czwartek, 27 września 2012

Żeglarz

"Wypłyń na głębię"
tak mówisz
do mnie spokojnym ale stanowczym głosem
takiej nauki nie można zlekceważyć
płynę więc po morzu za kompas mając jedynie
tamte słowa powiedziane nad jeziorem
ale gdzie bym nie dopłynął tam morze wydaje się być
niewystarczająco głębokie a woda niedostatecznie niezbadana.
żegluję więc na jeszcze większą głębię

ludzie...! usłyszcie mnie tutaj...! halo...! słyszycie mnie...?!
czy ktoś mnie słyszy .....???!!!

chodźcie...!! nie bójcie się...!!!

haaalooo!!! haaaloooo!!!
haaaa........

Pisane 7 lipca 2012 roku

Owoc wiśni....
Szkarłatna kula (w niej robak mieszka),
Inna od znanych : perły, ziemi, oka.
Przeglądam się w niej, niby w lustrze.
Widać tam setki rozsypanych cywilizacji, które ukształtowały tę kulę.
Zgodnie z pewną doktryną, moje spopielone kości pewnego dnia
mogą zostać wchłonięte przez korzeń drzewa i odrodzą się pod postacią owocu.
A teraz pytam Ciebie! Czy zamieszkujesz te rozmaite kształty : pioruna zdarzenia horyzontu
ziarenka źdźbła posągu
owocu wiśni?
Nie czekając na odpowiedź, całuję i zjadam tę szkarłatną kulę -
Jej zdrewniałe serce wpycham między grudy czarnej ziemi,
A sok owocu wiśni jednoznacznie daje do zrozumienia, że
Tak Smakuje Twoja Ślina...

Myśl(i)my

Mimo różnych powłok cielesnych, tzn. miejsc zamieszkania, mimo różnych dróg postępowania, tzn. czynów, wreszcie mimo różnorodnych kolorów : skóry, oczu, włosów, flag, emocji, słyszę zawsze to jednostajne, miarowe uderzenie, niby melodię graną przez starożytnego, siwobrodego pieśniarza, o błękitnym spojrzeniu dziecka. Jestem też lodową kulą, w której zawarto mieszaninę ognia, wody i krwi. Potrafię na strzępy rozerwać tępymi kłami analizy delikatne ciało motyla-wiersza, a z ruin zburzonej idei mogę wymurować solidny fundament kolejnej rewolucji. Jestem Myśl.

Stara historia

Ujrzałem rydwany
Nie zostałem :
zobaczyłem psa - w jego oczach rybi strach
pod palcami sierść na asfalcie stara śmierć
stara to historia na oczach ciemna folia
płoną świece dwie obok krzyża słychać kruka
śpiew
płoną gwiazdy dwie krzyż na drzazgi słychać ciemny
śmiech
grudka ziemi na deskę oczy na ścianie wydrapują czarną
kreskę

sobota, 22 września 2012

Lampa


w ziarnku piasku widzieć świat
w lustrze człowieka twarz
wojna symboli trwa
różne imiona ma
zbiera wielkie żniwo
w świecie równoległym
uwięziono miłość prawdziwa
są uszy które nie słyszą
są oczy które nie widzą

wolna wola zmienia stan skupienia
w postać przeznaczenia
patrzę wstecz ślady stóp
cóż za kręty szlak ale jestem już
żelazne zęby żrą drzewa
kamienna rzeźba do nieba
jak mityczna wieża
czemu ktoś z głodu umiera
gdy złote jabłka obieram
próbuję zrozumieć

odpalam zgasłe zapałki
wracam do walki

Tak wielu


Tak wielu bogów już dane było mi poznać
Nauka obracająca się na osi koła
Gdy dachy wieżowców zasłaniają blask słońca
Chodzę od drzwi do drzwi
Od okna do okna

Zdejmując kolejne powłoki
Docieram do wnętrza istoty
Czuję przypływ nieznanej mocy
Niespodziewany atak wiosny

Nocne niebo zachwyca mnie
Więc patrzę i uśmiecham się
Prawdziwe skarby choć martwe
Tętnią żywym blaskiem

W południe biegnę miastem
Słyszę człowiek zapija się na śmierć
Płaczę
Zaciskam mocno pięści
Czuję kolce róży dla której żyję

Okna


Kałuże
Okna na inne światy
Rozwarte na oścież

Źrenice
Powybijane szyby
Z czarnego szkła

Słowa
Wrota prowadzące do wnętrzności
Fundamenty rzeczywistości

Ręce moje
Dwaj spragnieni wędrowcy
Niosący ciężar kroków

Ręce twoje
Dwa lecznicze źródła
Oni zgromadzeni wokół

Poszedłem


Poszedłem do lasu
Zamieniłem się w porośnięty
Mchem pień
I tak wrosłem w ziemię
Tak oto trwam
Słuchając braci moich
Omszałych kamieni
I czuję że jestem na
Właściwym miejscu
Że nie jestem tu sam

Wczoraj


Wiesz
On do mnie przyszedł
Zaczął szeptać
I znowu przyszedł
I począł krzyczeć
Że chce sedna
I przerwał ciszę
Jak nożem jak brutal
I jeszcze do mnie rzecze
Że jestem przybity jak gwóźdź
Do nie tego co trzeba krzyża