niedziela, 16 grudnia 2012

stanąłem przed tobą

i tak stanąłem przed tobą
caluteńki nagi...
na tym zamarzniętym betonie
trzymając w ręku tę "moją cierniową koronę"
                                               (och! jak niespokojnie wił się pod skórą wąż życia
                                                a w klatce piersiowej szalało stado gołębi
                                               a te twoje włosy jakiegoś nieznanego koloru
                                               jak barwy gwiazd albo podmorskich głębin)
kapały na tą zmarzniętą ziemię
małe czerwone krople
a na krawędziach dachów
po cichu zamarzały sople
                                               (och! jak niespokojnie wił się pod skórą wąż życia
                                                a w klatce piersiowej szalało stado gołębi
                                               a te twoje oczy jakiegoś nieznanego koloru
                                               jak barwy gwiazd albo podmorskich głębin)
ja stojąc z tą "moją cierniową koroną"
w dłoni
i tak już chcąc ją zniszczyć wrzucić do rynsztoka
ty takim wzrokiem bezlitosnym
i przy użyciu jednego słowa
nie pozwalasz...bez zmrużenia oka
                                             (och! jak niespokojnie wił się pod skórą wąż życia
                                               a w klatce piersiowej szalało stado gołębi
                                               a te twoje usta jakiegoś nieznanego koloru
                                               jak barwy gwiazd albo podmorskich głębin)

                                               ALE

jeszcze raz krzyknę: słuchaj!
możemy przecież uciec! w jakiś rajski ogród!
Albo zwyczajnie IŚĆ na spacer! czy tam nawet
do baru...no jak chcesz...
nie mają znaczenia dla mnie
dla mnie czas i miejsce
Czas i Przestrzeń
jedynie T W O J A O B E C N O Ś Ć!

Ale ty wtedy szybkim zdecydowanym ruchem
odcinasz mi te jaskółcze skrzydełka
co mi wyrosły gdym cię zobaczył
wsiadasz w taksówkę i najzwyczajniej
                                                                      odjeżdżasz...
------------------------------------------------------------------------------------------------
[[ale to nic, ale to nic - tak próbuję się pocieszyć-
tą starą sztuczką  - może w innych oczach...ech...
no a poza tym ktoś się rodzi i umiera
(młody kwiat świat się otwiera
ale memento: "tylko medale zostają po oficerach")
i te implikacje wynikające z tego faktu
i cały ten łańcuch przyczyn i skutków
(i cała ta ława przysięgłych i świadków
i te porty pełne rybackich statków)
i to jest tak płytkie ta myśl
tak jak ten wytrych słowny tzn. ten wyraz:
SEN - zanadto eksploatowany.

(a ja wciąż stoję i patrzę się na te puste ulice
i myślę sobie cholera psiakrew że już nigdy cię nie spotkam...)
(a uwierz mi!już byłem gotów
wyrwać sobie dla ciebie płuca
i może nawet i serce i jeszcze więcej
mógłbym odgryźć sobie ręce...
ROZUMIESZ?)]]
ROZUMIESZ!



czwartek, 6 grudnia 2012

jestem kapłan pieniądza
wyznaję religię mamony
składam całopalną ofiarę mojej krwi
na ołtarzach bankomatów
moją modlitwą jest kwota
wszechwładna pani mamono
składam tobie dziękczynienie
i proszę o
WIĘCEJ WIĘCEJ WIĘCEJ WIĘCEJ WIĘCEJ WIĘCEJ WIĘCEJ

szcz

błyszczące chrabąszcze sensu
grzechoczą w gąszczu bezsensu
w szczawiu wieszczowie szeleszczą
szczodrze szurają i wrzeszczą
trzeszczą tęczówki mrokiem rozszerzane
tajemnice bytu piszczą zasznurowane
chrzęszczą w szczapach szczwane szczury
pszczoły kleszcze i jaszczury
szczęka szczędzi szczerych wieści
pod płaszczykiem przypowieści
poskromiony szkwał szarańczy
na szkarłatnych szańcach tańczy
szatan w szalu siostrę szczypie
szczęście jej do szklanki sypie
roztrzaskane skrzypce płaczą
już muzyki nie zobaczą
strzał poszerza obszar śmierci
szeregowca piersi wierci
szczyptą szczątków przyprószona
w szczelinie szczeżuja zeszklona
grzechoczą w gąszczu bezsensu
błyszczące chrabąszcze sensu


poniedziałek, 26 listopada 2012

.

analogia pomiędzy kształtem roślin
a kształtem nerwów człowieka
nasuwa oczywisty wniosek
ŻE FLORA JEST UNERWIENIEM
MATKI ZIEMI

wiersz

                  wiersz
to otwarcie oka po głębokim śnie
to zapalanie zapałki w czasie deszczu
to kropla drążąca skałę
to oddech pod wodą
to wbicie gwoździa w Niepojęte-Doskonałe

piątek, 23 listopada 2012

dłuto


ja kornik ja robak ja
ty pień ty rzeczywistość ty
ja klucz maszyna ja zegar na ścianie
ty drzwi maszyna ty czas po ścianie
pełzniesz
ja ty ja ty ja ty
dłuto ze mnie niedoskonałe takie widzisz
posągi jakieś bezgłowe mną ciosają
czerwone żylaste ręce mnie trzymają
odmrożone
no to w palec je skaleczę i się wyśliznę

środa, 14 listopada 2012

jakie perły człowieczeństwa
skrywają te brudne
okna
które mijam
[ a ile pustki w tłumie co niewiele rozumie chodzą te mumie i cho cho cho cho ahahahahaha ihaaha ihaha]

Powiedziała

widzisz powiedziała że już wkrótce cień zakryje jej oczy
że już czuje jak koścista pani ją obłapia
nie będzie mogła śpiewać
nie będzie mogła płakać
ciemna gleba wchłonie ciemną krew
zanim pójdzie gdzie ją pocałuje pani śmierć
usłyszymy gromki śmiech
(cisza)

11

polska tak nie podlegua ale polacy tak podlegli legli

sonet

Patrzenie przez [o-o-o-okno] [][]
                                 [][]
I słuchanie półsłodkich pio sen ek
wtedy w śnieguzakopane złe dziecię drzemie
i dzikie bydle strachu
zamknięte w kryształowym, gmachu,

nagle promień-włócznia wbija się w źrenicę --------(o)
i jest tak jasno że nic nie widzę --------(o)
nic nie widzę nic nie widzę nicniewi--------(o)


poniedziałek, 29 października 2012

Orzeł, czyli serce walące tak mocno, że rozsadziło ściany pokoju

W królestwie ciała
mieszkał kiedyś czarny orzeł
wartka rzeka tamtędy przepływała
coraz silniejszym biegnąc prądem
aż wylew rozerwał brzeg rzeki

W królestwie ciała
mieszkał kiedyś biały orzeł
i kwiaty rosły pod słonecznym kloszem
coraz mocniejszą barwą
aż stratowało je pędzące stado

W królestwie ciała
zamieszkał kiedyś ogień
a mieszkał tam również i las
tak mądry piękny
ogień porwał rozerwał na strzępy

(a wściekła sędziwa rzeka
pożarła ogień z miłości)

W królestwie ciała
pewien młody jastrząb
uwił sobie gniazdo
na serca skałach

Raz jastrząb wyleciał na polowanie
dostrzegł dwa splecione węże
(TO-TWE-SERCE-KOCHANIE!)
i zaniósł je czym prędzej
do gniazda na skałach
gdzie rosło serce

sobota, 27 października 2012

Córka


tw      oje

 włosy lok         i z kolczastego           drutu
gdy      śpiew       asz czarujący           m głosem kołysankę

drży serce dziecka

śp     iewasz                  arie :
bas-barytonem
 huku                                  armaty                                     wybu chu gran atu
lub                   so pranem                


wysa      dzany   ch d o m ó       w

po t    woich         śladach kaskady zi
      emi
uno
 szą się w po w i e e et                            



gwiżdżesz        kulami wokół głów
płaczących zdez           orientowa      nych twardoskórych
wojowników -
-----------------------------------------------
nie                 ( wrócą do swoich rodzin)

rozrywas
z ich  wnęt           rzności dotykiem
twych m         etalowych palców

twoje serce bije            rytmem miaż       dżony   ch cza   szek
ro    zsypujesz
 nasion   a  zgliszc    zy

rolę u     pr     awiasz
                                                                    toporem


kiedy pożre             sz swych Rodziców?
swych

starych



........

Rodziców


















czwartek, 11 października 2012

Rachunki

Siedziałem nad brzegiem morza
przemówiło do mnie jak poezja
słuchałem...
(trzeba zapłacić za wodę)

płonąłem jak świeczka
wlewałem się w oczy
siedzących nad stołem
posągów z wyłamanymi skrzydłami
(trzeba zapłacić za światło)

jak impuls elektryczny
pobudziłem mózg pomarszczony
mięsień percepcji
(trzeba zapłacić za prąd)

wiatr się wplata brzozie we włosy
ssącej wodę z ziemi jak dziecko pierś matki
(trzeba zapłacić za gaz)

pieśnią zostać żeby rolnik więcej plonów zebrał
żeby barwy i dźwięki rosły na krzewach
i twoje włosy ulepione były z oczu
(za nic im płacić nie trzeba!)





sobota, 6 października 2012

Gdy

gdy tak sobie patrzę to myślę również : nie jest tak źle nie budujemy już obozów koncentracyjnych na taką skalę ani koloseuów nie wycinamy drzew na krzyże czy pręgierze
nie produkujemy archetypów
nie wytwarzamy bóstw tak swobodnie
z byle muśnięcia wiatru lub pomruku skał

Wschód

złota waza
powoli przechylana
aby rozlać
po zakamarkach jaskiń naszych zmysłów
gorącą krew zgromadzoną w niej
podczas nocy

Cisza

środa, 3 października 2012

Żółty listek

Jeden mały nic nieznaczący
żółty listek
Właśnie ugiął się pod ciężarem
kropli
Uśmiechnął się jak męczennik
pod
dobrym ciężarem krzyża

Spadał na ziemię tak długo
rozogniony niby kometa
Zderzył się wreszcie z ziemią
I tym płomienno-rdzawym sygnałem
Ostatecznie oznajmił początek
                                             Jesieni

Bunt

...szare ściany poszarpane zębami czasu
stalowe kraty w oknach zza których widać skrawek lasu
czasem motyl przysiądzie i zanuci spokojną melodię
spogląda zdumiony i zatroskany...

Teraz wychodzisz z tego pomieszczenia, przecierasz oczy
Próbujesz otworzyć wszystkie drzwi
jedną cegłą rozbić wiele szyb
podpalić ten las
zburzyć budowlę
za jednym zamachem zabić wielu prezydentów
ujarzmić potęgę wielu bóstw

Chodźmy bracia współślepcy
idziemy pojmać boga
przypalić jego szaty i zniszczyć miernicze narzędzia
niechaj teraz on klęka modli się do Człowieka
którego próbował ograniczyć - zmysłami pięcioma

"życie to ciemna komnata
a śmierć to jasna pochodnia"
taką pokrętna logiką
starał się nas opętać

budujmy wyższą wieżę!
co raz wyższą! do nieba! TAM go pojmiemy!
strącimy słońce jak zepsuty owoc
i w to miejsce postawimy pomnik z inskrypcją:

"tu spoczywa rzeźbiarz, prorok
oto jego historia:
słońce było niegdyś małym ziarnkiem piasku
nieświadomym swego blasku
                                           płomienia
przyszedł rzeźbiarz  z tej maleńkiej bryły
wykuł postać gwiazdy ognistej mogiły
                                             cienia"

Mechanizmy

Możesz więc wbijać w kogoś kolce gniewuMożesz te kolce tak samo wbijać w siebie

Anioł-ateista mówi:
"Spójrz na słońca wschód!
Jak promień niszczy lód!"

czwartek, 27 września 2012

Żeglarz

"Wypłyń na głębię"
tak mówisz
do mnie spokojnym ale stanowczym głosem
takiej nauki nie można zlekceważyć
płynę więc po morzu za kompas mając jedynie
tamte słowa powiedziane nad jeziorem
ale gdzie bym nie dopłynął tam morze wydaje się być
niewystarczająco głębokie a woda niedostatecznie niezbadana.
żegluję więc na jeszcze większą głębię

ludzie...! usłyszcie mnie tutaj...! halo...! słyszycie mnie...?!
czy ktoś mnie słyszy .....???!!!

chodźcie...!! nie bójcie się...!!!

haaalooo!!! haaaloooo!!!
haaaa........

Pisane 7 lipca 2012 roku

Owoc wiśni....
Szkarłatna kula (w niej robak mieszka),
Inna od znanych : perły, ziemi, oka.
Przeglądam się w niej, niby w lustrze.
Widać tam setki rozsypanych cywilizacji, które ukształtowały tę kulę.
Zgodnie z pewną doktryną, moje spopielone kości pewnego dnia
mogą zostać wchłonięte przez korzeń drzewa i odrodzą się pod postacią owocu.
A teraz pytam Ciebie! Czy zamieszkujesz te rozmaite kształty : pioruna zdarzenia horyzontu
ziarenka źdźbła posągu
owocu wiśni?
Nie czekając na odpowiedź, całuję i zjadam tę szkarłatną kulę -
Jej zdrewniałe serce wpycham między grudy czarnej ziemi,
A sok owocu wiśni jednoznacznie daje do zrozumienia, że
Tak Smakuje Twoja Ślina...

Myśl(i)my

Mimo różnych powłok cielesnych, tzn. miejsc zamieszkania, mimo różnych dróg postępowania, tzn. czynów, wreszcie mimo różnorodnych kolorów : skóry, oczu, włosów, flag, emocji, słyszę zawsze to jednostajne, miarowe uderzenie, niby melodię graną przez starożytnego, siwobrodego pieśniarza, o błękitnym spojrzeniu dziecka. Jestem też lodową kulą, w której zawarto mieszaninę ognia, wody i krwi. Potrafię na strzępy rozerwać tępymi kłami analizy delikatne ciało motyla-wiersza, a z ruin zburzonej idei mogę wymurować solidny fundament kolejnej rewolucji. Jestem Myśl.

Stara historia

Ujrzałem rydwany
Nie zostałem :
zobaczyłem psa - w jego oczach rybi strach
pod palcami sierść na asfalcie stara śmierć
stara to historia na oczach ciemna folia
płoną świece dwie obok krzyża słychać kruka
śpiew
płoną gwiazdy dwie krzyż na drzazgi słychać ciemny
śmiech
grudka ziemi na deskę oczy na ścianie wydrapują czarną
kreskę

sobota, 22 września 2012

Lampa


w ziarnku piasku widzieć świat
w lustrze człowieka twarz
wojna symboli trwa
różne imiona ma
zbiera wielkie żniwo
w świecie równoległym
uwięziono miłość prawdziwa
są uszy które nie słyszą
są oczy które nie widzą

wolna wola zmienia stan skupienia
w postać przeznaczenia
patrzę wstecz ślady stóp
cóż za kręty szlak ale jestem już
żelazne zęby żrą drzewa
kamienna rzeźba do nieba
jak mityczna wieża
czemu ktoś z głodu umiera
gdy złote jabłka obieram
próbuję zrozumieć

odpalam zgasłe zapałki
wracam do walki

Tak wielu


Tak wielu bogów już dane było mi poznać
Nauka obracająca się na osi koła
Gdy dachy wieżowców zasłaniają blask słońca
Chodzę od drzwi do drzwi
Od okna do okna

Zdejmując kolejne powłoki
Docieram do wnętrza istoty
Czuję przypływ nieznanej mocy
Niespodziewany atak wiosny

Nocne niebo zachwyca mnie
Więc patrzę i uśmiecham się
Prawdziwe skarby choć martwe
Tętnią żywym blaskiem

W południe biegnę miastem
Słyszę człowiek zapija się na śmierć
Płaczę
Zaciskam mocno pięści
Czuję kolce róży dla której żyję

Okna


Kałuże
Okna na inne światy
Rozwarte na oścież

Źrenice
Powybijane szyby
Z czarnego szkła

Słowa
Wrota prowadzące do wnętrzności
Fundamenty rzeczywistości

Ręce moje
Dwaj spragnieni wędrowcy
Niosący ciężar kroków

Ręce twoje
Dwa lecznicze źródła
Oni zgromadzeni wokół

Poszedłem


Poszedłem do lasu
Zamieniłem się w porośnięty
Mchem pień
I tak wrosłem w ziemię
Tak oto trwam
Słuchając braci moich
Omszałych kamieni
I czuję że jestem na
Właściwym miejscu
Że nie jestem tu sam