przepaść w którą runę
w górę
godziny drżą w promieniach słońca
bruzdy dnia rozsypane po oświetlonej drodze
wiatr odbił się od gałązki
słychać rżenie koni i poszum strumienia
chwile uginają się pod ciężarem krwi
szybującego ciała
*
im dalej w ten dryf
tym wody wokół ciemniejsze
a blask nad nimi jaśnieje
zasłaniając lądy
tu nie trzeba nawigacji
głos gołębicy jest
przepaścią w którą runę
w górę
czwartek, 6 kwietnia 2017
czwartek, 16 marca 2017
przedmioty
milczycie przedmioty
czy cicho się śmiejecie gdy odwracam głowę
zbitki atomów w które ruch palców tchnie
dech życia
nadając świadomość niemalże zwierzęcą
a może i ponadludzką
powiedzcie
jak uzyskać wasze niewzruszenie
i tę zatrważającą
zgodę na bieg wydarzeń
czy cicho się śmiejecie gdy odwracam głowę
zbitki atomów w które ruch palców tchnie
dech życia
nadając świadomość niemalże zwierzęcą
a może i ponadludzką
powiedzcie
jak uzyskać wasze niewzruszenie
i tę zatrważającą
zgodę na bieg wydarzeń
jeansy
patrzę przez okno
to nie są czasy dokonywania wielkich czynów
prasuję niebieskie jeansy
gdybyś urodził się w tym wieku
lud nagrałby filmik twojej męki
i wrzucił na youtube
chłopiec przeprowadził babcię
na drugą stronę ulicy styks
twój wielki czyn zmieni wszechświat
czyli ciebie
i będziesz mógł nazwać się świętym
jakiegoś nowego rodzaju
o ku*wa!
przypaliłem niebieskie jeansy!
to nie są czasy dokonywania wielkich czynów
prasuję niebieskie jeansy
gdybyś urodził się w tym wieku
lud nagrałby filmik twojej męki
i wrzucił na youtube
chłopiec przeprowadził babcię
na drugą stronę ulicy styks
twój wielki czyn zmieni wszechświat
czyli ciebie
i będziesz mógł nazwać się świętym
jakiegoś nowego rodzaju
o ku*wa!
przypaliłem niebieskie jeansy!
sobota, 11 marca 2017
pchły
nie mogę znieść
milczącej bieli kwiatów przedwiośnia
pociąg wiezie wagony masek
wiatr świszczy na szkle rozbitej butelki
moje dekady skaczą jak krwiożercze pchły
rozmnażające się w futrze odźwiernego
wpija się we mnie
ciemnymi ślepiami
nocne niebo dno morza
usiane gwiazdami
ekstaza poranku
podocean
snu wyrzuca świadomości
na
piaszczysty brzeg rzeczywistości
ziarna
piasku nieograniczone formą klepsydry
pękają
nasiona róż
i
płatkami rozpychają powietrze
wiatr nawleka świadomości
w kroplach rosy na pajęcze sieci
rozpraszają się promienie reflektorów
gaśnie płomień świecy
psalm
graj na wróblu wietrze jak na okarynie
ciemna tajemnico wiśni
lśnij zwierciadło na gałęzi drzewa
bezdennie głębokiej rzeczywistości
biegnę przez ten
krajobraz
zrywam kwiaty akacji
śpiewając wiosenne pieśni
z ustami pełnymi porzeczek
bądź pochwalony
strumieniu
wznoszący świtsobota, 4 lutego 2017
wiatr owija się wokół mojej twarzy
jak pnącze wokół drzewa
dotyka moich włosów
promieniami słońca
całuje moje powieki
pustymi przestrzeniami katedr
we wnętrznościach ludzkiej historii
rzeźby
mozaiki
skruszone mury
bramy tryumfalne
fontanny
są takie oczy które są otwarte od tysięcy lat
i tron z kości słoniowej
ilu musiało zostać zabitych
żeby podeprzeć delikatne łokcie cesarza lub biskupa
snują się rzeźby
wykute z ciała i krwi
tysiące kolorowych uchodźców
sprzedaje kolorowe parasole
tysiące kolorowych uciekinierów
do których już chyba tylko statuy greckich bóstw wyciągają swe
popękane ręce
Subskrybuj:
Posty (Atom)