przypalasz mnie ogniem tak gorącym że tracę nadzieję i wiarę
wtedy zaglądam do wnętrza butelek
i rozrywam serca pradawnych ziaren
wyciskam z nich czerwony atrament
ziarna mają jedno wspólne wnętrze i jeden cel
gromadzą się pod jednym niebem i obserwują
biel splątanych chmur
dźwigają wspólne brzemię rozpłodu
ciężar świadomości bycia przyczyną rozkładu
rozrzucone zasiedlają niebosiężne szczyty gór
strząśnięte z korzenia pradawnego drzewa
ręką sędziwego wiatru który morskie fale jak włosy układa
na opróżnionych butelkach melodię wygrywa
rozbijając słone fale u podnóży skalistego wybrzeża
wypijasz mnie jak butlę najlepszego wina
czuję dziwne obce ciepło
pusty w twoich rękach jak wyschnięty ocean
no dalej jeśli chcesz rozbij to szkło
niechaj na poszarapanych krawędziach
w i a t r
b e z t r o s k o
ś p i e w a
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz