moje dłonie poprzecinane są
gęstą siecią zagłębień
słychać w nich echa czynów
gdy przyłożę je do uszu
a gdy przyłożę je bliżej twarzy
widać w nich strzępki blizn
*
dłonie pośredniczą między umysłem a światem
wcielają idee i kształtują materię
służą na przykład do zrywania jarzębin
oraz do plątania kolczastego drutu
potrzebuję nowej instrukcji obsługi dłoni
abym mógł nimi czerpać światło
wyglądają jakby były przeznaczone
właśnie do tego
sobota, 25 listopada 2017
środa, 25 października 2017
kormoran
w sinym świcie kormoran płynie
zmierza poza plan
sznur barwnych aut
w przeciwne strony
spojrzenie ujście rzeki do horyzontu
topole zbliżają się ku chmurom
tworząc wigwamy
coś jakby gołębica
mieszka w tych gałęziach
szalony srebrny diament
który musi ocaleć
zmierza poza plan
sznur barwnych aut
w przeciwne strony
spojrzenie ujście rzeki do horyzontu
topole zbliżają się ku chmurom
tworząc wigwamy
coś jakby gołębica
mieszka w tych gałęziach
szalony srebrny diament
który musi ocaleć
wtorek, 17 października 2017
wyjechali
wyjechali
zostawili pokój wypełniony pustą przestrzenią
i promieniami wschodzącego słońca
zostawili pomarańcze i banany
i jabłka rozsypane na stole
zostawili stertę zapieczętowanych pytań
i niedokończonych rozmów
czekam na ich powrót
może przyniosą odpowiedzi
w koszach świeżych owoców
zostawili pokój wypełniony pustą przestrzenią
i promieniami wschodzącego słońca
zostawili pomarańcze i banany
i jabłka rozsypane na stole
zostawili stertę zapieczętowanych pytań
i niedokończonych rozmów
czekam na ich powrót
może przyniosą odpowiedzi
w koszach świeżych owoców
poniedziałek, 2 października 2017
chwila
Impresjoniści nadeszli
W łagodnych podmuchach wiatru
I śpiew niewieści
Wybrzmiał w zarysie odległych wzgórz
Ta chwila rozciąga się i trwa
Jak unoszone rzecznym prądem drwa
W łagodnych podmuchach wiatru
I śpiew niewieści
Wybrzmiał w zarysie odległych wzgórz
Ta chwila rozciąga się i trwa
Jak unoszone rzecznym prądem drwa
wtorek, 26 września 2017
głód
Budzi mnie głód
A przesyt układa do snu
I zbitek słów
Opada w głębie wód
Dno pamięci
Wybrukowane cudami
Blaski dźwięki
Trzęsą się porozrzucane
A przesyt układa do snu
I zbitek słów
Opada w głębie wód
Dno pamięci
Wybrukowane cudami
Blaski dźwięki
Trzęsą się porozrzucane
poniedziałek, 4 września 2017
kwestie
Jednak skapitulował
Nie wzdychając zanadto.
Po blisko 30 latach walki
O własną tożsamość
I dał się porwać strumieniom
Życia, kablówki i piwa.
Ofiara spełniona,
Można ucztować.
W rosole pływają oczy
I się na mnie gapią.
Mija niedziela,
Dają dobry film.
Może odnajdą się w nim
Role, dawne lub potencjalne.
Nie wzdychając zanadto.
Po blisko 30 latach walki
O własną tożsamość
I dał się porwać strumieniom
Życia, kablówki i piwa.
Ofiara spełniona,
Można ucztować.
W rosole pływają oczy
I się na mnie gapią.
Mija niedziela,
Dają dobry film.
Może odnajdą się w nim
Role, dawne lub potencjalne.
sobota, 12 sierpnia 2017
odyseusz
W połowie drogi do Itaki
Gwiazdy straciły blask.
Odyseusz bacznie przyglądał się
Swojemu odbiciu.
Na dnie morza leżały niewyraźne zarysy lśniących przedmiotów.
Zanurzył rękę.
Wydawało mu się, że sięga dna.
Nie wyłowił jednak żadnej ze lśniących rzeczy.
Złudzenie optyczne przybliżyło dno.
W rzeczywistości, na dnie spoczywały
Szczątki żeglarzy.
Poruszane morskimi prądami,
Zdawały się przemieszczać po dnie,
Wśród ławic ryb.
czwartek, 6 lipca 2017
przestrzeń fal
rybitwy tną powierzchnie wód
masy bazaltu zmierzają w ocean
łódka spadła z krawędzi horyzontu
wioślarze zmierzają w kierunku czerwonego światła
rozkładam dłoń na wiatr
i zbieram co raz dalsze przestrzenie fal
masy bazaltu zmierzają w ocean
łódka spadła z krawędzi horyzontu
wioślarze zmierzają w kierunku czerwonego światła
rozkładam dłoń na wiatr
i zbieram co raz dalsze przestrzenie fal
piątek, 9 czerwca 2017
tryb samolotowy
włączam tryb samolotowy
wbijamy się w mgławicę
przez powierzchnię tej tafli
widać drżenie planet
palcami gnę ich orbity
by bliżej ciebie się znaleźć
wbijamy się w mgławicę
przez powierzchnię tej tafli
widać drżenie planet
palcami gnę ich orbity
by bliżej ciebie się znaleźć
środa, 31 maja 2017
maść
opona wciera ciało zwierza w jezdnię
jak maść w skórę
kiedyś mnie wetrą w glebę dłonie
deszcz i wiatr
a wieko wyda jęk
i zakwitnie sad
wyparuję gdzieś w górę
w biel i blask
ciągnąc złotej nitki szpulę
pocałuję brzask
jak maść w skórę
kiedyś mnie wetrą w glebę dłonie
deszcz i wiatr
a wieko wyda jęk
i zakwitnie sad
wyparuję gdzieś w górę
w biel i blask
ciągnąc złotej nitki szpulę
pocałuję brzask
wtorek, 16 maja 2017
ramię żurawia
Pyłki oblepiają odbicie mojej gęby w porannej kałuży.
Zdarzenia aktu zawsze inne i słowa inne.
Akt jednak wciąż ten sam.
Dzisiaj, dla przykładu, rzędu bloków układają się w kaniony lub doliny.
Od ich ścian odbijają się echa spojrzeń.
Na trawnikach rozsypane garści wróbli i wron.
Kwitną bzy witając osiedlowe kleopatry i ich faraonów.
Ramię żurawia jak linijka odmierza długość połaci nieba.
Ta chmura ma długość jednej czwartej przęsła.
A dach tego bloku trzy i pół przęsła.
Tętent kopyt. Nadjechał rydwan.
Ramię żurawia skrzypnęło płosząc przesiadujące na nim gołębie.
Zdarzenia aktu zawsze inne i słowa inne.
Akt jednak wciąż ten sam.
Dzisiaj, dla przykładu, rzędu bloków układają się w kaniony lub doliny.
Od ich ścian odbijają się echa spojrzeń.
Na trawnikach rozsypane garści wróbli i wron.
Kwitną bzy witając osiedlowe kleopatry i ich faraonów.
Ramię żurawia jak linijka odmierza długość połaci nieba.
Ta chmura ma długość jednej czwartej przęsła.
A dach tego bloku trzy i pół przęsła.
Tętent kopyt. Nadjechał rydwan.
Ramię żurawia skrzypnęło płosząc przesiadujące na nim gołębie.
czwartek, 11 maja 2017
marzenia
Wieczorem spojrzałem na drzwi wejściowe do naszego domu.
Oko Judasza łypało w ciemności.
Oświetlone było z zewnątrz światłem klatki schodowej.
Oko Judasza jaśniało. W kosmicznym tunelu korytarza
utworzyło gwiezdną szczelinę.
Zawsze miałem dwa marzenia.
Jednym z nich było
zrozumieć znaczenie powiedzenia
"światełko w tunelu".
Drugim z nich było zrozumienie
opowieści o platońskiej jaskini.
Moje marzenia oto stały się
Rzeczywistością.
Zasnąłem spełniony.
Rano, odurzony jeszcze sukcesem wczorajszego
dnia, wstałem. Pewien szczegół zmącił
mój spokój. Na niewzruszoną dotąd
biel firanek wtargnął czarny punkt.
Z dali pokoju wyglądał jak orzeł bielik
szybujący na tle chmur.
Podszedłem bliżej. Okazało się, że na zasłonie
przysiadła sobie wielka, tłusta jak smoła i czarna
jak asfalt mucha. Nie drgnęła. Chyba zmarła tej nocy.
Aha, więc to między innymi w ten sposób
"nieżywa mucha zepsuje naczynie wonnego olejku".
Ciało owada przybrało kształt dziurki od klucza
i na tle białej firany,
utworzyło czarny przepaścisty szeol.
Zawsze miałem jeszcze trzecie skrywane marzenie.
Polecieć w kosmos...
Odwróciłem wzrok i zdyszany wbiegłem w przestrzeń korytarza.
Oko Judasza lśniło w ciemności.
I w kontekście wczorajszego zajścia u drzwi,
spełniło się także moje trzecie, skrywane marzenie.
Oko Judasza łypało w ciemności.
Oświetlone było z zewnątrz światłem klatki schodowej.
Oko Judasza jaśniało. W kosmicznym tunelu korytarza
utworzyło gwiezdną szczelinę.
Zawsze miałem dwa marzenia.
Jednym z nich było
zrozumieć znaczenie powiedzenia
"światełko w tunelu".
Drugim z nich było zrozumienie
opowieści o platońskiej jaskini.
Moje marzenia oto stały się
Rzeczywistością.
Zasnąłem spełniony.
Rano, odurzony jeszcze sukcesem wczorajszego
dnia, wstałem. Pewien szczegół zmącił
mój spokój. Na niewzruszoną dotąd
biel firanek wtargnął czarny punkt.
Z dali pokoju wyglądał jak orzeł bielik
szybujący na tle chmur.
Podszedłem bliżej. Okazało się, że na zasłonie
przysiadła sobie wielka, tłusta jak smoła i czarna
jak asfalt mucha. Nie drgnęła. Chyba zmarła tej nocy.
Aha, więc to między innymi w ten sposób
"nieżywa mucha zepsuje naczynie wonnego olejku".
Ciało owada przybrało kształt dziurki od klucza
i na tle białej firany,
utworzyło czarny przepaścisty szeol.
Zawsze miałem jeszcze trzecie skrywane marzenie.
Polecieć w kosmos...
Odwróciłem wzrok i zdyszany wbiegłem w przestrzeń korytarza.
Oko Judasza lśniło w ciemności.
I w kontekście wczorajszego zajścia u drzwi,
spełniło się także moje trzecie, skrywane marzenie.
Zawisły w spadaniu
Wczoraj poszedłem spać o tej samej porze
co zwykle.
Noc minęła, jak zwykle.
Bez snów.
Rankiem
obudził mnie dziwny szum.
Nastał dzień.
Ku memu zdziwieniu, obudziłem się
na skraju położonej wysoko
półki skalnej.
Ta niecodzienna sytuacja
wzbudziła we mnie skrajne odczucia, które sprawiły, że
zareagowałem w gwałtowny sposób.
Przerażony bezmiarem przepaści,
odskoczyłem do tyłu.
Później zorientowałem się, że półka skalna
miała powierzchnię około 2 metrów kwadratowych.
Od tamtego poranka,
zmieniają się tylko pory dnia i nocy.
I wielkości drobin
co zwykle.
Noc minęła, jak zwykle.
Bez snów.
Rankiem
obudził mnie dziwny szum.
Nastał dzień.
Ku memu zdziwieniu, obudziłem się
na skraju położonej wysoko
półki skalnej.
Ta niecodzienna sytuacja
wzbudziła we mnie skrajne odczucia, które sprawiły, że
zareagowałem w gwałtowny sposób.
Przerażony bezmiarem przepaści,
odskoczyłem do tyłu.
Później zorientowałem się, że półka skalna
miała powierzchnię około 2 metrów kwadratowych.
Od tamtego poranka,
zmieniają się tylko pory dnia i nocy.
I wielkości drobin
niedziela, 7 maja 2017
Gałąź
Nic się nie dzieje.
Upływ chwil wyznacza unoszona rzecznym nurtem gałąź.
Wyłowiłem ją. Jest piękna. Lśni. Ma tyle odnóg.
Podrzuciłem ją w kierunku chmur.
Parę kropel spadło na moje włosy, na buty i na trawę.
Gałąź rzuciła przez moment cień o kształcie poroża lub błyskawicy.
Nie powiem ci, czy gałąź spadła czy nie. To tajemnica.
Krople wody zalśniły i wyschły.
Upływ chwil wyznacza unoszona rzecznym nurtem gałąź.
Wyłowiłem ją. Jest piękna. Lśni. Ma tyle odnóg.
Podrzuciłem ją w kierunku chmur.
Parę kropel spadło na moje włosy, na buty i na trawę.
Gałąź rzuciła przez moment cień o kształcie poroża lub błyskawicy.
Nie powiem ci, czy gałąź spadła czy nie. To tajemnica.
Krople wody zalśniły i wyschły.
sobota, 6 maja 2017
kieszeń
facet z ręką w kieszeni
przesuwa się wzdłuż ogrodzeń
stawia stopy na ziemi
czuje dym i zimne powietrze
wchodzi na stopień
pierwszy
drugi
i jeszcze ten trzeci
wyciągnął rękę z kieszeni
zaśmiał się z tego co mija
a przede wszystkim z jesieni
bo to dopiero za dziewięć miesięcy
wodospad zegarek flaga
stado gołębi
aha!
wyciągam rękę z kieszeni
jak kotwicę z głębi
oceanu
owrzodzony pies nie istnieje
ale jego zęby są białe
wbijają się najpierw w kość
później w żyłę i w skórę
poniedziałek wtorek środa
woda spada na ziemię
tłumy we mnie przepychają się
czasem tratują stos pacierzowy
wyciskając z niego słowa
które zmierzają z głowy
na pustą kartkę
przesuwa się wzdłuż ogrodzeń
stawia stopy na ziemi
czuje dym i zimne powietrze
wchodzi na stopień
pierwszy
drugi
i jeszcze ten trzeci
wyciągnął rękę z kieszeni
zaśmiał się z tego co mija
a przede wszystkim z jesieni
bo to dopiero za dziewięć miesięcy
wodospad zegarek flaga
stado gołębi
aha!
wyciągam rękę z kieszeni
jak kotwicę z głębi
oceanu
owrzodzony pies nie istnieje
ale jego zęby są białe
wbijają się najpierw w kość
później w żyłę i w skórę
poniedziałek wtorek środa
woda spada na ziemię
tłumy we mnie przepychają się
czasem tratują stos pacierzowy
wyciskając z niego słowa
które zmierzają z głowy
na pustą kartkę
wtorek, 2 maja 2017
wielki piątek
mieszkańcy prochu
zaskoczeni hukiem
nacierających promieni
przesłonili niebo
kamienną tablicą
a był wśród nich
buntownik
nocą
zakradał się
do izb pogrążonych we śnie
i szeptał im
rozbijemy kamienną tablicę
i otworzymy światło
zaczną dziać się cuda
lecz oni nie słuchali
i pewnego ranka
opętani kamiennym szałem
schwytali buntownika
zasypali go skałami
i ułożyli się do snu
pod niebem zakrytym
kamienną tablicą
nocą zaskoczył ich huk
góry zaczęły skakać
promienie zaczęły zwalać się im na głowy
i pogrzebały ich przerażone oblicza
a buntownik podźwignął się z pyłu
i zaczął krzyczeć tak że jego słowa
wbijały się jak ostrza mieczy
w przerażoną twarz horyzontu
zaskoczeni hukiem
nacierających promieni
przesłonili niebo
kamienną tablicą
a był wśród nich
buntownik
nocą
zakradał się
do izb pogrążonych we śnie
i szeptał im
rozbijemy kamienną tablicę
i otworzymy światło
zaczną dziać się cuda
lecz oni nie słuchali
i pewnego ranka
opętani kamiennym szałem
schwytali buntownika
zasypali go skałami
i ułożyli się do snu
pod niebem zakrytym
kamienną tablicą
nocą zaskoczył ich huk
góry zaczęły skakać
promienie zaczęły zwalać się im na głowy
i pogrzebały ich przerażone oblicza
a buntownik podźwignął się z pyłu
i zaczął krzyczeć tak że jego słowa
wbijały się jak ostrza mieczy
w przerażoną twarz horyzontu
piątek, 28 kwietnia 2017
czwartek, 6 kwietnia 2017
motherless child
przepaść w którą runę
w górę
godziny drżą w promieniach słońca
bruzdy dnia rozsypane po oświetlonej drodze
wiatr odbił się od gałązki
słychać rżenie koni i poszum strumienia
chwile uginają się pod ciężarem krwi
szybującego ciała
*
im dalej w ten dryf
tym wody wokół ciemniejsze
a blask nad nimi jaśnieje
zasłaniając lądy
tu nie trzeba nawigacji
głos gołębicy jest
przepaścią w którą runę
w górę
w górę
godziny drżą w promieniach słońca
bruzdy dnia rozsypane po oświetlonej drodze
wiatr odbił się od gałązki
słychać rżenie koni i poszum strumienia
chwile uginają się pod ciężarem krwi
szybującego ciała
*
im dalej w ten dryf
tym wody wokół ciemniejsze
a blask nad nimi jaśnieje
zasłaniając lądy
tu nie trzeba nawigacji
głos gołębicy jest
przepaścią w którą runę
w górę
czwartek, 16 marca 2017
przedmioty
milczycie przedmioty
czy cicho się śmiejecie gdy odwracam głowę
zbitki atomów w które ruch palców tchnie
dech życia
nadając świadomość niemalże zwierzęcą
a może i ponadludzką
powiedzcie
jak uzyskać wasze niewzruszenie
i tę zatrważającą
zgodę na bieg wydarzeń
czy cicho się śmiejecie gdy odwracam głowę
zbitki atomów w które ruch palców tchnie
dech życia
nadając świadomość niemalże zwierzęcą
a może i ponadludzką
powiedzcie
jak uzyskać wasze niewzruszenie
i tę zatrważającą
zgodę na bieg wydarzeń
jeansy
patrzę przez okno
to nie są czasy dokonywania wielkich czynów
prasuję niebieskie jeansy
gdybyś urodził się w tym wieku
lud nagrałby filmik twojej męki
i wrzucił na youtube
chłopiec przeprowadził babcię
na drugą stronę ulicy styks
twój wielki czyn zmieni wszechświat
czyli ciebie
i będziesz mógł nazwać się świętym
jakiegoś nowego rodzaju
o ku*wa!
przypaliłem niebieskie jeansy!
to nie są czasy dokonywania wielkich czynów
prasuję niebieskie jeansy
gdybyś urodził się w tym wieku
lud nagrałby filmik twojej męki
i wrzucił na youtube
chłopiec przeprowadził babcię
na drugą stronę ulicy styks
twój wielki czyn zmieni wszechświat
czyli ciebie
i będziesz mógł nazwać się świętym
jakiegoś nowego rodzaju
o ku*wa!
przypaliłem niebieskie jeansy!
sobota, 11 marca 2017
pchły
nie mogę znieść
milczącej bieli kwiatów przedwiośnia
pociąg wiezie wagony masek
wiatr świszczy na szkle rozbitej butelki
moje dekady skaczą jak krwiożercze pchły
rozmnażające się w futrze odźwiernego
wpija się we mnie
ciemnymi ślepiami
nocne niebo dno morza
usiane gwiazdami
ekstaza poranku
podocean
snu wyrzuca świadomości
na
piaszczysty brzeg rzeczywistości
ziarna
piasku nieograniczone formą klepsydry
pękają
nasiona róż
i
płatkami rozpychają powietrze
wiatr nawleka świadomości
w kroplach rosy na pajęcze sieci
rozpraszają się promienie reflektorów
gaśnie płomień świecy
psalm
graj na wróblu wietrze jak na okarynie
ciemna tajemnico wiśni
lśnij zwierciadło na gałęzi drzewa
bezdennie głębokiej rzeczywistości
biegnę przez ten
krajobraz
zrywam kwiaty akacji
śpiewając wiosenne pieśni
z ustami pełnymi porzeczek
bądź pochwalony
strumieniu
wznoszący świtsobota, 4 lutego 2017
wiatr owija się wokół mojej twarzy
jak pnącze wokół drzewa
dotyka moich włosów
promieniami słońca
całuje moje powieki
pustymi przestrzeniami katedr
we wnętrznościach ludzkiej historii
rzeźby
mozaiki
skruszone mury
bramy tryumfalne
fontanny
są takie oczy które są otwarte od tysięcy lat
i tron z kości słoniowej
ilu musiało zostać zabitych
żeby podeprzeć delikatne łokcie cesarza lub biskupa
snują się rzeźby
wykute z ciała i krwi
tysiące kolorowych uchodźców
sprzedaje kolorowe parasole
tysiące kolorowych uciekinierów
do których już chyba tylko statuy greckich bóstw wyciągają swe
popękane ręce
piątek, 20 stycznia 2017
Rap, style $$wagginda nigga, crossin' da rivah bluez
Peace, mówi
Asampsi
Kajadem
Peace, no
Tylkona
Szejuda
Szemrać, niet
gDY JAbeł
Tawrosuł
Tan, negro
Mirozdwa
Jajaźń
Ta, bume
Rangimieć
Tutajtojestmosul
Aa,lestu
Lpyski
Jumpingsto
Cho, mamoc
Tenocroz
ŚwietliMy
Gdy, pocho
Dniejejuż
Chwycimymy
Nie, oniktó
Rzywciąż
Pragnąhe
Ge, moni
Torin'tu
Bylcówzwy
Kła, nieda
Jzakłaty
Kohajmy
Inne wszejatychświaty
sobota, 14 stycznia 2017
czwartek, 12 stycznia 2017
nocne niebo
Domy o poranku mają twarze,
Ludzie na przystanku.
Cierpienia owinięte kurtkami,
W śniegu ślady ptasich nóżek.
W skwarze pot miesza się z kurzem
I oblepia klamki okien.
Kurz miesza się z potem,
Nocne niebo oblepione złotem.
Wpija się we mnie ciemnymi ślepiami
Nocne niebo - dno morza usiane gwiazdami.
Ludzie na przystanku.
Cierpienia owinięte kurtkami,
W śniegu ślady ptasich nóżek.
W skwarze pot miesza się z kurzem
I oblepia klamki okien.
Kurz miesza się z potem,
Nocne niebo oblepione złotem.
Wpija się we mnie ciemnymi ślepiami
Nocne niebo - dno morza usiane gwiazdami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)