środa, 31 maja 2017

maść

opona wciera ciało zwierza w jezdnię
jak maść w skórę

kiedyś mnie wetrą w glebę dłonie
deszcz i wiatr

a wieko wyda jęk
i zakwitnie sad

wyparuję gdzieś w górę
w biel i blask

ciągnąc złotej nitki szpulę
pocałuję brzask

wtorek, 16 maja 2017

ramię żurawia

Pyłki oblepiają odbicie mojej gęby w porannej kałuży.

Zdarzenia aktu zawsze inne i słowa inne.

Akt jednak wciąż ten sam.

Dzisiaj, dla przykładu, rzędu bloków układają się w kaniony lub doliny.

Od ich ścian odbijają się echa spojrzeń.

Na trawnikach rozsypane garści wróbli i wron.

Kwitną bzy witając osiedlowe kleopatry i ich faraonów.

Ramię żurawia jak linijka odmierza długość połaci nieba.

Ta chmura ma długość jednej czwartej przęsła.

A dach tego bloku trzy i pół przęsła.

Tętent kopyt. Nadjechał rydwan.

Ramię żurawia skrzypnęło płosząc przesiadujące na nim gołębie.



czwartek, 11 maja 2017

marzenia

Wieczorem spojrzałem na drzwi wejściowe do naszego domu.

Oko Judasza łypało w ciemności.
Oświetlone było z zewnątrz światłem klatki schodowej.
Oko Judasza jaśniało. W kosmicznym tunelu korytarza
utworzyło gwiezdną szczelinę.

Zawsze miałem dwa marzenia.
Jednym z nich było
zrozumieć znaczenie powiedzenia
"światełko w tunelu".

Drugim z nich było zrozumienie
opowieści o platońskiej jaskini.

Moje marzenia oto stały się
Rzeczywistością.

Zasnąłem spełniony.

Rano, odurzony jeszcze sukcesem wczorajszego
dnia, wstałem. Pewien szczegół zmącił
mój spokój. Na niewzruszoną dotąd
biel firanek wtargnął czarny punkt.
Z dali pokoju wyglądał jak orzeł bielik
szybujący na tle chmur.

Podszedłem bliżej. Okazało się, że na zasłonie
przysiadła sobie wielka, tłusta jak smoła i czarna
jak asfalt mucha. Nie drgnęła. Chyba zmarła tej nocy.

Aha, więc to między innymi w ten sposób
"nieżywa mucha zepsuje naczynie wonnego olejku".

Ciało owada przybrało kształt dziurki od klucza
i na tle białej firany,
utworzyło czarny przepaścisty szeol.

Zawsze miałem jeszcze trzecie skrywane marzenie.
Polecieć w kosmos...

Odwróciłem wzrok i zdyszany wbiegłem w przestrzeń korytarza.
Oko Judasza lśniło w ciemności.

I w kontekście wczorajszego zajścia u drzwi,
spełniło się także moje trzecie, skrywane marzenie.

Zawisły w spadaniu

Wczoraj poszedłem spać o tej samej porze
co zwykle.
Noc minęła, jak zwykle.
Bez snów.

Rankiem
obudził mnie dziwny szum.
Nastał dzień.

Ku memu zdziwieniu, obudziłem się
na skraju położonej wysoko
półki skalnej.

Ta niecodzienna sytuacja
wzbudziła we mnie skrajne odczucia, które sprawiły, że
zareagowałem w gwałtowny sposób.

Przerażony bezmiarem przepaści,
odskoczyłem do tyłu.

Później zorientowałem się, że półka skalna
miała powierzchnię około 2 metrów kwadratowych.

Od tamtego poranka,
zmieniają się tylko pory dnia i nocy.
I wielkości drobin

niedziela, 7 maja 2017

Gałąź

Nic się nie dzieje.
Upływ chwil wyznacza unoszona rzecznym nurtem gałąź.
Wyłowiłem ją. Jest piękna. Lśni. Ma tyle odnóg.
Podrzuciłem ją w kierunku chmur.
Parę kropel spadło na moje włosy, na buty i na trawę.
Gałąź rzuciła przez moment cień o kształcie poroża lub błyskawicy.
Nie powiem ci, czy gałąź spadła czy nie. To tajemnica.
Krople wody zalśniły i wyschły.

sobota, 6 maja 2017

kieszeń

facet z ręką w kieszeni
przesuwa się wzdłuż ogrodzeń
stawia stopy na ziemi
czuje dym i zimne powietrze
wchodzi na stopień
pierwszy
drugi
i jeszcze ten trzeci

wyciągnął rękę z kieszeni
zaśmiał się z tego co mija
a przede wszystkim z jesieni
bo to dopiero za dziewięć miesięcy

wodospad zegarek flaga
stado gołębi
aha!
wyciągam rękę z kieszeni
jak kotwicę z głębi
oceanu

owrzodzony pies nie istnieje
ale jego zęby są białe
wbijają się najpierw w kość
później w żyłę i w skórę

poniedziałek wtorek środa
woda spada na ziemię
tłumy we mnie przepychają się
czasem tratują stos pacierzowy

wyciskając z niego słowa
które zmierzają z głowy

na pustą kartkę





wtorek, 2 maja 2017

wielki piątek

mieszkańcy prochu
zaskoczeni hukiem
nacierających promieni
przesłonili niebo
kamienną tablicą

a był wśród nich
buntownik

nocą
zakradał się
do izb pogrążonych we śnie
i szeptał im

rozbijemy kamienną tablicę
i otworzymy światło
zaczną dziać się cuda

lecz oni nie słuchali

i pewnego ranka
opętani kamiennym szałem

schwytali buntownika
zasypali go skałami

i ułożyli się do snu
pod niebem zakrytym
kamienną tablicą

nocą zaskoczył ich huk

góry zaczęły skakać
promienie zaczęły zwalać się im na głowy
i pogrzebały ich przerażone oblicza

a buntownik podźwignął się z pyłu
i zaczął krzyczeć tak że jego słowa
wbijały się jak ostrza mieczy
w przerażoną twarz horyzontu