był poranek
wiało
przeraźliwie
wiatr
łomotał okiennicami
przez
okno wyfrunęła chusteczka
wiatr
miotał nią wysoko nad dachami
na
początku była biała jak włosy starca
niekiedy
haczyła o korony drzew
z
biegiem czasu matowiała
a
jej krawędzie strzępiły się
wiatr
wzbijał ją czasami w promienie słoneczne
by
po chwili cisnąć nią w kałużę
przemierzyła
w ten sposób cały kraj
niesiona
podmuchami wiatru
nad
morzem rozpalili ognisko
a
wiatr wrzucił chusteczkę
teraz
szarą i postrzępioną
między
płomienie
świętujący
wbiegli w ocean
śmiejąc
się nocy wprost w jej rozgwieżdżoną twarz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz