sobota, 27 grudnia 2014

delta Nilu blues

                                            idę
                                         jeszcze
                                      nóż w sercu
                               ukrzyżowaliście mnie
                           na szczycie czarnej piramidy
                     ale zszedłem z tego krzyża w zasadzie
                   to mnie strącił wiatr   jak z gałęzi nasiono
                które na dno czarnego oceanu upadło i rodzi
            popiół pokarm kolejnych pokoleń martwych piskląt

                                           widzę
                                        j e s z c z e
                                 noc ciemną jak wnętrze
                             niezbadanej               piramidy
                       a prawe oko horusa wbija się we mnie
                     zamglonym spojrzeniem i swoim światłem 
                 napełnia mnie jak strzykawkę której słodyczą
             raczyć się będziesz ty sama wielkie wschodzące słońce
           kapłani budujcie ołtarze i spalcie na nich tysiąc skór węży

wtorek, 16 grudnia 2014

77 wiosen

gdy człowiekowi już 77 wiosen
szronem na szybie szkicuje wspomnienia
na wschodzie kraju kiełkuje pierwiosnek
łapczywie chłepcąc ze słonecznego strumienia
światło w życie przemienia

gdy ludzie już wieku starczego dożyją
ich kości kruche jak chrust na polanie
ranami zlepieni w nocy czuwają z nadzieją
że się zmiłujesz panie i żeby oszczędzić cierpienia
słońce nazajutrz nie wstanie

człowiek u kresu swej drogi
każdą sekundę jak strunę anielskiej
harfy na palcu owija
za ten etap życia dziękuje z radością
i jak kropla wpływa do morza


gdzie nic nie przemija




czwartek, 4 grudnia 2014

Pióra

Wyłup nasze oczy, Panie!
Abyśmy ujrzeli Prawdy zwiastowanie.

Zamknij nasze uszy, Panie!
Abyśmy słyszeli dźwięk muzyki duszy.

Zalep nasze nosy, Panie!
Abyśmy poczuli anielskie wonności.

Odetnij nam język, Panie!
Abyśmy poznali smak krwi Zwycięzcy i...
Smak wolności...

Zostaw nam tylko dotyk, Panie!
Abyśmy, odrzuciwszy miecze i wrogości,
Przylgnęli - jeden do drugiego. 

I jak promień światła,
Co mrok jaskinny niweczy,
Oświetlali twoje ukochane drzewo,
My - białe pióra orła podniebnego,
My - Naród Człowieczy.



piątek, 21 listopada 2014

męka

przypalasz mnie ogniem tak gorącym że tracę nadzieję i wiarę
wtedy zaglądam do wnętrza butelek
i rozrywam serca pradawnych ziaren
wyciskam z nich czerwony atrament

ziarna mają jedno wspólne wnętrze i jeden cel
gromadzą się pod jednym niebem i obserwują
biel splątanych chmur
dźwigają wspólne brzemię rozpłodu
ciężar świadomości bycia przyczyną rozkładu
rozrzucone zasiedlają niebosiężne szczyty gór

strząśnięte z korzenia pradawnego drzewa
ręką sędziwego wiatru który morskie fale jak włosy układa
na opróżnionych butelkach melodię wygrywa
rozbijając słone fale u podnóży skalistego wybrzeża

wypijasz mnie jak butlę najlepszego wina
czuję dziwne obce ciepło
pusty w twoich rękach jak wyschnięty ocean

no dalej jeśli chcesz rozbij to szkło
niechaj na poszarapanych krawędziach

 w i a t r
                     b e z t r o s k o
                                                    ś p i e w a


poniedziałek, 17 listopada 2014

a slab of a blue

the slabs of the space
fall on my face like cinders
from a fiery furnace
the wind's blasts appear to me
as pure as the beginning word
spoken by our lord
at the inception of the world
the sunbeams
burn away the ghastly
vision of a horrid countenance
the sun streams
wipe out my fears
of love possessive
oh how I adore
the note of the leaf
hovering beneath
poor breathless me
and thoughts roaring through
the mind like mossy stones
tumbling down the slope
the ultimate hope
I've thrown the universe
cut up into splinters
to the furnace of my heart
and from the burnt ashes
the glowing bird rises
devouring the darkness wild
I a tree
gale my
how precious are
the sculptures that you've made
in the chambers of my brain
and when you blow through the oak's grain
they're my beloved brethren
I've been hesitating for too long
it is as deep as misery
now I behold the flicker that will save me
it is a petal of a rose
do not pluck the flower
let it stick to its mother's bower
moon the silver clarion
stars the horseshoes of his dark
haired stallion
let me take a ride and explore
the nostrils of the night
thoughts
leaping on the wind
like gallows' knots
thoughts dripping on the rind
what was shall come once again
yeah I'll take it it's a bargain
I am empty emptyer the emptyest
devoid of content
containing nothing vacant
no elements inside me
free clear devoid of anything
unburdened
having nothing to carry with me
hollow insubstantially thus hallow
unfruitful
lacking sense and knowledge
yet happy

sobota, 15 listopada 2014

Płomień zieleni

Płomień zieleni
Twój smutek spopieli
Choć naćpane dziatki
Tego nie widzieli

40 pieśni niewinności
Dla
Owijam się wokół pnia
Mgła

Jak
Rozgrzana galaktyka
Nad polami trwa
Rozpostarte skrzydło

Zstępowanie w
Gasnący blask
Słychać wrzask
Korony gwiazd

Kiedyś nadejdzie
Ostateczny brzask

wtorek, 21 października 2014

dym zzz komina blues

chorus 1 - Jerozolima

jadłem wiatr
szedłem po wielkiej okrągłej ziemi

ona się obraca
liście i= pogob pogoń

palisz mo=ózga'

wielki szept zegar połuududuina

kompy naz zeźrą

znowu że w kwietniu zakwitnie
trup jego kolegi z fronttyyyyuuuu
oupuuuff

kradnę, panie t.s.

okropna rzeźba tego poprzedniego terenu
czerpiesz z wyobraźni tylko
nie z pamięci

błogosławiony jesteś
który żyjesz

tym razem strzał

ile kurzu się nażarł
u bram Jerozolimy

chorus 2 - 32-20

Tu, z powierzchni księżyca,
Kula ziemska wygląda jak źrenica.

Śpiew pekających winogron,
sen uśpionego psa zagrzebanego w ogrodzie.

Nie słyszę was tu.

W kwietniu następnego roku,
zakwitnie pocałunkiem wiosny.

chorus 3 - Tsoyaha

przysiadłem z papierosem w ręku
i oto na źdźble trawy

krople rosy
kopalnie diamentów

ze wszystkich rzeczy widzialnych
to kurz jest najbardziej podobny do czasu

ze wszystkich rzeczy niewidzialnych
to czas jest najbardziej podobny do kurzu

chorus 4 - who love have the karma of dove

he's got the eyes of a buddha
the bus driver
sitting here
i travel, earth
my mother


niedziela, 5 października 2014

wyloguj się

i każdą myśl
rozwiń we wstęgę motyli

kiedyś gdy nie byłem dzieckiem
myślałem że wiersze to
tylko ekstrakty
z przewrażliwień

uspokaja mnie roślinna ręka
gładzi moje myśli
skąd przyszliśmy
nie potrzebna ta udręka

a dokąd poszliśmy

brama zamknięta

stąd ta piosenka

spis wytrychów:

góra
drzewo
rzeka
ptak
morze
kamień
kwiat
korzeń

odchodzę

odchodzę w stronę modlitwy
twoja wola napawa mnie przerażeniem

sam...

jestem zwykłym istnieniem
mgnieniem oka pustelnika

trwoga wypełnia me serce
krztuszę się w tym zaduchu
muszę umrzeć dla świata

oczyść mą duszę
abym mógł
Umrzeć 





niedziela, 21 września 2014

koncert

z głośników bije strumień
dźwięku
i przeobraża się w żelazne motyle

na ich skrzydłach wypisane
słowa
po hebrajsku aramejsku

część ludzi wychodzi w kierunku
światła
pozwalając motylom spalić się

reszta stojąc w mroku
obserwuje żelazne motyle
przysiadające na ich ramionach
jak na gałęziach
bezlistnych krzewów

śpiewają im piosenki
o falach rozbijających się
na brzegu

z gałęzi krzewów wyrastają liście
ból przeobaraża się w mądrość
śmiech przeobraża się w radość

sobota, 30 sierpnia 2014

róże nie miały kolców

mur chmur
        i
ruch piór

skrzydła anioła ulepione z chmur

pławię się w
gęstym
kosmosie

szelest liści na drzewie to jego pocałunek

podocean snu
wyrzuca świadomości
na piaszczysty
brzeg rzeczywistości

złote kłosy to jego włosy

ziarna piasku
nieograniczone
formą klepsydry

pękające pod ziemią ziarenka to jego piosenka

ludzka forma
przed stworzeniem

rzeczne strumienie struny jego harfy 

ruch piór
        i
mur chmur

róże nie miały kolców

piątek, 1 sierpnia 2014

promienie

promienie słońca
oświetlają kamienie
leżące u podnóża gór
sprawiając że z każdego
wypływa woda
pożerana przez
korzenie zgromadzeń
przydrożnych kwiatów

pieśń słowika -
spojrzenie świętego franciszka

księgi


gdy porzucisz
kurz pradawnych ksiąg
twoje serce wraz zanuci
płyń srebrny księżycu

płyń aż po widnokrąg
i zabierz mnie daleko stąd

nie porzucaj butli wina
nie zadeptuj pąków róż
noc się ma już ku końcowi
a Przyjaciel jest tuż tuż

promień słońca to twój brat
kamień w rzece o tym wie
korzeń przydrożnego kwiatu
śpiewać pieśni chce



dłonie wszechświata

kobieta o włosach czarnych jak dłonie wszechświata
śni mi się po nocach rzuca we mnie łodygą kwiatka

jestem wtedy jak matka
wiecznie w trzecim miesiącu ciąży
chcę kochać to dziecko nie mogę go zabić
nie mogę go też urodzić

jej oczy tlą się jak dwa ogniska
na drugim brzegu wyschniętej rzeki
wspomnienie jak gałąź wrzucam do paleniska
i z bólem przymykam powieki

niekiedy idąc samotnie wśród tłumu
zobaczę twarz tak podobną do tamtej
lecz wiem że czarny opar rozumu
przesłoni wnet blask wyobraźni

***
w krainie do której zmierzam
na każdym krzaku rosną pąki złote i białe

krople porannej rosy
złoty blask rozrzucają

uchylę te wielkie żelazne drzwi
i wstąpię ponownie do wnętrza ogrodu

tam w szatę ze światła mą duszę odzieją
i ona nie zazna juz głodu

sobota, 5 lipca 2014

***

twarze pracowników
wdychających kurz
spomiędzy regałów fabryki

chmury za szyber dachem
kłębią się jak tumany kurzu

chmury za szyber dachem
kłębią się jak owcze futro

twarze pracowników
nie wiedzą o swoim pięknie

czy można czerpać
z tysięcy kolumn
nic nie znaczących cyfr?

niekończący się korytarz

i chmury
klębią się jak ludzka masa

gdy zaprzestaniesz
kształtować rzeczywistość
ona przyjmie formę
twojej wyobraźni

pisanie wierszy to sadzenie drzew

każdy napotkany kamień to budda
głoszący ogniste kazanie

odchodzący dzień jest porośnięty czasem
pnie mijanych drzew porośnięte mchem

Van Gogh (Haiku)

stare skórzane
buty lśniące w słońcu
zmarszczki na dłoniach

czwartek, 19 czerwca 2014

Potem doszedłem do tego, że

  nie
wiem

Dialogi

Ka-mil rzekł:

- Zawsze szukałem *** w odległych miastach. Nigdy nie pomyślałem o tym, że może kryć się dosłownie za rogiem mojego domu.


__________



Kac-per rzekł:

- Z historycznego punktu widzenia, przed Chrystusem narodziło się wielu mędrców, którzy mówili o przebaczeniu i miłości.

Sła-wek rzekł:

- Chrystus był jeszcze przed stworzeniem świata, dlatego też mędrcy służyli jedynie jako zwiastuni nadejścia Mistrza z Nazaretu.


___________


Grze-gorz rzekł:

- Bo to jest wiara, człowieku! To jest Wiara!


___________

Kac-per rzekł:

- Za pieniądze z wypłaty chciałem pojechać do Jerozolimy, Betlejm, odwiedzić święte miejsca, w których doszło narodzin Miłosierdzia, myśląc że byłby to ważny etap na drodze duchowego rozwoju. Mistrz z Nazaretu rzekł jednak do mnie, żebym lepiej wykorzystał te pieniądze do pomocy innym, rozdał je ubogim, pomógł matce i ojcu, niż marnotrawił je na zwiedzanie dawnych świątyń i odległych krajów. Powiedział łagdodnie, że Człowiek to Miejsce Święte, do którego, mimo najbliższej odległości,  dostać jest się najtrudniej ze wszystkich znanych nam miejsc, gdyż prosty z pozoru szlak wiedzie przez Drogę, na której pełno jest ostrych kamieni i zwalonych kłód egoizmu, które bardzo ciężko przesunąć. 

liść

s                      G             s
 y                  O            y
   m             R          m
    e           E         e 
     t          J          t
      r        Ą        r
       i        C       i
        a      Y      a
         d    K     d
           r   Z    r
            z  R  z
             e E e
               W
                s
                i
                e
                w
                c
                a
                r
                z
                u
                c
                a
     Z* I* A* R* N* A
d o c z a r n e j  g l e by

          W E D Y


piątek, 6 czerwca 2014

chciałbym

chciałbym umrzeć na krzyżu
co ja gadam
ja tego

CHCĘ

jest pewien wers...

oczyści mnie

M T

sześć dwadzieścia sześć


manekinowate oczy nie widzą
tego
grzegorz grzęźnie
w grzęzawisku

żmije
żaby

i łyk piwa
jak porada psychiatry

bary...
posiedzenia...
senne rozmowy bez początku i bez końca...

dreszcz przeszywający układ nerwowy
twoje wielkie, smutne, planetowate
Oczy
spowite mgłą...

człowiek najbardziej potrzebuje samego
Siebie
__________________________________________________________________________________
Nagle, Zegar stanął w miejscu i wyszedł z niego Czas, wieczny młodzieniec ubrany w prostą białą szatę.

-O! Cześć Czas! Jak to dobrze, że wpadłeś!
Jeszcze Ty wstąpiłeś do naszego wesołego amalgamatu!
masz takie przekrwione
Oczy...Ty, wiecznie na imprezie.
Chodź, skręcimy fajkę.
Tylko uważaj, bo z włosem będziesz miał, no, Czas.
Pewnie już zajrzałeś w
Oczy...
Tym wszystkim gwiazdorom rocka
i może też wszechwiedzącym filozofom.
Ale fajki to Ty skręcić nie umiesz.
No cóż, Czas, Twoje kłamstwa
w pewnym momencie nie wystarczają...

- Ty, no, a czy wiesz ile krwi musisz przelać,
żeby zostać uwzględnionym na kartach Historii?
Ci mówię, człowieku, że naprawdę wiele...Wiedz też, że Historia używa Wojny tak jak człowiek używa antybiotyku...żeby oczyścić krew...

- Myślałem, że jak narkotyku bardziej...Szczerze powiedziawszy, to nie zastanawiałem się nad tym, Czas...mogę Ci tylko powiedzieć, że z całym szacunkiem dla Ciebie, ale jak widzę lot jerzyka pomiędzy liniami wysokiego napięcia i słyszę jego śpiew, to całe życie stoi mi przed oczami, wiesz...i wtedy też znikasz, wiesz...no nie ma Cię. Jak książę Myszkin wtedy jestem, wiesz - totalny Idiota. A tamta, gdy idzie przez chodnik, to tak jakby opowiadała o Nieruchomym Poruszycielu, rozumiesz to, Czas?

- Aa to, że Bóg jest Miłością, czy TY rozumiesz TO?! Lecę!

- O.K. To leć już, leć i dzięki Ci za wszystko...po spotkaniu z Tobą, Czas
to mogę chyba tylko wziąć haust powietrza

i chyba zaraz w jedną noc okrążę całą kulę ziemską




sobota, 24 maja 2014

w moim niewiemi'e (uwięziono niewolę)




Poproszę dwie brzoskwinie
i dwa jabłka.

Mógłbym zamieszkiwać te ławki
Razem z żulami.

Gdy z nimi przebywam,
jesteśmy hostią na dnie kielicha.



uderza we mnie

uderza we mnie                                                                                                     orszak chmur
przepołowione                                                                                        pod chorągwią słońca                          
nasiono rośliny
                                                                                                                             pocałunki wiatru
we wnętrzu nasiona                                                             rzeka wijąc się u stóp wzgórza
białe włókna                    

nie znam jej fachowej nazwy                                                jak srebrny wąż w zaroślach
ale to chyba topola                                                                                               zgroza zgroza











Na poczie

- Jak tam zdrowie?

- A Bogu dziękować, już mężowi mówiłam, żeby grób betonowy tylko robił, żeby było lepiej, jakoś tak przytulniej, a nie samą tylko ziemią sypał.

czwartek, 1 maja 2014

dziesięć do minus trzydziestej piątej metra

czas penetruje przestrzeń
przestrzeń przepływa przez czas
czasoprzestrzeń oplata się wokół ludzi

jak

dwa węże
para kochanków
niekończąca się ekstaza wiecznego poranku

a

wiatr nawleka świadomości
jak paciorki
rosy na pajęczej nici

trzymam wszystkie sznurki
którym szarpnąć
wszystkie linie w jednym punkcie


niedziela, 30 marca 2014

odgłos rdzewienia

Odgłos rdzewienia
Rozłożysty dąb
Płomień
Przemienia w żołądź
Jakby rzucał białe płatki
Na zgliszcza
Starożytnych miast
Na dogasające
Ogniska gwiazd

Krzyk rozlewanej krwi jest nawozem Historii

wtorek, 25 marca 2014

następstwo czasu

jutro zrobi

e za dwa dn

i może za tydzie

ńe no w przyszły

m a w ogóle to może w...




Oho!

umarł


em

środa, 19 marca 2014

herzog

nie wyważam drzwi

mam klucz dzikich gęsi

otwieram wrota

jestem wewnątrz izdebki

przetapiam łańcuchy i miecze

na czyste srebro

przetapiam monety i posążki

na czyste złoto






wtorek, 18 marca 2014

Telegram



\j/ 
                        a-k       w      i      a      t
                fontanna                                                                   -Ó-
            tryskam
          z
     ziemi
   z
ziarna

[j]
     a-d     r     z     e     w     o
              modrzew                                                                    _Y_
                         słoje
                              układają
                                       się
                                          we
                                              wzorze

(j)
     a-p     r     o     m     i     e     ń
                        księżyc                                                               ____
                                    ja
                                       sność
                                              z
                                                 wy
                                                      cięży

poniedziałek, 17 marca 2014

wersy

sfora psów
kości słów

***

masz mózg i ręce
czego potrzeba więcej

***

kwiaty rumianku
wysypują się z wyznań augustyna

joy division - day of the lords

bas

oddech zdyszanego konia
ciągnącego wóz kości i żył

głos

napełnia żyły krwią
a kości szpikiem

gitara

łzy świętego kapiące na marmurową posadzkę
z witrażu zapomnianej kaplicy


perkusja

szelest nadrzecznych trzcin

przechadzam się wzdłuż
rzeki tej muzyki
wpatruję się w pomarszczone lustro wody
zmierzającej do oceanu

czwartek, 13 marca 2014

Cisza


w dotyku podobna
wiecznym śniegom na najwyższych
górskich szczytach

materia tak krucha jak substancja
chwili

jak zdziczały zwierz
gdy cię dostrzeże
ucieka powodując wielki hałas

Pieśniarzu


[][][][][][][][][][][][][]][][][]][][][][][][][][][]
[]..                                                                     |
[]..lśniące szable                                              |        
[]..roziskrzone trafiają w tarczę                   |                      
[]                                                                               | 
[]..                                                                          |
[]..ostre kosy                                                          |           
[]..wirują ścinając kłosy                                        |                 
[]                                                                                    |        
[]..                                                                                    | 
[]..bezdenne studnie                                                    |                   
[]..słońce czerpie blask w południe                       |
[][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][-]_____|                          
                                                           (_to nasze oczy.
                                                              _wrota ciała.
                                                                _zostaną zamknięte.
                                                                  _by ciemność panowała.
                                                                    _to twoje oczy.
                                                                      _strażniku najemny.
                                                                        _ujrzały blask.
                                                                          _z dna celi więziennej.
                                                                            _to twoje słowa.
                                                                              _niemy pieśniarzu.
                                                                                _otworzą wrota.
                                                                                  _i drogę wskażą.)----------------------------->

O


o
trzy
mam

o
trzymam
otrzymamją

o
czy
mam

oczy
mam

oczymamją

oczy mamią


Olimp przeciwko tobie...


…Hektorze
Taki los tobie Przeznaczony
On zaiste posiada władzę
Nawet nad Władyką Egidy
Ojcem ziemian i niebian

Nieskazitelny Hektorze
Bogom podobny
Zgubiła cię żadza sławy
Pomyliłeś Patrokla z kimś innym
Zdobyłeś zbroję Pelidy

Jednak bujnokędziorny
Najlepszy w pogoni
Rozlał twoją krew
nad brzegiem Xanta

Płacze Andromacha
Płacze twój syn
Milsze dla ciebie ich towarzystwo
Niż zgiełk wojennej kurzawy

Cny wojowniku
Mężu nad mężami
Lamentuje Hekabe
Priam ubolewa przepasany kirem
Całe miasto Ilion pogrążone w żałobie
Ani wino ani złoto ani polowania
Nie przesłonią pustki
Pasterz Trojan nie żyje

Los nie zna litości
Nieznane są jego drogi
Oto ciało najdzielniejszego wojownika
Rozszarpywane przez sępy
Oto ciało wspaniałego człowieka
Rozszarpywane przez psy

A Helios nieporuszony
Jakby nieświadomy i senny
W blasku złota
Lśni nad wodami Hellespontu
I Różanopalca śni Jutrzenka

Śni

O tym że bogom podobny Hektor
Jako pierwszy wychodzi jej na spotkanie
I pełen pasji skrzykuje swych braci do boju

I już przebudziła się Aurora
Aby ujrzeć duszę Hektora
Zstępującą do przybytków Aida
I nie tak strwożoną
Jak podczas pojedynku z Achillem

Bez zbroi

Bardzo spokojną

Ukradzione z Norwida


Krótka wymiana jeszcze krótszych monologów starszego pana
Z szatniarzem w zielonogórskiej bibliotece Norwida
(obok nich stoi młoda ładna skromna przysłuchuje się
Ja też obok ale szybko uciekam zaraz wiadomo czas nagli)

- No, jak tam, panie Władku? Kurtka, proszę.

- Dziękuję, panie Heniu. Tu pan ma numerek. Widzi pan, czytałem u Platona i Sokratesa, że człowiek żyje tylko z przyzwyczajenia. No, to na mnie pora już. Do widzenia panu!


Na ostatnie słowa


1.
Crowley powiedział że
Jest w zakłopotaniu
Bestia apokaliptyczna jest w zakłopotaniu
Drżał
Może ze strachu może z radości
Pomyślał o wolności

2.
Norwid poprosił żeby go lepiej przykryli
Może zwrócił się do innych dziadów
Z tego paryskiego przytułku
Żeby przykryli go połatanym kocem
Drżał
Z choroby zimna wycieńczenia
Ekscytacji
Ciekawości
Pomyślał o wolności

3.
Mistrz z Nazaretu
Zawołał donośnym głosem
Rozdzierającym niebiosa
Że oddaje w twoje ręce swego ducha
Ojcze
Wykonało się
Ofiara spełniona
Drżał w uniesieniu wolności
Pomyślał o Miłości

4.
Sam nie zastanawiam się
Co powiem kiedy nadejdzie
Czy zdążę cokolwiek powiedzieć

Ale

Jeśli okoliczności pozwolą

Będę śpiewał.
Będę śpiewał.

Jadam kwiaty akacji


Jadam kwiaty akacji
Chleb i woda to danie godne króla

Nadaję przekazy myśli z mózgu do mózgu

To naprzeciw ciebie
Na które patrzysz
Jak na pożar
Nie ugasisz go
Jest zbyt piękny
Patrzę się na ślimaka
Patrzę się na samolot
Obserwuję światło wypływające z róży
I ciemność bijącą z nicości
Prosty lud
Pracujący na powszedni chleb
Próbuje rozbić mrok ogromnej jaskini
Iskrą wykrzesaną z krzemienia

w innej głowie możesz istnieć tylko jako zespół wzorów

Słucham muzyki
Patrzę się na wyłączony telewizor
Dym unosi się
Ponad linię horyzontu
Wyznaczoną przez gałęzie akacji

Pod sklepem pijaczki omawiają swoje sprawy
Grypsują trochę jak więźniowie
Prorokują trochę jak aniołowie

Nad ich rozmowami przepływają chmury



***


Koszulka Michael Jackson king of pop

Wystawiona w sekund hend szop

To wszystko

Hop!

Epitafium


Staniemy się kurzem
Opadającym na posągi
Na rzeźby
Rzeźby chodźcie
Dotknijmy tego promienia
Będzie inaczej
 
Na dnie rzeki stoją posągi
Podobizny przodków
Zaznaj miłości mój bracie
I ty moja siostro
Nie zamień się w wapień



Spotkanie z przechodniem w XXI wieku


Bili go do krwi chociaż nie zawinił niczym
Tak przynajmniej twierdził
Wierzę mu…
Swoimi słowami przemawiał jakby był
Przedstawicielem pewnej odrębnej grupy
Społecznej lub nawet narodu
Jakby całe cierpienie świata
Zogniskowało się w jego istocie
„bili mnie do krwi jak psa
czy tobie przeszkadza że idę obok po ulicy?”
niech pan idzie do domu i wypocznie
„ja nie mam domu mój dom jest o tam na górze w niebie
gdzie są ptaki i gwiazdy
bili mnie do krwi
jak psa!”


Mgła i Woda





I - Mgła

Mgła prześlizguje się pod mostem
Porośniętym siecią pajęczyn
Jedynym świadkiem tego widowiska
Jest samotna gwiazda  bez gwiazdozbioru
Błyskająca w bezmiarze przestrzeni kosmicznej
Przemyka się pomiędzy nićmi
Struktury pajęczej
Dzieła geniuszu architektonicznego

Aspekt fizyczny człowieka
Drąży jego wymiar duchowy
Jak młot pneumatyczny 

Przebija beton

Dźwięk dzwonu niszczy ciszę

Buldożer ciała kruszy mur duszy

Mgła pełznie pod mostem oplata pustą przestrzeń
Pomiędzy mostem a powierzchnią rzeki
Obracają się jak koła zębate maszyny
Spleceni jak kochankowie: mgła i pusta przestrzeń

W gorączkowych objęciach całują się z zatrzaśniętymi oczyma
Widzą więcej niż gdy obserwuje się lot orła nad lasem
Lub żebrzącą staruszkę

I widzą jaśniej niż gdy wpatrujesz się w słońce
Aż do oślepienia

Flaga która nie zaznała podmuchu wiatru
Kwiat który chciał zostać skałą
Tak niewiele czasu nam zostało
Czasu wciąż za mało

Ogień który miał tylko ogrzewać – spalił
Ogień który miał płonąć wiecznie – wypalił się

Wszystko co pozostało
Gęste kłęby tytoniu

Mgła pełznie po rzece
Skrada się jak szczur po szkielecie

Językiem mgły jest cisza

II - Woda

Nie mogę znieść 
Milczącej bieli kwiatów przedwiośnia

Pociąg wiezie tysiące masek
Wiatr gwiżdże na krawędzi rozbitej butelki

Oczy tlą się jeszcze nie zgasły
Szukam jakiejś Ostatecznej Prawdy

Uderz kijem w skałę mojego serca

Moje dekady skaczą jak krwiożercze pchły
Rozmnażające się na brzegu futra Odźwiernego

I wtedy

Woda tryska 

I wtedy

Nie ma Niczego

7 rano


Zielona Góra
ulica sulechowska
obdarte kamienice
mijamy się w ogromnym pośpiechu
nawet nie spoglądając sobie w oczy
każdy w swoją stronę

Robota


Wiozą cię jak węgiel zielonym wagonem
Wąsaci panowie w uniformach
Żeby zasilić płuca korporacji
Która oddycha czarnym dymem spalonych marzeń

(w)

stań

!

w świetle błysku ostrza noża
biegnij za stadem saren
nie wytrzyma obroża
MOŻE BYĆ INACZEJ

EpItAfIUm dLa ImPeRiUm


nasze imperium jest coraz większe
czasy wspanialsze niż kiedykolwiek
i więcej trupów…
i kobiety piękniejsze…

Odrzański spleen


spiszę teraz to wszystko
(a zaiste niewiele rzeczy mnie wkurwia ale na pewno hipokryzja chrześcijan ich głęboki sen zamiast stanu czuwania także pretensje ateistów myślących że odkryli prawdę sami są przecież uwarunkowani gdyż ateizm zakłada reakcję potrzebują boga żeby ich idee miały sens zwalczają więc przyczynę swego bytu są po trosze samobójcami wkurwia mnie jeszcze parę innych rzeczy mój konformizm i tymczasowy brak sprzeciwu i to że jesteś ode mnie lepszy wkurwia mnie tłusta świnia w krawacie wykorzystująca kobiety i dzieci a na plakatach obiecuje że dba o dobro i bezpieczeństwo pracownika wkurwia mnie to że nie można się zgubić że wiem wciąż za mało i nienawidzę cię pastwiący się nad słabszym tyranie i powieszę cię jeszcze zanim słońce wstanie)
wyciekającą gorycz
w umierającym państwie
będziemy świętować rocznice
odzyskania niepodległości
i wielkie bitwy popijając niemieckie piwo
przygryzając wurst i bredząc brednie
ta polska to wcześniak martwy płód
wyskrobali go
telewizja próbuje zrobić z nas połykaczy gówna
niektórzy już się nimi stali
nie czytajcie jakichś zbuk
owskich
zrobią wam zbuka z głowy („czarnoleskiej rzeczy tu trzeba”)
wciskają w was swoje kompleksy
a wy bez mrugnięcia okiem łykacie to jak wyborny pasztet
i ta mała chora na padaczkę
jest szczęśliwsza niż wy wszyscy filozofowie i artyści
razem wzięci
upośledzona i szczęśliwa takie jej tao
a ty co

śnieg stopniał zima przeszła masz większego doła
gdyby nie niemcy nie wygralibyśmy wojny
próbuję zasłonić pustkę
ostatecznie jesteśmy tylko my i pustka
próbuję ją zatkać sztuką pisaniem muzyką miłością i tak dalej

teraz istnieje pięć wymiarów
ziemski tu nurzamy się w brudzie
jest to ziemia
później zstępujemy do piekła
gdzie oczyszcza nas ogień
a w czyśćcu gaszą ten ogień wodą
i jeszcze czystszymi nas czynią
następnie
w niebie osuszają nas powietrzem
i stamtąd
podążamy w miejsce jeszcze większe
którego nie umiem nawet sobie wyobrazić ani pojąć
a co dopiero opisać (to jest chyba ta kraina poza dobrem i złem)

o gdzie jesteś matko tego świata
znamy ojca tego świata gdzie jest matka
matko zamień ludzi
w ślimaki
zamień mnie w starca
będę rozmawiał z rzeką i karmił ślimaki szczawiem to już wszystko

Akwatyki


1.

Jadę nad morze po wiersz
Umówiłem się z Bałtykiem że dostarczy mi piasku soli fal i słońca
Abym z tych kruszców mógł przeprowadzić syntezę poetycką
W procesie której wytwarzana jest substancja wiersza



2.

Córka człowieka napotkanego w pociągu
Pracownika miejskiego centrum sportowego w Zielonej Górze
Gra na gitarze i ma głos jak dzwon Zygmunta
Jej ojciec pije sobie beczkowe mocne pils
Jakby to było whiskey&ice
Mętnym spojrzeniem oznajmia mi że jest gotów do rozmowy
„Czemu ten pociąg się wlecze?”
Wyrzuca pusta puszkę przez okno – czy to płonący anioł wyfrunął z pociągu?
Wysiada w Będowie
Drapiąc się po głowie

3.

Dziewczynka idzie po chodniku w nadmorskiej miejscowości
Pyta starszego brata ile razy powiedział w życiu „tak”
Odpowiada że nie wie

4.

Aniołowie zrzucają do Bałtyku słońce
Rozgrzaną do czerwoności kulę
Bałtyk oddycha spokojnie
Bałtyk oddycha wściekle jakby się dławił
Hipnotyczny dźwięk oddechu sędziwego Bałtyku


5.

Na dnie morza czystego jak spojrzenie dziecka
Urodziła się muszla

Dziecko słucha pieśni muszli
Wierząc że zaklęto w niej śpiew morza

Odpływ odsłania szczątki martwych roślin
To my – dorośli

z pamiętnika

Ach! Gdzież są te czasy dobrobytu...?!
Czasy, kiedy te wspaniałe istoty były godne nazywania ich:
Ludzkością...?
A teraz...
Tylko ciała z oczyma...
ciała...
z...
Oczyma...
O pustym wzroku...
Jak sądzisz, Synu Mój!


Cóż należałoby uczynić?

„ogień pokornieje wobec oblicza wody
a jednak jego siła wzrasta
gdy wiatr rozczesuje mu włosy

podmuchy wiatru układają ocean
i złote łany zbóż
tak jak matka gdy tuli dziecko do snu”


ześlij stado sępów na nasze gnijące dusze
straciliśmy kontakt z Tajemnicą Istnienia
koszmar urzeczywistnia się
mechanizacja społeczeństwa postępuje
ludzie cierpią na nudę życia
a w szczególności młode pokolenie
urodzone już w czasach tzw. Wolnej polski

ześlij sforę psów i watahy wygłodniałych wilków
rzuć im na pożarcie nasze przegniłe dusze
i rozerwij krępujące nas łańcuchy

ześlij wolność

Kolory rozkładu


w porze rozkładu
      drzewa szepcą i drżą
        liście wirują na wietrze jak nuty symfonii
          w rytm uderzeń skrzydeł setek czarnych wron
            przyniosłem tobie garść pożółkłych płatków róży
                                                                                        róż
                                                                                      ró
                                                                                    r
                                                               [ślady kolców mam na dłoni]
                                                  dlatego nie mów mi o jesieni przecież to oczywiste
                                                      że w kolorach rozkładu bogactwo drzemie niezmierzone
                                                        tak jak w myśli że śmierć może być cudem tajemnym wyzwoleniem

                                                                                                                   lub po prostu marnym końcem

Vivaldi

świece płoną na drzewach!
Festiwal świetlnych miraży!
Iluminacje!

Kobiety piękne jak sarny!
Jak płonące jasne świece!

Dziwniejsze od chmur
płynących po rzece!

Poczwórny cykl przemian
odzwierciedlenie biegu historii
4 pory roku metaforą ludzkich losów (naszych zmagań z Tajemnicą Bytu)

skrzypce mistrza rodzą przedziwne wszechświaty
rozpalają nieznany ogień, nowy rodzaj ognia
który buduje

*

kiedy twoje skrzypce przestały śpiewać
stało się to dla mnie jasne i niedosiężne jak spojrzenie prawdy

że cisza ma także przerażające oblicze
jej wzrok wywołuje trwogę
jest w pewnym sensie jak kobieta
piękna – gdy spokojna
przerażająca – kiedy wpadnie w gniew

chłód cegieł biel farby na ścianie
i szum industrialnego monstrum (gdzieś w oddali)
grasującego w lasach
pożerającego rzeki

przyjaciele...
przyjdźcie przybądźcie
przejdźmy przez wrota
do wnętrza przybytku
gdzie czasoprzestrzeń i jaźń
wirują między kolumnami komnat
jak oderwane skrzydła owadów

wsiąkniemy w ziemię jak krew wojownika
przenikniemy do korzeni roślin i chwastów
i tak zakwitniemy
w odległej epoce
bielą przedwiośnia kwiatów

Kafkaesk


czekają już na ciebie
dwie zgarbione postaci odziane w czerń
jedna z nich trzyma klucz z twoim imieniem
wygrawerowanym na nim
a druga sporządza dokument
przypatrują się tobie w milczeniu
poważnie
niecierpliwią się
czekając kiedy zaśniesz

fiery leaves

fiery leaves
eternal bliss
autumn leaves
perennial heaves
detoxicate your body
cut the wrist
don't be so fast
relish the mist
never it begins
never it ends
there's no end
come
i won't give you my hand

mózgi

mózgi jak zimne kamienie
obmywane gorącym
strumieniem krwi
są po prostu piękne
jak gwiazdozbiory
tonące w oceanie
serca
a samotna gwiazda
tląca się
na powierzchni kałuży
jak niedopałek w palcach włóczęgi
jest po prostu cudowną
tęczą samotnej nocy
lilią pustyni
i wizją płonącego proroka
śpiewającego
o tym że
ludzkość jest jak róża
w ustach
pijanego tancerza

I dig You, Grzegorz!

grzeczny grzegorz
grzesznie grzechocze
grzebiąc w grząskich grzędach
rzuca grzegorz węgorza gżegżółce

grzmi grzegorz
brzegi przemierza
żnie żyto
pożogę przebieża

brzęczy brzoskwinia
w brzuchu papieża

bażant w bezmiarze przestrzennym
wrzeciono w pożarze brzemiennym
cmentarzem
talerz pobrzmiewa w korytarzu wieży

grzegorz gorzałki żłopie żołądkowej
że róże przeżarte żarem przemijania
żonkil przekwitły w przydrożnych przebłysnął
krzakach
grzegorz przeszedł przez drzwi

i gorzko zapłakał

Ścieżka mądrości


na mapie wytyczył
drogę
ścieżkę mądrości
pełną trudów i wyrzeczeń

gdy dotarł do celu

okazało się że droga mądrości
doprowadziła go na skraj
głębokiej przepaści

na dnie
przetaczają się kłęby dymu
tumany kurzu

pośród kłębów kurzu i dymu
zataczają koła ptaki

kruki wrony sępy
orzeł i sokół
jaskółka
i feniks

po drugiej stronie przepaści
pałac głupoty

zbudowali go ze szkła
diamentów i pyłu

drzewo poznania
majaczy poza szklanymi
murami
pałacu głupoty
gdzieś w oddali

gdzieś w niezbadanej dali

Sarna


złota sarna biega pośród drzew
podnoszę łuk
napinam cięciwę
tropiony zwierz
nie daje się schwytać

mięso przyrządzone nad ogniskiem
najwyborniejsza potrawa
tak słyszałem w
słowach pieśni

wspomnienie tych słów
podsyca moją wyobraźnię
choć nie pamiętam ich dokładnie
i snuję plany

zabicia złotej sarny
na razie tylko
niewyraźne ślady
odbite w błocie

A Poem for Old Bull Lee

world language no something
the meant in strange
Union is the one
Africa. has fore- our
weeks Christmas fren- ing
celebration biting extraordi- inwardly
in plete are lated
doing? around to in
overpower- less supris- al
sits Then pre- visions
and things an are
to see of got
have him adverse ster
gap miserable filled thawed
chil- feel of by
the Tiny false The
sentimental- Scrooge television. new
this long-buried Christmas love
Heath which their his
the and their the
tunelessly formed Bells, mas
supermarkets ure music Tiny
this and cor-ing
plastic family every party
in The of story
com- be clothes that
Christmas chology trium -an
splen- mentally brimming tunnel
overflowing cannot the other
eyes over-commercial others face
and can it the
alive

Panie McGuire


1

On panu wybaczy panie mcguire
na mocy Prawa Chrystusowego
i ta murzynka też – tak jak jej rodzina
oni wezmą pana za ręce

                                                                                                ronię łzy nad pana losem

synowie ludzi skazali pana
na wygnanie z tego żywota
na śmierć
sądząc pana na mocy prawa hammurabiego

2

czy może pan określić
jak smakuje mieszanka
midazolamu i hydromorfu?

a jak smakuje pot gwałconej
ciężarnej kobiety?
jakiego koloru są jej włosy?

panie mcguire

mówi pan że spotkamy się w niebie
my i wszyscy sędziowie
i kaci
i poeci
i dzieci

spotkamy się w niebie
panie mcguire

Werter Współczesny, czyli jak sobie radzić


Lotta!

chcę Ci coś wyznać...

po prostu spierdalaj!

jesteś zbyt „tania”...

przemyślałem sobie to wszystko

i idę na dziwki

(może uratuję którą?)

ciebie nie mogę

(będę grał dla dziwki na cytrze)

(będę pisał wiersze o pięknych opalizujących oczach dziwki)

będę się wpatrywał w jej źrenice

w których czai się milion galaktyk

i tak będę myślał o tobie:

sama sobie strzel w łeb

ja chcę żyć

kocham

4 róże


bar otwarty jak grób
to jest wszędzie to jest tu
przekrwione wyłupiaste oczy
wtaczają się przez próg
to jest wszędzie to jest tu
oczy nie widziały światła latarni
bar jest otwarty
to jest tu
alkoholem rany opatrzone
zgniłe marzenia plany rozjątrzone
to jest wszędzie to jest tu
to jest wszędzie to jest tu

Glad Day


***
obraz Williama Blake'a – Glad Day

ukazał się
świetlisty chłopiec
rozrzucał lilie
rozrzucał róże
i śpiew jaskółki
i pył słoneczny
złote ampułki

pocałował mnie w usta
poczułem przypływ gorąca
i podmuch wiatru gdy
zniknął we wnętrzu słońca

Gwiazdozbiór psa

poszczuj go psem
poczujesz
że rzeczywistość
(to przecież oczywistość)
to nie sen

zgaś tą iskrę
roznieć ogień
wyłupmy im oczy
nie będą widzieli
chodzimy po wodzie

blask gwiazd
układa się automatycznie
w pradawne wzory
tej nocy możemy zniszczyć to miasto

albo

dokonać rytualnego
oczyszczenia ciała z krwi

albo

zmieszajmy nasze krwi
w glinianym naczyniu
moją i twoją
hipnotyzujący dźwięk cytry
i blask świec
przemierzam wnętrza drzew
od korzeni do liścia
rozbijmy się jak morskie fale
o skały serca

lub

milczmy
jak zapomniany grób
w ktorym spoczęło ciało
najlepszego człowieka