wtorek, 2 maja 2017

wielki piątek

mieszkańcy prochu
zaskoczeni hukiem
nacierających promieni
przesłonili niebo
kamienną tablicą

a był wśród nich
buntownik

nocą
zakradał się
do izb pogrążonych we śnie
i szeptał im

rozbijemy kamienną tablicę
i otworzymy światło
zaczną dziać się cuda

lecz oni nie słuchali

i pewnego ranka
opętani kamiennym szałem

schwytali buntownika
zasypali go skałami

i ułożyli się do snu
pod niebem zakrytym
kamienną tablicą

nocą zaskoczył ich huk

góry zaczęły skakać
promienie zaczęły zwalać się im na głowy
i pogrzebały ich przerażone oblicza

a buntownik podźwignął się z pyłu
i zaczął krzyczeć tak że jego słowa
wbijały się jak ostrza mieczy
w przerażoną twarz horyzontu




piątek, 28 kwietnia 2017


Siedzę w pociągu
Jak w ruchomym konfesjonale
W którym za spowiednika mam zamazane odbicie twarzy


Płyną mozaiki krajobrazu


W strzępach słów odnajdują się myśli i uczynki


Przyszłe i przeszłe


Bruzdy ziemi czekają aż skowronki uczynią je płodnymi


Stada saren wygrzewają się w słońcu

czwartek, 6 kwietnia 2017

motherless child

przepaść w którą runę
w górę

godziny drżą w promieniach słońca
bruzdy dnia rozsypane po oświetlonej drodze

wiatr odbił się od gałązki
słychać rżenie koni i poszum strumienia

chwile uginają się pod ciężarem krwi
szybującego ciała


*

im dalej w ten dryf
tym wody wokół ciemniejsze

a blask nad nimi jaśnieje
zasłaniając lądy

tu nie trzeba nawigacji
głos gołębicy jest

przepaścią w którą runę
w górę




czwartek, 16 marca 2017

przedmioty

milczycie przedmioty
czy cicho się śmiejecie gdy odwracam głowę

zbitki atomów w które ruch palców tchnie
dech życia

nadając świadomość niemalże zwierzęcą
a może i ponadludzką

powiedzcie
jak uzyskać wasze niewzruszenie
i tę zatrważającą
zgodę na bieg wydarzeń

jeansy

patrzę przez okno

to nie są czasy dokonywania wielkich czynów

prasuję niebieskie jeansy

gdybyś urodził się w tym wieku
lud nagrałby filmik twojej męki
i wrzucił na youtube

chłopiec przeprowadził babcię
na drugą stronę ulicy styks

twój wielki czyn zmieni wszechświat
czyli ciebie

i będziesz mógł nazwać się świętym
jakiegoś nowego rodzaju

o ku*wa!
przypaliłem niebieskie jeansy!

sobota, 11 marca 2017

pchły

nie mogę znieść 
milczącej bieli kwiatów przedwiośnia

pociąg wiezie wagony masek
wiatr świszczy na szkle rozbitej butelki


moje dekady skaczą jak krwiożercze pchły
rozmnażające się w futrze odźwiernego


wpija się we mnie ciemnymi ślepiami
nocne niebo dno morza usiane gwiazdami

ekstaza poranku


podocean snu wyrzuca świadomości

na piaszczysty brzeg rzeczywistości



ziarna piasku nieograniczone formą klepsydry

pękają nasiona róż

i płatkami rozpychają powietrze


wiatr nawleka świadomości
w kroplach rosy na pajęcze sieci

rozpraszają się promienie reflektorów

gaśnie płomień świecy