mur chmur
i
ruch piór
skrzydła anioła ulepione z chmur
pławię się w
gęstym
kosmosie
szelest liści na drzewie to jego pocałunek
podocean snu
wyrzuca świadomości
na piaszczysty
brzeg rzeczywistości
złote kłosy to jego włosy
ziarna piasku
nieograniczone
formą klepsydry
pękające pod ziemią ziarenka to jego piosenka
ludzka forma
przed stworzeniem
rzeczne strumienie struny jego harfy
ruch piór
i
mur chmur
róże nie miały kolców
sobota, 30 sierpnia 2014
piątek, 1 sierpnia 2014
promienie
promienie słońca
oświetlają kamienie
leżące u podnóża gór
sprawiając że z każdego
wypływa woda
pożerana przez
korzenie zgromadzeń
przydrożnych kwiatów
pieśń słowika -
spojrzenie świętego franciszka
oświetlają kamienie
leżące u podnóża gór
sprawiając że z każdego
wypływa woda
pożerana przez
korzenie zgromadzeń
przydrożnych kwiatów
pieśń słowika -
spojrzenie świętego franciszka
księgi
gdy porzucisz
kurz pradawnych ksiąg
twoje serce wraz zanuci
płyń srebrny księżycu
płyń aż po widnokrąg
i zabierz mnie daleko stąd
nie porzucaj butli wina
nie zadeptuj pąków róż
noc się ma już ku końcowi
a Przyjaciel jest tuż tuż
promień słońca to twój brat
kamień w rzece o tym wie
korzeń przydrożnego kwiatu
śpiewać pieśni chce
dłonie wszechświata
kobieta o włosach czarnych jak dłonie wszechświata
śni mi się po nocach rzuca we mnie łodygą kwiatka
jestem wtedy jak matka
wiecznie w trzecim miesiącu ciąży
chcę kochać to dziecko nie mogę go zabić
nie mogę go też urodzić
jej oczy tlą się jak dwa ogniska
na drugim brzegu wyschniętej rzeki
wspomnienie jak gałąź wrzucam do paleniska
i z bólem przymykam powieki
niekiedy idąc samotnie wśród tłumu
zobaczę twarz tak podobną do tamtej
lecz wiem że czarny opar rozumu
przesłoni wnet blask wyobraźni
***
w krainie do której zmierzam
na każdym krzaku rosną pąki złote i białe
krople porannej rosy
złoty blask rozrzucają
uchylę te wielkie żelazne drzwi
i wstąpię ponownie do wnętrza ogrodu
tam w szatę ze światła mą duszę odzieją
i ona nie zazna juz głodu
śni mi się po nocach rzuca we mnie łodygą kwiatka
jestem wtedy jak matka
wiecznie w trzecim miesiącu ciąży
chcę kochać to dziecko nie mogę go zabić
nie mogę go też urodzić
jej oczy tlą się jak dwa ogniska
na drugim brzegu wyschniętej rzeki
wspomnienie jak gałąź wrzucam do paleniska
i z bólem przymykam powieki
niekiedy idąc samotnie wśród tłumu
zobaczę twarz tak podobną do tamtej
lecz wiem że czarny opar rozumu
przesłoni wnet blask wyobraźni
***
w krainie do której zmierzam
na każdym krzaku rosną pąki złote i białe
krople porannej rosy
złoty blask rozrzucają
uchylę te wielkie żelazne drzwi
i wstąpię ponownie do wnętrza ogrodu
tam w szatę ze światła mą duszę odzieją
i ona nie zazna juz głodu
Subskrybuj:
Posty (Atom)