niedziela, 30 marca 2014

odgłos rdzewienia

Odgłos rdzewienia
Rozłożysty dąb
Płomień
Przemienia w żołądź
Jakby rzucał białe płatki
Na zgliszcza
Starożytnych miast
Na dogasające
Ogniska gwiazd

Krzyk rozlewanej krwi jest nawozem Historii

wtorek, 25 marca 2014

następstwo czasu

jutro zrobi

e za dwa dn

i może za tydzie

ńe no w przyszły

m a w ogóle to może w...




Oho!

umarł


em

środa, 19 marca 2014

herzog

nie wyważam drzwi

mam klucz dzikich gęsi

otwieram wrota

jestem wewnątrz izdebki

przetapiam łańcuchy i miecze

na czyste srebro

przetapiam monety i posążki

na czyste złoto






wtorek, 18 marca 2014

Telegram



\j/ 
                        a-k       w      i      a      t
                fontanna                                                                   -Ó-
            tryskam
          z
     ziemi
   z
ziarna

[j]
     a-d     r     z     e     w     o
              modrzew                                                                    _Y_
                         słoje
                              układają
                                       się
                                          we
                                              wzorze

(j)
     a-p     r     o     m     i     e     ń
                        księżyc                                                               ____
                                    ja
                                       sność
                                              z
                                                 wy
                                                      cięży

poniedziałek, 17 marca 2014

wersy

sfora psów
kości słów

***

masz mózg i ręce
czego potrzeba więcej

***

kwiaty rumianku
wysypują się z wyznań augustyna

joy division - day of the lords

bas

oddech zdyszanego konia
ciągnącego wóz kości i żył

głos

napełnia żyły krwią
a kości szpikiem

gitara

łzy świętego kapiące na marmurową posadzkę
z witrażu zapomnianej kaplicy


perkusja

szelest nadrzecznych trzcin

przechadzam się wzdłuż
rzeki tej muzyki
wpatruję się w pomarszczone lustro wody
zmierzającej do oceanu

czwartek, 13 marca 2014

Cisza


w dotyku podobna
wiecznym śniegom na najwyższych
górskich szczytach

materia tak krucha jak substancja
chwili

jak zdziczały zwierz
gdy cię dostrzeże
ucieka powodując wielki hałas

Pieśniarzu


[][][][][][][][][][][][][]][][][]][][][][][][][][][]
[]..                                                                     |
[]..lśniące szable                                              |        
[]..roziskrzone trafiają w tarczę                   |                      
[]                                                                               | 
[]..                                                                          |
[]..ostre kosy                                                          |           
[]..wirują ścinając kłosy                                        |                 
[]                                                                                    |        
[]..                                                                                    | 
[]..bezdenne studnie                                                    |                   
[]..słońce czerpie blask w południe                       |
[][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][-]_____|                          
                                                           (_to nasze oczy.
                                                              _wrota ciała.
                                                                _zostaną zamknięte.
                                                                  _by ciemność panowała.
                                                                    _to twoje oczy.
                                                                      _strażniku najemny.
                                                                        _ujrzały blask.
                                                                          _z dna celi więziennej.
                                                                            _to twoje słowa.
                                                                              _niemy pieśniarzu.
                                                                                _otworzą wrota.
                                                                                  _i drogę wskażą.)----------------------------->

O


o
trzy
mam

o
trzymam
otrzymamją

o
czy
mam

oczy
mam

oczymamją

oczy mamią


Olimp przeciwko tobie...


…Hektorze
Taki los tobie Przeznaczony
On zaiste posiada władzę
Nawet nad Władyką Egidy
Ojcem ziemian i niebian

Nieskazitelny Hektorze
Bogom podobny
Zgubiła cię żadza sławy
Pomyliłeś Patrokla z kimś innym
Zdobyłeś zbroję Pelidy

Jednak bujnokędziorny
Najlepszy w pogoni
Rozlał twoją krew
nad brzegiem Xanta

Płacze Andromacha
Płacze twój syn
Milsze dla ciebie ich towarzystwo
Niż zgiełk wojennej kurzawy

Cny wojowniku
Mężu nad mężami
Lamentuje Hekabe
Priam ubolewa przepasany kirem
Całe miasto Ilion pogrążone w żałobie
Ani wino ani złoto ani polowania
Nie przesłonią pustki
Pasterz Trojan nie żyje

Los nie zna litości
Nieznane są jego drogi
Oto ciało najdzielniejszego wojownika
Rozszarpywane przez sępy
Oto ciało wspaniałego człowieka
Rozszarpywane przez psy

A Helios nieporuszony
Jakby nieświadomy i senny
W blasku złota
Lśni nad wodami Hellespontu
I Różanopalca śni Jutrzenka

Śni

O tym że bogom podobny Hektor
Jako pierwszy wychodzi jej na spotkanie
I pełen pasji skrzykuje swych braci do boju

I już przebudziła się Aurora
Aby ujrzeć duszę Hektora
Zstępującą do przybytków Aida
I nie tak strwożoną
Jak podczas pojedynku z Achillem

Bez zbroi

Bardzo spokojną

Ukradzione z Norwida


Krótka wymiana jeszcze krótszych monologów starszego pana
Z szatniarzem w zielonogórskiej bibliotece Norwida
(obok nich stoi młoda ładna skromna przysłuchuje się
Ja też obok ale szybko uciekam zaraz wiadomo czas nagli)

- No, jak tam, panie Władku? Kurtka, proszę.

- Dziękuję, panie Heniu. Tu pan ma numerek. Widzi pan, czytałem u Platona i Sokratesa, że człowiek żyje tylko z przyzwyczajenia. No, to na mnie pora już. Do widzenia panu!


Na ostatnie słowa


1.
Crowley powiedział że
Jest w zakłopotaniu
Bestia apokaliptyczna jest w zakłopotaniu
Drżał
Może ze strachu może z radości
Pomyślał o wolności

2.
Norwid poprosił żeby go lepiej przykryli
Może zwrócił się do innych dziadów
Z tego paryskiego przytułku
Żeby przykryli go połatanym kocem
Drżał
Z choroby zimna wycieńczenia
Ekscytacji
Ciekawości
Pomyślał o wolności

3.
Mistrz z Nazaretu
Zawołał donośnym głosem
Rozdzierającym niebiosa
Że oddaje w twoje ręce swego ducha
Ojcze
Wykonało się
Ofiara spełniona
Drżał w uniesieniu wolności
Pomyślał o Miłości

4.
Sam nie zastanawiam się
Co powiem kiedy nadejdzie
Czy zdążę cokolwiek powiedzieć

Ale

Jeśli okoliczności pozwolą

Będę śpiewał.
Będę śpiewał.

Jadam kwiaty akacji


Jadam kwiaty akacji
Chleb i woda to danie godne króla

Nadaję przekazy myśli z mózgu do mózgu

To naprzeciw ciebie
Na które patrzysz
Jak na pożar
Nie ugasisz go
Jest zbyt piękny
Patrzę się na ślimaka
Patrzę się na samolot
Obserwuję światło wypływające z róży
I ciemność bijącą z nicości
Prosty lud
Pracujący na powszedni chleb
Próbuje rozbić mrok ogromnej jaskini
Iskrą wykrzesaną z krzemienia

w innej głowie możesz istnieć tylko jako zespół wzorów

Słucham muzyki
Patrzę się na wyłączony telewizor
Dym unosi się
Ponad linię horyzontu
Wyznaczoną przez gałęzie akacji

Pod sklepem pijaczki omawiają swoje sprawy
Grypsują trochę jak więźniowie
Prorokują trochę jak aniołowie

Nad ich rozmowami przepływają chmury



***


Koszulka Michael Jackson king of pop

Wystawiona w sekund hend szop

To wszystko

Hop!

Epitafium


Staniemy się kurzem
Opadającym na posągi
Na rzeźby
Rzeźby chodźcie
Dotknijmy tego promienia
Będzie inaczej
 
Na dnie rzeki stoją posągi
Podobizny przodków
Zaznaj miłości mój bracie
I ty moja siostro
Nie zamień się w wapień



Spotkanie z przechodniem w XXI wieku


Bili go do krwi chociaż nie zawinił niczym
Tak przynajmniej twierdził
Wierzę mu…
Swoimi słowami przemawiał jakby był
Przedstawicielem pewnej odrębnej grupy
Społecznej lub nawet narodu
Jakby całe cierpienie świata
Zogniskowało się w jego istocie
„bili mnie do krwi jak psa
czy tobie przeszkadza że idę obok po ulicy?”
niech pan idzie do domu i wypocznie
„ja nie mam domu mój dom jest o tam na górze w niebie
gdzie są ptaki i gwiazdy
bili mnie do krwi
jak psa!”


Mgła i Woda





I - Mgła

Mgła prześlizguje się pod mostem
Porośniętym siecią pajęczyn
Jedynym świadkiem tego widowiska
Jest samotna gwiazda  bez gwiazdozbioru
Błyskająca w bezmiarze przestrzeni kosmicznej
Przemyka się pomiędzy nićmi
Struktury pajęczej
Dzieła geniuszu architektonicznego

Aspekt fizyczny człowieka
Drąży jego wymiar duchowy
Jak młot pneumatyczny 

Przebija beton

Dźwięk dzwonu niszczy ciszę

Buldożer ciała kruszy mur duszy

Mgła pełznie pod mostem oplata pustą przestrzeń
Pomiędzy mostem a powierzchnią rzeki
Obracają się jak koła zębate maszyny
Spleceni jak kochankowie: mgła i pusta przestrzeń

W gorączkowych objęciach całują się z zatrzaśniętymi oczyma
Widzą więcej niż gdy obserwuje się lot orła nad lasem
Lub żebrzącą staruszkę

I widzą jaśniej niż gdy wpatrujesz się w słońce
Aż do oślepienia

Flaga która nie zaznała podmuchu wiatru
Kwiat który chciał zostać skałą
Tak niewiele czasu nam zostało
Czasu wciąż za mało

Ogień który miał tylko ogrzewać – spalił
Ogień który miał płonąć wiecznie – wypalił się

Wszystko co pozostało
Gęste kłęby tytoniu

Mgła pełznie po rzece
Skrada się jak szczur po szkielecie

Językiem mgły jest cisza

II - Woda

Nie mogę znieść 
Milczącej bieli kwiatów przedwiośnia

Pociąg wiezie tysiące masek
Wiatr gwiżdże na krawędzi rozbitej butelki

Oczy tlą się jeszcze nie zgasły
Szukam jakiejś Ostatecznej Prawdy

Uderz kijem w skałę mojego serca

Moje dekady skaczą jak krwiożercze pchły
Rozmnażające się na brzegu futra Odźwiernego

I wtedy

Woda tryska 

I wtedy

Nie ma Niczego

7 rano


Zielona Góra
ulica sulechowska
obdarte kamienice
mijamy się w ogromnym pośpiechu
nawet nie spoglądając sobie w oczy
każdy w swoją stronę

Robota


Wiozą cię jak węgiel zielonym wagonem
Wąsaci panowie w uniformach
Żeby zasilić płuca korporacji
Która oddycha czarnym dymem spalonych marzeń

(w)

stań

!

w świetle błysku ostrza noża
biegnij za stadem saren
nie wytrzyma obroża
MOŻE BYĆ INACZEJ

EpItAfIUm dLa ImPeRiUm


nasze imperium jest coraz większe
czasy wspanialsze niż kiedykolwiek
i więcej trupów…
i kobiety piękniejsze…

Odrzański spleen


spiszę teraz to wszystko
(a zaiste niewiele rzeczy mnie wkurwia ale na pewno hipokryzja chrześcijan ich głęboki sen zamiast stanu czuwania także pretensje ateistów myślących że odkryli prawdę sami są przecież uwarunkowani gdyż ateizm zakłada reakcję potrzebują boga żeby ich idee miały sens zwalczają więc przyczynę swego bytu są po trosze samobójcami wkurwia mnie jeszcze parę innych rzeczy mój konformizm i tymczasowy brak sprzeciwu i to że jesteś ode mnie lepszy wkurwia mnie tłusta świnia w krawacie wykorzystująca kobiety i dzieci a na plakatach obiecuje że dba o dobro i bezpieczeństwo pracownika wkurwia mnie to że nie można się zgubić że wiem wciąż za mało i nienawidzę cię pastwiący się nad słabszym tyranie i powieszę cię jeszcze zanim słońce wstanie)
wyciekającą gorycz
w umierającym państwie
będziemy świętować rocznice
odzyskania niepodległości
i wielkie bitwy popijając niemieckie piwo
przygryzając wurst i bredząc brednie
ta polska to wcześniak martwy płód
wyskrobali go
telewizja próbuje zrobić z nas połykaczy gówna
niektórzy już się nimi stali
nie czytajcie jakichś zbuk
owskich
zrobią wam zbuka z głowy („czarnoleskiej rzeczy tu trzeba”)
wciskają w was swoje kompleksy
a wy bez mrugnięcia okiem łykacie to jak wyborny pasztet
i ta mała chora na padaczkę
jest szczęśliwsza niż wy wszyscy filozofowie i artyści
razem wzięci
upośledzona i szczęśliwa takie jej tao
a ty co

śnieg stopniał zima przeszła masz większego doła
gdyby nie niemcy nie wygralibyśmy wojny
próbuję zasłonić pustkę
ostatecznie jesteśmy tylko my i pustka
próbuję ją zatkać sztuką pisaniem muzyką miłością i tak dalej

teraz istnieje pięć wymiarów
ziemski tu nurzamy się w brudzie
jest to ziemia
później zstępujemy do piekła
gdzie oczyszcza nas ogień
a w czyśćcu gaszą ten ogień wodą
i jeszcze czystszymi nas czynią
następnie
w niebie osuszają nas powietrzem
i stamtąd
podążamy w miejsce jeszcze większe
którego nie umiem nawet sobie wyobrazić ani pojąć
a co dopiero opisać (to jest chyba ta kraina poza dobrem i złem)

o gdzie jesteś matko tego świata
znamy ojca tego świata gdzie jest matka
matko zamień ludzi
w ślimaki
zamień mnie w starca
będę rozmawiał z rzeką i karmił ślimaki szczawiem to już wszystko

Akwatyki


1.

Jadę nad morze po wiersz
Umówiłem się z Bałtykiem że dostarczy mi piasku soli fal i słońca
Abym z tych kruszców mógł przeprowadzić syntezę poetycką
W procesie której wytwarzana jest substancja wiersza



2.

Córka człowieka napotkanego w pociągu
Pracownika miejskiego centrum sportowego w Zielonej Górze
Gra na gitarze i ma głos jak dzwon Zygmunta
Jej ojciec pije sobie beczkowe mocne pils
Jakby to było whiskey&ice
Mętnym spojrzeniem oznajmia mi że jest gotów do rozmowy
„Czemu ten pociąg się wlecze?”
Wyrzuca pusta puszkę przez okno – czy to płonący anioł wyfrunął z pociągu?
Wysiada w Będowie
Drapiąc się po głowie

3.

Dziewczynka idzie po chodniku w nadmorskiej miejscowości
Pyta starszego brata ile razy powiedział w życiu „tak”
Odpowiada że nie wie

4.

Aniołowie zrzucają do Bałtyku słońce
Rozgrzaną do czerwoności kulę
Bałtyk oddycha spokojnie
Bałtyk oddycha wściekle jakby się dławił
Hipnotyczny dźwięk oddechu sędziwego Bałtyku


5.

Na dnie morza czystego jak spojrzenie dziecka
Urodziła się muszla

Dziecko słucha pieśni muszli
Wierząc że zaklęto w niej śpiew morza

Odpływ odsłania szczątki martwych roślin
To my – dorośli

z pamiętnika

Ach! Gdzież są te czasy dobrobytu...?!
Czasy, kiedy te wspaniałe istoty były godne nazywania ich:
Ludzkością...?
A teraz...
Tylko ciała z oczyma...
ciała...
z...
Oczyma...
O pustym wzroku...
Jak sądzisz, Synu Mój!


Cóż należałoby uczynić?

„ogień pokornieje wobec oblicza wody
a jednak jego siła wzrasta
gdy wiatr rozczesuje mu włosy

podmuchy wiatru układają ocean
i złote łany zbóż
tak jak matka gdy tuli dziecko do snu”


ześlij stado sępów na nasze gnijące dusze
straciliśmy kontakt z Tajemnicą Istnienia
koszmar urzeczywistnia się
mechanizacja społeczeństwa postępuje
ludzie cierpią na nudę życia
a w szczególności młode pokolenie
urodzone już w czasach tzw. Wolnej polski

ześlij sforę psów i watahy wygłodniałych wilków
rzuć im na pożarcie nasze przegniłe dusze
i rozerwij krępujące nas łańcuchy

ześlij wolność

Kolory rozkładu


w porze rozkładu
      drzewa szepcą i drżą
        liście wirują na wietrze jak nuty symfonii
          w rytm uderzeń skrzydeł setek czarnych wron
            przyniosłem tobie garść pożółkłych płatków róży
                                                                                        róż
                                                                                      ró
                                                                                    r
                                                               [ślady kolców mam na dłoni]
                                                  dlatego nie mów mi o jesieni przecież to oczywiste
                                                      że w kolorach rozkładu bogactwo drzemie niezmierzone
                                                        tak jak w myśli że śmierć może być cudem tajemnym wyzwoleniem

                                                                                                                   lub po prostu marnym końcem

Vivaldi

świece płoną na drzewach!
Festiwal świetlnych miraży!
Iluminacje!

Kobiety piękne jak sarny!
Jak płonące jasne świece!

Dziwniejsze od chmur
płynących po rzece!

Poczwórny cykl przemian
odzwierciedlenie biegu historii
4 pory roku metaforą ludzkich losów (naszych zmagań z Tajemnicą Bytu)

skrzypce mistrza rodzą przedziwne wszechświaty
rozpalają nieznany ogień, nowy rodzaj ognia
który buduje

*

kiedy twoje skrzypce przestały śpiewać
stało się to dla mnie jasne i niedosiężne jak spojrzenie prawdy

że cisza ma także przerażające oblicze
jej wzrok wywołuje trwogę
jest w pewnym sensie jak kobieta
piękna – gdy spokojna
przerażająca – kiedy wpadnie w gniew

chłód cegieł biel farby na ścianie
i szum industrialnego monstrum (gdzieś w oddali)
grasującego w lasach
pożerającego rzeki

przyjaciele...
przyjdźcie przybądźcie
przejdźmy przez wrota
do wnętrza przybytku
gdzie czasoprzestrzeń i jaźń
wirują między kolumnami komnat
jak oderwane skrzydła owadów

wsiąkniemy w ziemię jak krew wojownika
przenikniemy do korzeni roślin i chwastów
i tak zakwitniemy
w odległej epoce
bielą przedwiośnia kwiatów

Kafkaesk


czekają już na ciebie
dwie zgarbione postaci odziane w czerń
jedna z nich trzyma klucz z twoim imieniem
wygrawerowanym na nim
a druga sporządza dokument
przypatrują się tobie w milczeniu
poważnie
niecierpliwią się
czekając kiedy zaśniesz

fiery leaves

fiery leaves
eternal bliss
autumn leaves
perennial heaves
detoxicate your body
cut the wrist
don't be so fast
relish the mist
never it begins
never it ends
there's no end
come
i won't give you my hand

mózgi

mózgi jak zimne kamienie
obmywane gorącym
strumieniem krwi
są po prostu piękne
jak gwiazdozbiory
tonące w oceanie
serca
a samotna gwiazda
tląca się
na powierzchni kałuży
jak niedopałek w palcach włóczęgi
jest po prostu cudowną
tęczą samotnej nocy
lilią pustyni
i wizją płonącego proroka
śpiewającego
o tym że
ludzkość jest jak róża
w ustach
pijanego tancerza

I dig You, Grzegorz!

grzeczny grzegorz
grzesznie grzechocze
grzebiąc w grząskich grzędach
rzuca grzegorz węgorza gżegżółce

grzmi grzegorz
brzegi przemierza
żnie żyto
pożogę przebieża

brzęczy brzoskwinia
w brzuchu papieża

bażant w bezmiarze przestrzennym
wrzeciono w pożarze brzemiennym
cmentarzem
talerz pobrzmiewa w korytarzu wieży

grzegorz gorzałki żłopie żołądkowej
że róże przeżarte żarem przemijania
żonkil przekwitły w przydrożnych przebłysnął
krzakach
grzegorz przeszedł przez drzwi

i gorzko zapłakał

Ścieżka mądrości


na mapie wytyczył
drogę
ścieżkę mądrości
pełną trudów i wyrzeczeń

gdy dotarł do celu

okazało się że droga mądrości
doprowadziła go na skraj
głębokiej przepaści

na dnie
przetaczają się kłęby dymu
tumany kurzu

pośród kłębów kurzu i dymu
zataczają koła ptaki

kruki wrony sępy
orzeł i sokół
jaskółka
i feniks

po drugiej stronie przepaści
pałac głupoty

zbudowali go ze szkła
diamentów i pyłu

drzewo poznania
majaczy poza szklanymi
murami
pałacu głupoty
gdzieś w oddali

gdzieś w niezbadanej dali

Sarna


złota sarna biega pośród drzew
podnoszę łuk
napinam cięciwę
tropiony zwierz
nie daje się schwytać

mięso przyrządzone nad ogniskiem
najwyborniejsza potrawa
tak słyszałem w
słowach pieśni

wspomnienie tych słów
podsyca moją wyobraźnię
choć nie pamiętam ich dokładnie
i snuję plany

zabicia złotej sarny
na razie tylko
niewyraźne ślady
odbite w błocie

A Poem for Old Bull Lee

world language no something
the meant in strange
Union is the one
Africa. has fore- our
weeks Christmas fren- ing
celebration biting extraordi- inwardly
in plete are lated
doing? around to in
overpower- less supris- al
sits Then pre- visions
and things an are
to see of got
have him adverse ster
gap miserable filled thawed
chil- feel of by
the Tiny false The
sentimental- Scrooge television. new
this long-buried Christmas love
Heath which their his
the and their the
tunelessly formed Bells, mas
supermarkets ure music Tiny
this and cor-ing
plastic family every party
in The of story
com- be clothes that
Christmas chology trium -an
splen- mentally brimming tunnel
overflowing cannot the other
eyes over-commercial others face
and can it the
alive

Panie McGuire


1

On panu wybaczy panie mcguire
na mocy Prawa Chrystusowego
i ta murzynka też – tak jak jej rodzina
oni wezmą pana za ręce

                                                                                                ronię łzy nad pana losem

synowie ludzi skazali pana
na wygnanie z tego żywota
na śmierć
sądząc pana na mocy prawa hammurabiego

2

czy może pan określić
jak smakuje mieszanka
midazolamu i hydromorfu?

a jak smakuje pot gwałconej
ciężarnej kobiety?
jakiego koloru są jej włosy?

panie mcguire

mówi pan że spotkamy się w niebie
my i wszyscy sędziowie
i kaci
i poeci
i dzieci

spotkamy się w niebie
panie mcguire

Werter Współczesny, czyli jak sobie radzić


Lotta!

chcę Ci coś wyznać...

po prostu spierdalaj!

jesteś zbyt „tania”...

przemyślałem sobie to wszystko

i idę na dziwki

(może uratuję którą?)

ciebie nie mogę

(będę grał dla dziwki na cytrze)

(będę pisał wiersze o pięknych opalizujących oczach dziwki)

będę się wpatrywał w jej źrenice

w których czai się milion galaktyk

i tak będę myślał o tobie:

sama sobie strzel w łeb

ja chcę żyć

kocham

4 róże


bar otwarty jak grób
to jest wszędzie to jest tu
przekrwione wyłupiaste oczy
wtaczają się przez próg
to jest wszędzie to jest tu
oczy nie widziały światła latarni
bar jest otwarty
to jest tu
alkoholem rany opatrzone
zgniłe marzenia plany rozjątrzone
to jest wszędzie to jest tu
to jest wszędzie to jest tu

Glad Day


***
obraz Williama Blake'a – Glad Day

ukazał się
świetlisty chłopiec
rozrzucał lilie
rozrzucał róże
i śpiew jaskółki
i pył słoneczny
złote ampułki

pocałował mnie w usta
poczułem przypływ gorąca
i podmuch wiatru gdy
zniknął we wnętrzu słońca

Gwiazdozbiór psa

poszczuj go psem
poczujesz
że rzeczywistość
(to przecież oczywistość)
to nie sen

zgaś tą iskrę
roznieć ogień
wyłupmy im oczy
nie będą widzieli
chodzimy po wodzie

blask gwiazd
układa się automatycznie
w pradawne wzory
tej nocy możemy zniszczyć to miasto

albo

dokonać rytualnego
oczyszczenia ciała z krwi

albo

zmieszajmy nasze krwi
w glinianym naczyniu
moją i twoją
hipnotyzujący dźwięk cytry
i blask świec
przemierzam wnętrza drzew
od korzeni do liścia
rozbijmy się jak morskie fale
o skały serca

lub

milczmy
jak zapomniany grób
w ktorym spoczęło ciało
najlepszego człowieka