moje dekady skaczą jak krwiożercze pchły
Rozmnażające się na brzegu futra Odźwiernego
I wtedy
Woda tryska
I wtedy
Nie ma Niczego
7 rano
Zielona Góra
ulica sulechowska
obdarte kamienice
mijamy się w ogromnym pośpiechu
ulica sulechowska
obdarte kamienice
mijamy się w ogromnym pośpiechu
nawet nie spoglądając
sobie w oczy
każdy w swoją stronę
każdy w swoją stronę
Robota
Wiozą cię jak węgiel
zielonym wagonem
Wąsaci panowie w uniformach
Żeby zasilić płuca korporacji
Która oddycha czarnym dymem spalonych marzeń
Wąsaci panowie w uniformach
Żeby zasilić płuca korporacji
Która oddycha czarnym dymem spalonych marzeń
(w)
stań
!
stań
!
w świetle błysku
ostrza noża
biegnij za stadem saren
nie wytrzyma obroża
MOŻE BYĆ INACZEJ
biegnij za stadem saren
nie wytrzyma obroża
MOŻE BYĆ INACZEJ
EpItAfIUm dLa ImPeRiUm
nasze imperium jest
coraz większe
czasy wspanialsze niż kiedykolwiek
i więcej trupów…
i kobiety piękniejsze…
czasy wspanialsze niż kiedykolwiek
i więcej trupów…
i kobiety piękniejsze…
Odrzański spleen
spiszę teraz to
wszystko
(a zaiste niewiele rzeczy mnie wkurwia ale na pewno hipokryzja chrześcijan ich głęboki sen zamiast stanu czuwania także pretensje ateistów myślących że odkryli prawdę sami są przecież uwarunkowani gdyż ateizm zakłada reakcję potrzebują boga żeby ich idee miały sens zwalczają więc przyczynę swego bytu są po trosze samobójcami wkurwia mnie jeszcze parę innych rzeczy mój konformizm i tymczasowy brak sprzeciwu i to że jesteś ode mnie lepszy wkurwia mnie tłusta świnia w krawacie wykorzystująca kobiety i dzieci a na plakatach obiecuje że dba o dobro i bezpieczeństwo pracownika wkurwia mnie to że nie można się zgubić że wiem wciąż za mało i nienawidzę cię pastwiący się nad słabszym tyranie i powieszę cię jeszcze zanim słońce wstanie)
(a zaiste niewiele rzeczy mnie wkurwia ale na pewno hipokryzja chrześcijan ich głęboki sen zamiast stanu czuwania także pretensje ateistów myślących że odkryli prawdę sami są przecież uwarunkowani gdyż ateizm zakłada reakcję potrzebują boga żeby ich idee miały sens zwalczają więc przyczynę swego bytu są po trosze samobójcami wkurwia mnie jeszcze parę innych rzeczy mój konformizm i tymczasowy brak sprzeciwu i to że jesteś ode mnie lepszy wkurwia mnie tłusta świnia w krawacie wykorzystująca kobiety i dzieci a na plakatach obiecuje że dba o dobro i bezpieczeństwo pracownika wkurwia mnie to że nie można się zgubić że wiem wciąż za mało i nienawidzę cię pastwiący się nad słabszym tyranie i powieszę cię jeszcze zanim słońce wstanie)
wyciekającą gorycz
w umierającym państwie
będziemy świętować
rocznice
odzyskania
niepodległości
i wielkie bitwy
popijając niemieckie piwo
przygryzając wurst i
bredząc brednie
ta polska to wcześniak
martwy płód
wyskrobali go
telewizja próbuje
zrobić z nas połykaczy gówna
niektórzy już się
nimi stali
nie czytajcie jakichś
zbuk
owskich
zrobią wam zbuka z
głowy („czarnoleskiej rzeczy tu trzeba”)
wciskają w was swoje
kompleksy
a wy bez mrugnięcia
okiem łykacie to jak wyborny pasztet
i ta mała chora na
padaczkę
jest szczęśliwsza niż
wy wszyscy filozofowie i artyści
razem wzięci
upośledzona i
szczęśliwa takie jej tao
a ty co
śnieg stopniał zima
przeszła masz większego doła
gdyby nie niemcy nie
wygralibyśmy wojny
próbuję zasłonić
pustkę
ostatecznie jesteśmy
tylko my i pustka
próbuję ją zatkać
sztuką pisaniem muzyką miłością i tak dalej
teraz istnieje pięć
wymiarów
ziemski tu nurzamy się
w brudzie
jest to ziemia
później zstępujemy
do piekła
gdzie oczyszcza nas
ogień
a w czyśćcu gaszą
ten ogień wodą
i jeszcze czystszymi
nas czynią
następnie
w niebie osuszają nas
powietrzem
i stamtąd
podążamy w miejsce
jeszcze większe
którego nie umiem
nawet sobie wyobrazić ani pojąć
a co dopiero opisać
(to jest chyba ta kraina poza dobrem i złem)
o gdzie jesteś matko
tego świata
znamy ojca tego świata
gdzie jest matka
matko zamień ludzi
w ślimaki
zamień mnie w starca
będę rozmawiał z
rzeką i karmił ślimaki szczawiem to już wszystko
Akwatyki
1.
Jadę nad morze po wiersz
Umówiłem się z Bałtykiem że dostarczy mi piasku soli fal i słońca
Abym z tych kruszców mógł przeprowadzić syntezę poetycką
W procesie której wytwarzana jest substancja wiersza
2.
Córka człowieka
napotkanego w pociągu
Pracownika miejskiego centrum sportowego w Zielonej Górze
Pracownika miejskiego centrum sportowego w Zielonej Górze
Gra na gitarze i ma
głos jak dzwon Zygmunta
Jej ojciec pije sobie beczkowe mocne pils
Jakby to było whiskey&ice
Mętnym spojrzeniem oznajmia mi że jest gotów do rozmowy
„Czemu ten pociąg się wlecze?”
Wyrzuca pusta puszkę przez okno – czy to płonący anioł wyfrunął z pociągu?
Jej ojciec pije sobie beczkowe mocne pils
Jakby to było whiskey&ice
Mętnym spojrzeniem oznajmia mi że jest gotów do rozmowy
„Czemu ten pociąg się wlecze?”
Wyrzuca pusta puszkę przez okno – czy to płonący anioł wyfrunął z pociągu?
Wysiada w
Będowie
Drapiąc się po głowie
Drapiąc się po głowie
3.
Dziewczynka idzie po
chodniku w nadmorskiej miejscowości
Pyta starszego brata ile razy powiedział w życiu „tak”
Pyta starszego brata ile razy powiedział w życiu „tak”
Odpowiada że nie wie
4.
Aniołowie zrzucają do
Bałtyku słońce
Rozgrzaną do czerwoności kulę
Bałtyk oddycha spokojnie
Bałtyk oddycha wściekle jakby się dławił
Hipnotyczny dźwięk oddechu sędziwego Bałtyku
Rozgrzaną do czerwoności kulę
Bałtyk oddycha spokojnie
Bałtyk oddycha wściekle jakby się dławił
Hipnotyczny dźwięk oddechu sędziwego Bałtyku
5.
Na dnie morza czystego jak spojrzenie dziecka
Urodziła się muszla
Dziecko słucha pieśni
muszli
Wierząc że zaklęto w
niej śpiew morza
Odpływ odsłania szczątki martwych roślin
Odpływ odsłania szczątki martwych roślin
To my – dorośli
z pamiętnika
Ach!
Gdzież są te czasy dobrobytu...?!
Czasy, kiedy te wspaniałe istoty były godne nazywania ich:
Ludzkością...?
A teraz...
Tylko ciała z oczyma...
ciała...
z...
Oczyma...
O pustym wzroku...
Jak sądzisz, Synu Mój!
Cóż należałoby uczynić?
Czasy, kiedy te wspaniałe istoty były godne nazywania ich:
Ludzkością...?
A teraz...
Tylko ciała z oczyma...
ciała...
z...
Oczyma...
O pustym wzroku...
Jak sądzisz, Synu Mój!
Cóż należałoby uczynić?
„ogień
pokornieje wobec oblicza wody
a jednak jego siła wzrasta
a jednak jego siła wzrasta
gdy
wiatr rozczesuje mu włosy
podmuchy wiatru układają ocean
i złote łany zbóż
tak jak matka gdy tuli dziecko do snu”
ześlij stado sępów na nasze gnijące dusze
podmuchy wiatru układają ocean
i złote łany zbóż
tak jak matka gdy tuli dziecko do snu”
ześlij stado sępów na nasze gnijące dusze
straciliśmy kontakt z
Tajemnicą Istnienia
koszmar urzeczywistnia się
mechanizacja społeczeństwa postępuje
ludzie cierpią na nudę życia
koszmar urzeczywistnia się
mechanizacja społeczeństwa postępuje
ludzie cierpią na nudę życia
a w szczególności
młode pokolenie
urodzone już w czasach tzw. Wolnej polski
ześlij sforę psów i watahy wygłodniałych wilków
rzuć im na pożarcie nasze przegniłe dusze
i rozerwij krępujące nas łańcuchy
ześlij wolność
urodzone już w czasach tzw. Wolnej polski
ześlij sforę psów i watahy wygłodniałych wilków
rzuć im na pożarcie nasze przegniłe dusze
i rozerwij krępujące nas łańcuchy
ześlij wolność
Kolory rozkładu
w
porze rozkładu
drzewa szepcą i drżą
liście wirują na wietrze jak nuty symfonii
drzewa szepcą i drżą
liście wirują na wietrze jak nuty symfonii
w rytm uderzeń skrzydeł setek czarnych wron
przyniosłem tobie garść pożółkłych płatków róży
przyniosłem tobie garść pożółkłych płatków róży
róż
ró
r
ró
r
[ślady kolców
mam na dłoni]
dlatego nie mów mi o jesieni przecież to oczywiste
że w kolorach rozkładu bogactwo drzemie niezmierzone
tak jak w myśli że śmierć może być cudem tajemnym wyzwoleniem
dlatego nie mów mi o jesieni przecież to oczywiste
że w kolorach rozkładu bogactwo drzemie niezmierzone
tak jak w myśli że śmierć może być cudem tajemnym wyzwoleniem
lub po prostu marnym końcem
Vivaldi
świece płoną na
drzewach!
Festiwal świetlnych miraży!
Iluminacje!
Kobiety piękne jak sarny!
Jak płonące jasne świece!
skrzypce mistrza rodzą przedziwne wszechświaty
rozpalają nieznany ogień, nowy rodzaj ognia
który buduje
*
kiedy twoje skrzypce przestały śpiewać
stało się to dla mnie jasne i niedosiężne jak spojrzenie prawdy
Festiwal świetlnych miraży!
Iluminacje!
Kobiety piękne jak sarny!
Jak płonące jasne świece!
Dziwniejsze od chmur
płynących po rzece!
płynących po rzece!
Poczwórny cykl przemian
odzwierciedlenie biegu historii
odzwierciedlenie biegu historii
4 pory roku metaforą ludzkich losów (naszych zmagań z Tajemnicą
Bytu)
skrzypce mistrza rodzą przedziwne wszechświaty
rozpalają nieznany ogień, nowy rodzaj ognia
który buduje
*
kiedy twoje skrzypce przestały śpiewać
stało się to dla mnie jasne i niedosiężne jak spojrzenie prawdy
że cisza ma także przerażające oblicze
jej wzrok wywołuje trwogę
jest w pewnym sensie jak kobieta
piękna – gdy spokojna
przerażająca – kiedy wpadnie w gniew
chłód cegieł biel farby na ścianie
i szum industrialnego monstrum (gdzieś w oddali)
grasującego w lasach
pożerającego rzeki
przyjaciele...
jej wzrok wywołuje trwogę
jest w pewnym sensie jak kobieta
piękna – gdy spokojna
przerażająca – kiedy wpadnie w gniew
chłód cegieł biel farby na ścianie
i szum industrialnego monstrum (gdzieś w oddali)
grasującego w lasach
pożerającego rzeki
przyjaciele...
przyjdźcie przybądźcie
przejdźmy przez wrota
do wnętrza przybytku
do wnętrza przybytku
gdzie czasoprzestrzeń i jaźń
wirują między kolumnami komnat
jak oderwane skrzydła owadów
wsiąkniemy w ziemię jak krew wojownika
przenikniemy do korzeni roślin i chwastów
i tak zakwitniemy
w odległej epoce
bielą przedwiośnia kwiatów
wirują między kolumnami komnat
jak oderwane skrzydła owadów
wsiąkniemy w ziemię jak krew wojownika
przenikniemy do korzeni roślin i chwastów
i tak zakwitniemy
w odległej epoce
bielą przedwiośnia kwiatów
Kafkaesk
czekają
już na ciebie
dwie zgarbione postaci odziane w czerń
jedna z nich trzyma klucz z twoim imieniem
wygrawerowanym na nim
dwie zgarbione postaci odziane w czerń
jedna z nich trzyma klucz z twoim imieniem
wygrawerowanym na nim
a druga sporządza dokument
przypatrują się tobie w milczeniu
poważnie
przypatrują się tobie w milczeniu
poważnie
niecierpliwią się
czekając kiedy zaśniesz
czekając kiedy zaśniesz
fiery leaves
fiery leaves
eternal bliss
autumn leaves
perennial heaves
detoxicate your body
cut the wrist
don't be so fast
relish the mist
never it begins
never it ends
there's no end
come
i won't give you my hand
eternal bliss
autumn leaves
perennial heaves
detoxicate your body
cut the wrist
don't be so fast
relish the mist
never it begins
never it ends
there's no end
come
i won't give you my hand
mózgi
mózgi jak zimne kamienie
obmywane gorącym
strumieniem krwi
są po prostu piękne
jak gwiazdozbiory
tonące w oceanie
serca
a samotna gwiazda
tląca się
na powierzchni kałuży
jak niedopałek w palcach włóczęgi
jest po prostu cudowną
tęczą samotnej nocy
lilią pustyni
i wizją płonącego proroka
śpiewającego
o tym że
ludzkość jest jak róża
w ustach
pijanego tancerza
obmywane gorącym
strumieniem krwi
są po prostu piękne
jak gwiazdozbiory
tonące w oceanie
serca
a samotna gwiazda
tląca się
na powierzchni kałuży
jak niedopałek w palcach włóczęgi
jest po prostu cudowną
tęczą samotnej nocy
lilią pustyni
i wizją płonącego proroka
śpiewającego
o tym że
ludzkość jest jak róża
w ustach
pijanego tancerza
I dig You, Grzegorz!
grzeczny grzegorz
grzesznie grzechocze
grzebiąc w grząskich grzędach
rzuca grzegorz węgorza gżegżółce
grzmi grzegorz
brzegi przemierza
żnie żyto
pożogę przebieża
brzęczy brzoskwinia
w brzuchu papieża
bażant w bezmiarze przestrzennym
wrzeciono w pożarze brzemiennym
cmentarzem
talerz pobrzmiewa w korytarzu wieży
grzegorz gorzałki żłopie żołądkowej
że róże przeżarte żarem przemijania
żonkil przekwitły w przydrożnych przebłysnął
krzakach
grzegorz przeszedł przez drzwi
i gorzko zapłakał
grzesznie grzechocze
grzebiąc w grząskich grzędach
rzuca grzegorz węgorza gżegżółce
grzmi grzegorz
brzegi przemierza
żnie żyto
pożogę przebieża
brzęczy brzoskwinia
w brzuchu papieża
bażant w bezmiarze przestrzennym
wrzeciono w pożarze brzemiennym
cmentarzem
talerz pobrzmiewa w korytarzu wieży
grzegorz gorzałki żłopie żołądkowej
że róże przeżarte żarem przemijania
żonkil przekwitły w przydrożnych przebłysnął
krzakach
grzegorz przeszedł przez drzwi
i gorzko zapłakał
Ścieżka mądrości
na mapie wytyczył
drogę
drogę
ścieżkę mądrości
pełną trudów i wyrzeczeń
gdy dotarł do celu
okazało się że droga mądrości
doprowadziła go na skraj
głębokiej przepaści
na dnie
przetaczają się kłęby dymu
tumany kurzu
pośród kłębów kurzu i dymu
zataczają koła ptaki
kruki wrony sępy
orzeł i sokół
jaskółka
i feniks
po drugiej stronie przepaści
pałac głupoty
zbudowali go ze szkła
diamentów i pyłu
drzewo poznania
majaczy poza szklanymi
murami
pałacu głupoty
gdzieś w oddali
gdzieś w niezbadanej dali
Sarna
złota
sarna biega pośród drzew
podnoszę łuk
napinam cięciwę
tropiony zwierz
nie daje się
schwytać
mięso
przyrządzone nad ogniskiem
najwyborniejsza
potrawa
tak słyszałem w
słowach pieśni
wspomnienie tych
słów
podsyca moją
wyobraźnię
choć nie pamiętam
ich dokładnie
i snuję plany
zabicia złotej
sarny
na razie tylko
niewyraźne ślady
odbite w błocie
A Poem for Old Bull Lee
world language no something
the meant in strange
Union is the one
Africa. has fore- our
weeks Christmas fren- ing
celebration biting extraordi- inwardly
in plete are lated
doing? around to in
overpower- less supris- al
sits Then pre- visions
and things an are
to see of got
have him adverse ster
gap miserable filled thawed
chil- feel of by
the Tiny false The
sentimental- Scrooge television. new
this long-buried Christmas love
Heath which their his
the and their the
tunelessly formed Bells, mas
supermarkets ure music Tiny
this and cor-ing
plastic family every party
in The of story
com- be clothes that
Christmas chology trium -an
splen- mentally brimming tunnel
overflowing cannot the other
eyes over-commercial others face
and can it the
alive
the meant in strange
Union is the one
Africa. has fore- our
weeks Christmas fren- ing
celebration biting extraordi- inwardly
in plete are lated
doing? around to in
overpower- less supris- al
sits Then pre- visions
and things an are
to see of got
have him adverse ster
gap miserable filled thawed
chil- feel of by
the Tiny false The
sentimental- Scrooge television. new
this long-buried Christmas love
Heath which their his
the and their the
tunelessly formed Bells, mas
supermarkets ure music Tiny
this and cor-ing
plastic family every party
in The of story
com- be clothes that
Christmas chology trium -an
splen- mentally brimming tunnel
overflowing cannot the other
eyes over-commercial others face
and can it the
alive
Panie McGuire
1
On panu wybaczy panie mcguire
na mocy Prawa Chrystusowego
i ta murzynka też – tak jak jej
rodzina
oni wezmą pana za ręce
ronię łzy nad pana losem
synowie ludzi skazali pana
na wygnanie z tego żywota
na śmierć
sądząc pana na mocy prawa
hammurabiego
2
czy może pan określić
jak smakuje mieszanka
midazolamu i hydromorfu?
a jak smakuje pot gwałconej
ciężarnej kobiety?
jakiego koloru są jej włosy?
panie mcguire
mówi pan że spotkamy się w niebie
my i wszyscy sędziowie
i kaci
i poeci
i dzieci
spotkamy się w niebie
panie mcguire
Werter Współczesny, czyli jak sobie radzić
Lotta!
chcę Ci coś
wyznać...
po prostu
spierdalaj!
jesteś zbyt
„tania”...
przemyślałem
sobie to wszystko
i idę na dziwki
(może uratuję
którą?)
ciebie nie mogę
ciebie nie mogę
(będę grał dla
dziwki na cytrze)
(będę pisał wiersze o pięknych opalizujących oczach dziwki)
będę się wpatrywał w jej źrenice
w których czai się milion galaktyk
i tak będę myślał o tobie:
(będę pisał wiersze o pięknych opalizujących oczach dziwki)
będę się wpatrywał w jej źrenice
w których czai się milion galaktyk
i tak będę myślał o tobie:
sama sobie strzel
w łeb
ja chcę żyć
kocham
4 róże
bar otwarty jak grób
to jest wszędzie to jest tu
przekrwione wyłupiaste oczy
wtaczają się przez próg
to jest wszędzie to jest tu
oczy nie widziały światła latarni
bar jest otwarty
to jest tu
alkoholem rany opatrzone
zgniłe marzenia plany rozjątrzone
to jest wszędzie to jest tu
to jest wszędzie to jest tu
Glad Day
***
obraz Williama Blake'a – Glad Day
ukazał się
obraz Williama Blake'a – Glad Day
ukazał się
świetlisty chłopiec
rozrzucał lilie
rozrzucał róże
i śpiew jaskółki
i pył słoneczny
złote ampułki
pocałował mnie w usta
poczułem przypływ gorąca
i podmuch wiatru gdy
zniknął we wnętrzu słońca
Gwiazdozbiór psa
poszczuj go psem
poczujesz
że rzeczywistość
(to przecież oczywistość)
to nie sen
zgaś tą iskrę
roznieć ogień
wyłupmy im oczy
nie będą widzieli
chodzimy po wodzie
blask gwiazd
układa się automatycznie
w pradawne wzory
tej nocy możemy zniszczyć to miasto
albo
dokonać rytualnego
oczyszczenia ciała z krwi
albo
zmieszajmy nasze krwi
w glinianym naczyniu
moją i twoją
hipnotyzujący dźwięk cytry
i blask świec
przemierzam wnętrza drzew
od korzeni do liścia
rozbijmy się jak morskie fale
o skały serca
lub
milczmy
jak zapomniany grób
w ktorym spoczęło ciało
najlepszego człowieka
poczujesz
że rzeczywistość
(to przecież oczywistość)
to nie sen
zgaś tą iskrę
roznieć ogień
wyłupmy im oczy
nie będą widzieli
chodzimy po wodzie
blask gwiazd
układa się automatycznie
w pradawne wzory
tej nocy możemy zniszczyć to miasto
albo
dokonać rytualnego
oczyszczenia ciała z krwi
albo
zmieszajmy nasze krwi
w glinianym naczyniu
moją i twoją
hipnotyzujący dźwięk cytry
i blask świec
przemierzam wnętrza drzew
od korzeni do liścia
rozbijmy się jak morskie fale
o skały serca
lub
milczmy
jak zapomniany grób
w ktorym spoczęło ciało
najlepszego człowieka
Subskrybuj:
Posty (Atom)