środa, 10 czerwca 2015

ksiądz


Czarnoskóry ksiądz
w autobusie relacji Palermo-Rzym

Chrystus Pantera
wyskakuje z jego
kwiecistych oczu

pożera nasze grzechy
jak stare antylopy

dłonie i świece


dłonie Matki Boskiej
promieniują łagodnym blaskiem
porannej zorzy

czasami wydawałoby się że
układa je dwuznacznie
tak jakby chciała dotknąć świata

prawdopodobnie
to tylko ręce malarza
układają dłonie Matki w ten sposób

te dłonie
przeznaczono jednak
do innych celów

mają opatrywać poparzone palce
tych którzy swego czasu
naprawdę dotknęli
żarzących się kości świata

teraz
palce zlepione
woskiem świec

*

patrzę na swoje dłonie
jedna
promienna i gładka
jak Matki Boskiej

druga
pożółkła
niezdrowa
brud pod paznokciami
dłoń złodzieja

splatając swe dłonie
przykładam je do ust
 
obserwuję płomień świecy

nieruchomy 

 

Romantyczność

Jak Adam gdy raj utracił,
wyszedłem cały mokry z twego łoża.
A pływałem w twej skórze skąpany
jak perła na dnie czerwonego morza.

We włosach pływałem płomiennych jesienią,
i w oczach, gorejących jak w ciemności ogień.
W dłoniach ujrzałem kwitnącą dolinę,
w ustach znalazłem beztroską melodię.

Jesteś nowo otwartą księgą,
Której nauki pragnę zgłębiać bez końca,
I winem mych warg spieczonych,
Sercem gołębia ukrytym we wnętrzu słońca.

Te słodkie rojenia...zmniejszają dystans
Pomiędzy nami. Przechadzam się po nich
Jak po babim lecie motyl - z ołowianymi skrzydłami.

pryzmat

             a  r  u s z a l n                                        b   y  t                                    
          n     (zaćmienie)                                           n
  n   e      (mów do mnie)             b                       l
   i             (oddycham)                   y                 a
n   e           (biegnąc)                        t            z
     n                (czas)                      y           s
       a   (wielki koncert na niebie)b          u
         r          (pieniądze)             y         r
           u        (my i oni)             n        a
             s       (kolor)              l   i    n
               z                             a      e
                    (uszkodzenie mózgu)

          przygnieciony ciężarem atomu
          scalam barwy w jedną wiązkę
    nigdy nie byłem bliżej progu mego domu
      powracają ptaki by przywitać wiosnę

witraż

drzewo śmierci - zgniły owoc,

mały robak drąży wnętrze.

brzegiem morza martwa ryba

płynie, żywiąc się powietrzem.

 
zblakły witraż załamuje 

promień światła wieczornego.

w gruzach ściany mej świątyni 

rozkruszonej dnia ósmego.



dym kadzideł już wywietrzał,

a srebro kruszy się jak rdza.

gdzieś na dnie więziennej celi,

pod mysią łapką - wyschła łza.



 

Ty napełniasz moje kości!

głębią morza najczystszego!

Ty napełniasz moje żyły!

żarem ognia przedwiecznego! 

Żarem Ognia Przedwiecznego!



piątek, 16 stycznia 2015

***

“The very stone one kicks with one's boot
 will outlast Shakespeare.”




jestem kamieniem
wbitym w dno rzeki

(ktoś kopnął mnie
idąc na ryby)


tutaj, na dnie
woda jest najczystsza

prochy moich ojców
tworzą górskie szczyty

gwiezdny popiół opada
na taflę rzeki

trwam wbity w dno
przepływają wieki

wtorek, 6 stycznia 2015

balans

doszedłem do granic miasta
patrzę na tablicę z nazwą miejsca
w którym toczy się egzystencja
jak piana z pyska wściekłego psa

doszedłem do granic miasta
i patrzę na tablicę z nazwą tego miejsca
jak na wyrok
jak na orzeczenie sądu najwyższej instancji

i nie wierzę własnym oczom

świadomość balansuje na granicy
jawy i snu
pokutować od dnia narodzin
zbliżając się do absolutu?
no tak kolejny dzień kolejny krok
czy podróż cielesna wyzwoli duszę
z żelaznych okowów rozumu?

wokół gęstwa ciemnego lasu
pająki snują swoje galaktyki na gałęziach
ten moment
słyszysz jak wiatr w kominie śpiewa
lacriomsę
i widzisz źrenicę słońca
zza rzęs drzewa
zamiast gońca na skos idzie wieża

wola najwyższego objawia się czasem
gdy jesteś w paszczy krwiożerczego zwierza

zstępuję

w oddali zakręt drogi
jeden tylko mam promyk
jak pióro źdźbło miecz

pętla zaciska się
tnę
idę idę
słucham słucham
i lgnę bezustannie lgnę

klucz dzikich kaczek
otworzy drzwi