piątek, 9 grudnia 2016

krosno

w sercu miasta ziemia cmentarna a na niej
plac zabaw

stąpasz po chodniku
ze skórą owiniętą wokół kości

jądro ziemi pulsuje
pod przęsłami mostów

na tak zwanej duszy blizna
jak od cięcia mieczem

szczerzy żółte kły pomarszczony księżyc
rzeczny nurt unosi syfy fabryk i nasze gówna
wprost do żołądków ryb które co ciekawe
później zjemy

kręć jointa i wciągaj dym
zawołało 3-letnie dziecko

z tej rzeźby już pyłu nie będzie

wtorek, 29 listopada 2016

32


rozpędzone twarze wgniatają mięso w asfalt

na tablicach rejestracyjnych śluz zmiażdżonych organizmów



pęd zabija przestrzeń i zwiększa odległość

spiker podaje ilość rozstrzelanych osób



za ścianą ze szkła i plastiku

klaszczą przydrożne drzewa



czasem beznamiętnie łamią czaszki i kończyny

jak niemi strażnicy zapomnianej krainy

piątek, 4 listopada 2016

słowa g...arza

Bo człowiek to myśli że
Jak roślinę swego żywota
Wwięzi w darń i głębsze warstwy
To jest już raz i na zawsze
I że już nic z tym nic począć nie może
Oraz że nie może oderwać się od tej
Wyjałowionej połaci
A ponieważ myśli to zapomina o
Prawie (które jest Możnością) Przesadzenia
Rośliny żywota swego w gleby żyźniejsze
I piękniejszym słońcem
(takim jak na witraż!) oblewane
Gdzie korzeń na skutek wód głębinowych
Jeszcze świetniejsze skręcenia i wzory
Móc będzie w stanie Wytworzyć
Co i Owocem Rośliny żywota swego
Słodszym może zaskutkować :)
                                                           N
                                                     W -|-  E
                                                           S

niedziela, 30 października 2016

dwie rzeczy


na skraju kontynentu
stara chłopka
opowiada historie dzieciństwa
kryli się w gajach oliwnych
przed mieczami południowego słońca
zbierali figi i pomarańcze
na drugim krańcu kontynentu
stara chłopka
opowiada historie dzieciństwa
kryli się w schronach
przed żarem karabinów
zbierali zimne pociski i trupy
na stole leżą dwie rzeczy
tom różewicza
szary jak zgliszcza zbombardowanych miast
i pomarańcza z importu
ognista jak zachód słońca
otwierasz książkę
rudą od rdzy i krwi
otwierasz pomarańczę
jak rozbłysk granatu
tryska energia słoneczna

przytrzasła mnie


Niemiłosierna niebieskość
Tego nieba
Rozbryzgłem się jak od uderzenia
Cepa gleba


Kierunek "Czarne"
W ciemności znak świeci
Obok smętarza
W piłkę kopią dzieci


Spojrzeniem konduktor
Obrzucił wagony
I uciekł gdzie bądź
Rozganiając wrony


Tym życiem twarz zmęczona
Mignęła mi w oknie
Od stacji do stacji
Jedziemy samotnie


Bilet poproszę w tamtą jasną stronę
Gdzie ogień już płonie
I kwitną jabłonie

czwartek, 20 października 2016

Durny wiersz


No bo to trzeba puścić przeszłość
I trochę ją jak w kib-loo spłookać
Jeśli ci nie pozwala oddychać iść
I już ten smrood opoościć

I to trzeba orła za skrzydła złapać
Albo przynajmniej jakiś liść
Co szybooje nad polami kiść
Winogron na wino rozdoosić

I też za daleko wprzood nie wybiegać
Bo to nie wiadomo co się może stać
A tam ktoś znienacka w ryj może dać
Loob w serce ucałować

Też się zdarza wyobraźnią świat przebiegać
Wzdłooż i wszerz dalekie wyspy poznawać
Rozum wtedy hooy na tutaj się skupić
Lepiej i z teraz więcej śpiewać i moowić 

Lecz co ja mogę kurde począć
Człek swymi błędami poszarpany jak nić
Pajęcza od ściany do ściany tylko łbem bić
A pooźniej w z sekwoi trumnie spocząć

Modrzew



Chcą wyciąć modrzew
Podobny do wieży Eiffla

Wytną modrzew
Podobny do wieży Eiffla

Zabiją mały wszechświat
Tak jak człowieka się rżnie

Z ust tego miasta
Tego miasta wielkości łzy
Padnie wtedy pytanie
Pytanie kształtu nagiej jamy

Z ust tego miasta
Tego miasta wielkości kropli krwi
Padnie wtedy pytanie
Pytanie kształtu pióra

Wycięli modrzew
Podobny do wieży Eiffla
Pozostała wielka wyrwa
Za moim oknem
Przez które obserwuję to miasto
Wielkości trociny

piątek, 14 października 2016

determinizm



był poranek

wiało przeraźliwie
wiatr łomotał okiennicami


przez okno wyfrunęła chusteczka


wiatr miotał nią wysoko nad dachami
na początku była biała jak włosy starca


niekiedy haczyła o korony drzew


z biegiem czasu matowiała
a jej krawędzie strzępiły się


wiatr wzbijał ją czasami w promienie słoneczne
by po chwili cisnąć nią w kałużę


przemierzyła w ten sposób cały kraj
niesiona podmuchami wiatru


nad morzem rozpalili ognisko
a wiatr wrzucił chusteczkę
teraz szarą i postrzępioną
między płomienie


świętujący wbiegli w ocean
śmiejąc się nocy wprost w jej rozgwieżdżoną twarz

pytanie


czy życie nas czyni
tym kim jesteśmy
czy my czynimy życie
takim jakie jest
nie wiem ale
odbierane lekcje
stawiają człowieka
przed lustrem
w źrenicach widzi się
otchłań i duszę
ale różnicy pomiędzy nimi
już nie
tak samo jaka jest różnica
między
starcem na łożu śmierci a
niemowlęciem w kołysce?


(brzdęk, kamieniem rozbił lustro)

niedziela, 25 września 2016

koła zębate

mądrość śmierci przynosi
u stóp jej układa
winne grona brunatne
i piosenki
w światłości maczane

w zupie noga owada
na asfalt żołądź pada

wybija godzinę
zegar mierzący pozaczas

w pokojach na wietrze wzniesionych
wirują koła zębate

i lśnią ślady palców tej dłoni
która układa pszczołę
nad kwiatem

poniedziałek, 12 września 2016

Jestem teraz tu
Na czarnych skałach
Santa Cruz de Lagoa
Słońce wściekłość rozpacz
Motyle cisza radość
Rozebrałem się
I wszedłem nagi do oceanu

Wypełniony miłością
Jak jądro nasieniem
Pozwalam mojemu ciału
Dryfować bezwładnie
Jak gałęzi
Pomiędzy kontynentami


Myśląc że wszystkie łzy wyschną
I kwiaty wytrysną

sie tla oczy

Się tlą oczy
Na środku oceanu
Na czarnej wyspie
U stóp wygasłego wulkanu


Wieloryb zrobił salto
Słońce w jego głowie
Na szczycie wulkanu
Milczenie jakiego nie słyszałeś
Na wszystko odpowie


Tam w mech głęboki
Wbijasz się do pasa
Idąc tam po szczycie
Tu w barze fajka dogasa


Krążą szare mewy
Wiatr im w pióra dmie
W dziobach niosą ryby
I piosenki swe


Lecą w  nieskończoność
Białe mewy dwie
Z piosenkami w dziobach
Wiatr im w skrzydła dmie

sobota, 3 września 2016

mój dom na wydmie

2016-07-13
21:53

Mój dom na wydmie 
Postawiony o zmroku

Zgnił 

Zachody słońca
Już nie są wrotami albo oczyma

To tylko stara gwiazda

I jęzor psa zwisający z pyska
Nad wyschniętymi muchami

Mam dwie garści piachu
Oblepionego pamięcią i przeszłością 

Rzucam je ponad głowę
I wbiegam w ocean

A garści piachu za mną
Tworzą barwne wzory

a minha alma é só de Deus

2016-07-01
23:42

Bóg jest moją duszą 
(a minha alma é feita só de Deus)
A ocean moim ciałem
(e corpo do água do mar)

Światło latarni morskiej
(o luz de farol é meu olho)
Jest mym okiem

Klify i skały to moje żebra 
(as falésias e as rochas)
Wbite w piach
(são as minhas costelas
Entaladas em areia)

Szum strumienia to moja posoka
(o som do riacho é minha sangue)
Mieszająca się z wodami morza
(misturando com as águas do mar)

Jestem wielkim aniołem
(sou o anjo gigantesco)
O stu tysiącach skrzydeł
(tenho 100 milões das asas)

Rozrzucam złoto 
(espalho ouro)
Na tafli oceanu
(sobre a superfície do oceano)

Weź ile chcesz 
(toma quanto quiseres)
To są pieniądze Boga 
(está aqui o dinheiro de Deus)

Wypłyń na głębokie wody
(navega longe da cá)
Tam czeka ciemność 
(lá nas profundezas te espera 
A escuridade)

I strach 
(e medo)
I zagubienie
(e perda)
I Śmierć 
(e Morte)

I twoje zwycięstwo
(e a tua vitória)

struny ich harf

2016-06-25
22:03

Pewien chłopiec
Ujrzał drzewo 

Siedzieli na nim archaniołowie
Kołysali zwieszonymi nogami
I rozmawiali ze sobą
W niezrozumiałym języku

Chłopiec nie przejął się tym zbytnio 
Gdyż to była jego codzienność 

Widzieć drzewa 
A na nich anioły

Ukrywał jednak swoje wizje
Aż w końcu 
Pewnego dnia
Opisał to zdarzenie 
Swojemu ojcu
Który chłopca zbił
I zakazał wygadywać bzdury 

Lecz podziałało to na chłopca
W sposób zupełnie przeciwny  
I od tamtej pory
Aniołowie uśmiechali się do niego 
Z każdego źdźbła trawy

A podmuchy wiatru
Zamieniły się w
Struny ich harf

2016-08-13

2016-08-13
08:59


Stary silnik obrośnięty rdzą 
Wierzchołki gór wbite w chmury

Gdzieś w śmieciach w kablach
W stosach papierów 
Gnije ludzkość i człowieczeństwo 

Pasywne dobro jest gorsze niż
Aktywne zło
Aktywne dobro jest lepsze niż
Aktywne zło

Jednak
Czym jest dobro 
Tego nie wie nikt

I odleciały jaskółki 
Kradnąc ziemi ziarna

piątek, 17 czerwca 2016

wieczorem

otwieram puszkę piwa
słuchając słów
amerykańskiego poety
który twierdzi że
oślepiła go włócznia
białego światła
rzucona przez boga

zastanawiam się

nie wiem gdzie jest mój dom

w śpiewie ptaków
przelewającym się jak strumień
pomiędzy gałęziami akacji

w komnatach oceanu
głębokich
przyozdobionych srebrnymi zasłonami

przede mną rzędy milczących ksiąg
zagasła świeca
i szept nadciągającej nocy
w którą wstępuję
cichy i z pochyloną głową
jak do podziemnej komnaty

nazajutrz
feniks podnosi moje ciało
i odlatujemy w kierunku wschodzącego
słońca
aby ucałować dobrą jutrzenkę
zawsze gotową dzielić się swoją
mądrością

pij pij z tego kielicha
nie pozwól żeby się oddalał 

środa, 8 czerwca 2016

for martin sparrow

2016-05-15
06:15

Jak ważki nad stalowym mostem

Tak nasze słowa i spojrzenia krążą

Nad rantami puszek

Ręce drżą z zimna i ekscytacji

Jutro będziemy wstawać

Ze słońcem odległych wysp

Zatopionych na bezdrożach

Oceanu

Jak orle pióra na gałęziach drzew

I wszystko jest takie proste

Jak wielorybia pieśń

wtorek, 3 maja 2016

stan spływającej kropli

Mam już pare lat
A przemijanieiro
Rozpierdala mnie
Co raz mocniej
Ostatnio mialem złą wizję
Najbliższe osoby umrą
Ocean się zbliża
I czuć jego zimny oddech
No kurwa nie mogę się
Stać alchemikiem
Przemieniać kwas w wino
Wewnątrzdusznie
Kwiat z serca wyrośnie
To zaraz go zaduszam
Głazem rozumu
I się gryzę ho ho
I śmiech innych
Jak niemożność
Słyszę dziwne głosy
Z trzterech stron świata
Na raz to idź tu to tam
I się rozdwaja na pół
Noc i jaźń i kaźń
Ten stan trwa sekundę
Ale rozpościera się
Na całość czasu
Którego niewiele niewiele

a man ina pub

A man in a pub
In the midst of the Atlantic ocean
Scratched his ass
Lit up a cigar and
Looked the TV screen
And sighed heavily
As
The water sculptured a rock
And the seagulls hung in the air
The doors of the toilet were squeaking
And the man says
After some time one begins to avoid suffering for he has been put through it all you know and mmm the cross weighs too heavy, so to speak, you know what I mean by this...I am only a man. A fucking MAN. I'm a weak bastard. And all the light and emptiness bullshits increase his old ulcers' inflammation...listen me up boy, I been seeing death and resurrection every minute of my freakin life and now I just want some peace, some unknown tranquility, beyond that crap, some ethereal hands combing my hair, maybe a small house and good food every day, and fire, and a smiling wife because all this suffering ethos has eaten up it's tail...and anyway, all these jerks down there clearly forgot why they suffer and are all the time obsessed with talking to the world, not listening to it, without even being aware of a small fact that everyone they meet and everything they experience exist only in their brains that shall become a handful of fucking intergalactic dust...gimme a ciggy now and get outta here, punk!

czwartek, 14 kwietnia 2016

epa

2016-04-14
07:17

Natural nakedness achieved by death happens to everybody, without their own will.
The so called sacred nakedness,however, can only be achieved on the way of fasting and prayer that leads one to another kind of state - the alive deadness. 

The flower's savory joy

Is the earth's resolution 

A knife thrown to the bottomless well

Rots there forever

sobota, 26 marca 2016

song

if i wake from this dream
i will hang my soul to dry on the nearest growing tree
on the earth my naked feet
i'll step inside the room and ask my past if it was ever real

and when i die you shall not cry
because death is just like oceans kissing the morning sky
and you're there and we're here
i scream in the silence of the night so maybe you could here

and you're there and we're here
you screamed a thousand years ago so that we could be free
and this stone is like my brain
there's a secret line written on it by the fingers of your hand

and when i go i won't turn back
i'll fly like ashes in the wind or cinders in the beams of light

bye

It is not what it is
Nothing more than that
A solitary star
Burning like a candle
Behind an old ladies' window
Asked me
How is the city
Filled with laughter drums and masks
I answered her
You'd better continue
Trembling on the surface of the river
Because you cannot find
Nothing more than that
And it is so beautiful
She says
It is what is not
So I went and bought myself a beer
In order to transgress
The feeling of loneliness and loss
Because a man is only this and
Nothing more than that
And it is so beautiful
She says
It is what it is
So he starts to create
Gods and centuries
So he tries to achieve
The oceanic state
The petals of a dead rose
Nothing more than that
And it is so beautiful
She says
To be shining so alone on
The depth of the skies

środa, 9 marca 2016

petals

Rzęsa to gąsienica
Przekształciła się w motyla
W jedno ulotne
Spojrzenie które
Wyfrunęło
O poranku
I osiadło
Na nieznanych
Górskich kwiatach
Chcę dotknąć to ustami
I ucałować jak prawdę

.........
This eyelash is a caterpillar
That transformed into a butterfly
Into a single
Transitory look
That flew away
At the break of dawn
And it settled down
On unknown
Mountain flowers
I want to touch it with my lips
And kiss it like truth


......


Your hair run
Like a herd of Wild horses
And cascades of leaves
On the plains of my Memory
There grows a tree
There sprouts your heartbeat
And my fingers touch
The Old man's dream




......


That night
When I went to sleep
Under her warmth
I was then multiplied
In the realm of imagination
I became colorful skies
And she a revolving sun
I became an insect
Laying his eggs under the willow
And my children were born
And fall on the earth
Like ripe lemons
That remind me me of that
Shining instants



sobota, 6 lutego 2016

piosenka

chciałbym napisał wiersz o
czymś
lecz
wszystko jest nicością
a nicość jest ciemnością
a ciemność jest przyczyną
powstawania światła
a światło jest owocem
pracy bogów
a bóstwa są wynikiem
pracy ludzkich rąk
a ręce są narzędziem zbrodni
a zbrodnia jest niewłaściwym wyborem
a wybór jest wbiegnięciem w noc
a noc zwiastuje
nadejście świtu
a świt
nosi korale różowe
i bransolety porannej rosy
a rosa
jest łzami radości
a radość pochodzi
z miłości
a miłość pochodzi
z wolności

sobota, 30 stycznia 2016

w são martinho do porto

w são martinho do porto
bosonodzy starcy
rozprawiają o rybołówstwie
i
nauce obłusgi komputera

chłopiec
przesiaduje w latarni morskiej
rozmawiając z oceanem

myśli że
umrze w słoneczny letni dzień
gdy niebo wypogadza się po burzy
a gołębie zasiedlają
słupy telefoniczne i
dachy domów naszych przodków

gasnący śmiech wpada przez pożółkłe zasłony

strzępy pajęczych nici
trzepoczęce pomiędzy łodygami
barowych roślin
zza wskazowek zegara
wylonil sie krajobraz dziecinstwa

wierczholek gory zerka na
gniazda jastrzebi

zza kurtyny wiatru

kopiesz i przestawiasz kamienie
z miejsca na miejsce
lecz tylko wilgoc dotykasz
zluszczonymi palcami

zrodlo pewnie wytrysnie o zmroku
gdy z podchodni juz
opadnie popiol

opadnie popiol

sowa gniazduje w szczelinie skalnej
a jej piosenka
wypelnia doliny i
zaglebienia umyslow

ksiezyc przybity do nieba
zawisl jak zloty zegar
na czarnej scianie nocy

znow rozmyslanie i miotanie sie
ryby w sieci

jedna siec zagarnela lawice
reka przypadku

jeszcze wyspa szczesliwa nadejdzie
jeszcze zanurzymy stopy
w jej piachu

aby splesc sie bezscielesnie


***

2016-01-24
22:48

Ludzie zmęczeni pościgiem za rzeczami które
Istnieją tylko w ich umysłach 
Wyniszczeni pożądaniem padają ofiarą własnych iluzji
Samotny prorok ukrył się na wzgórzu i spogląda na 
Łapaczy wiatru wytykających go palcami
I tak biegnie ten świat
Bez wytchnienia od wieków

mur

2016-01-26
13:26

Oparłem rozgrzaną głowę
Pełną syfu i strzępów słów

O kamienny mur 
I spojrzałem przed siebie...

W podmuchach wiatru 
Nie ma żadnego pierdolenia

Tylko czystą prawdę 
Rudzik na sośnie śpiewa

W tej ciszy kamiennej 
Nie me niedopowiedzenia

Mech wrasta od lat
W sprochniala skore drzewa