włączam tryb samolotowy
wbijamy się w mgławicę
przez powierzchnię tej tafli
widać drżenie planet
palcami gnę ich orbity
by bliżej ciebie się znaleźć
piątek, 9 czerwca 2017
środa, 31 maja 2017
maść
opona wciera ciało zwierza w jezdnię
jak maść w skórę
kiedyś mnie wetrą w glebę dłonie
deszcz i wiatr
a wieko wyda jęk
i zakwitnie sad
wyparuję gdzieś w górę
w biel i blask
ciągnąc złotej nitki szpulę
pocałuję brzask
jak maść w skórę
kiedyś mnie wetrą w glebę dłonie
deszcz i wiatr
a wieko wyda jęk
i zakwitnie sad
wyparuję gdzieś w górę
w biel i blask
ciągnąc złotej nitki szpulę
pocałuję brzask
wtorek, 16 maja 2017
ramię żurawia
Pyłki oblepiają odbicie mojej gęby w porannej kałuży.
Zdarzenia aktu zawsze inne i słowa inne.
Akt jednak wciąż ten sam.
Dzisiaj, dla przykładu, rzędu bloków układają się w kaniony lub doliny.
Od ich ścian odbijają się echa spojrzeń.
Na trawnikach rozsypane garści wróbli i wron.
Kwitną bzy witając osiedlowe kleopatry i ich faraonów.
Ramię żurawia jak linijka odmierza długość połaci nieba.
Ta chmura ma długość jednej czwartej przęsła.
A dach tego bloku trzy i pół przęsła.
Tętent kopyt. Nadjechał rydwan.
Ramię żurawia skrzypnęło płosząc przesiadujące na nim gołębie.
Zdarzenia aktu zawsze inne i słowa inne.
Akt jednak wciąż ten sam.
Dzisiaj, dla przykładu, rzędu bloków układają się w kaniony lub doliny.
Od ich ścian odbijają się echa spojrzeń.
Na trawnikach rozsypane garści wróbli i wron.
Kwitną bzy witając osiedlowe kleopatry i ich faraonów.
Ramię żurawia jak linijka odmierza długość połaci nieba.
Ta chmura ma długość jednej czwartej przęsła.
A dach tego bloku trzy i pół przęsła.
Tętent kopyt. Nadjechał rydwan.
Ramię żurawia skrzypnęło płosząc przesiadujące na nim gołębie.
czwartek, 11 maja 2017
marzenia
Wieczorem spojrzałem na drzwi wejściowe do naszego domu.
Oko Judasza łypało w ciemności.
Oświetlone było z zewnątrz światłem klatki schodowej.
Oko Judasza jaśniało. W kosmicznym tunelu korytarza
utworzyło gwiezdną szczelinę.
Zawsze miałem dwa marzenia.
Jednym z nich było
zrozumieć znaczenie powiedzenia
"światełko w tunelu".
Drugim z nich było zrozumienie
opowieści o platońskiej jaskini.
Moje marzenia oto stały się
Rzeczywistością.
Zasnąłem spełniony.
Rano, odurzony jeszcze sukcesem wczorajszego
dnia, wstałem. Pewien szczegół zmącił
mój spokój. Na niewzruszoną dotąd
biel firanek wtargnął czarny punkt.
Z dali pokoju wyglądał jak orzeł bielik
szybujący na tle chmur.
Podszedłem bliżej. Okazało się, że na zasłonie
przysiadła sobie wielka, tłusta jak smoła i czarna
jak asfalt mucha. Nie drgnęła. Chyba zmarła tej nocy.
Aha, więc to między innymi w ten sposób
"nieżywa mucha zepsuje naczynie wonnego olejku".
Ciało owada przybrało kształt dziurki od klucza
i na tle białej firany,
utworzyło czarny przepaścisty szeol.
Zawsze miałem jeszcze trzecie skrywane marzenie.
Polecieć w kosmos...
Odwróciłem wzrok i zdyszany wbiegłem w przestrzeń korytarza.
Oko Judasza lśniło w ciemności.
I w kontekście wczorajszego zajścia u drzwi,
spełniło się także moje trzecie, skrywane marzenie.
Oko Judasza łypało w ciemności.
Oświetlone było z zewnątrz światłem klatki schodowej.
Oko Judasza jaśniało. W kosmicznym tunelu korytarza
utworzyło gwiezdną szczelinę.
Zawsze miałem dwa marzenia.
Jednym z nich było
zrozumieć znaczenie powiedzenia
"światełko w tunelu".
Drugim z nich było zrozumienie
opowieści o platońskiej jaskini.
Moje marzenia oto stały się
Rzeczywistością.
Zasnąłem spełniony.
Rano, odurzony jeszcze sukcesem wczorajszego
dnia, wstałem. Pewien szczegół zmącił
mój spokój. Na niewzruszoną dotąd
biel firanek wtargnął czarny punkt.
Z dali pokoju wyglądał jak orzeł bielik
szybujący na tle chmur.
Podszedłem bliżej. Okazało się, że na zasłonie
przysiadła sobie wielka, tłusta jak smoła i czarna
jak asfalt mucha. Nie drgnęła. Chyba zmarła tej nocy.
Aha, więc to między innymi w ten sposób
"nieżywa mucha zepsuje naczynie wonnego olejku".
Ciało owada przybrało kształt dziurki od klucza
i na tle białej firany,
utworzyło czarny przepaścisty szeol.
Zawsze miałem jeszcze trzecie skrywane marzenie.
Polecieć w kosmos...
Odwróciłem wzrok i zdyszany wbiegłem w przestrzeń korytarza.
Oko Judasza lśniło w ciemności.
I w kontekście wczorajszego zajścia u drzwi,
spełniło się także moje trzecie, skrywane marzenie.
Zawisły w spadaniu
Wczoraj poszedłem spać o tej samej porze
co zwykle.
Noc minęła, jak zwykle.
Bez snów.
Rankiem
obudził mnie dziwny szum.
Nastał dzień.
Ku memu zdziwieniu, obudziłem się
na skraju położonej wysoko
półki skalnej.
Ta niecodzienna sytuacja
wzbudziła we mnie skrajne odczucia, które sprawiły, że
zareagowałem w gwałtowny sposób.
Przerażony bezmiarem przepaści,
odskoczyłem do tyłu.
Później zorientowałem się, że półka skalna
miała powierzchnię około 2 metrów kwadratowych.
Od tamtego poranka,
zmieniają się tylko pory dnia i nocy.
I wielkości drobin
co zwykle.
Noc minęła, jak zwykle.
Bez snów.
Rankiem
obudził mnie dziwny szum.
Nastał dzień.
Ku memu zdziwieniu, obudziłem się
na skraju położonej wysoko
półki skalnej.
Ta niecodzienna sytuacja
wzbudziła we mnie skrajne odczucia, które sprawiły, że
zareagowałem w gwałtowny sposób.
Przerażony bezmiarem przepaści,
odskoczyłem do tyłu.
Później zorientowałem się, że półka skalna
miała powierzchnię około 2 metrów kwadratowych.
Od tamtego poranka,
zmieniają się tylko pory dnia i nocy.
I wielkości drobin
niedziela, 7 maja 2017
Gałąź
Nic się nie dzieje.
Upływ chwil wyznacza unoszona rzecznym nurtem gałąź.
Wyłowiłem ją. Jest piękna. Lśni. Ma tyle odnóg.
Podrzuciłem ją w kierunku chmur.
Parę kropel spadło na moje włosy, na buty i na trawę.
Gałąź rzuciła przez moment cień o kształcie poroża lub błyskawicy.
Nie powiem ci, czy gałąź spadła czy nie. To tajemnica.
Krople wody zalśniły i wyschły.
Upływ chwil wyznacza unoszona rzecznym nurtem gałąź.
Wyłowiłem ją. Jest piękna. Lśni. Ma tyle odnóg.
Podrzuciłem ją w kierunku chmur.
Parę kropel spadło na moje włosy, na buty i na trawę.
Gałąź rzuciła przez moment cień o kształcie poroża lub błyskawicy.
Nie powiem ci, czy gałąź spadła czy nie. To tajemnica.
Krople wody zalśniły i wyschły.
sobota, 6 maja 2017
kieszeń
facet z ręką w kieszeni
przesuwa się wzdłuż ogrodzeń
stawia stopy na ziemi
czuje dym i zimne powietrze
wchodzi na stopień
pierwszy
drugi
i jeszcze ten trzeci
wyciągnął rękę z kieszeni
zaśmiał się z tego co mija
a przede wszystkim z jesieni
bo to dopiero za dziewięć miesięcy
wodospad zegarek flaga
stado gołębi
aha!
wyciągam rękę z kieszeni
jak kotwicę z głębi
oceanu
owrzodzony pies nie istnieje
ale jego zęby są białe
wbijają się najpierw w kość
później w żyłę i w skórę
poniedziałek wtorek środa
woda spada na ziemię
tłumy we mnie przepychają się
czasem tratują stos pacierzowy
wyciskając z niego słowa
które zmierzają z głowy
na pustą kartkę
przesuwa się wzdłuż ogrodzeń
stawia stopy na ziemi
czuje dym i zimne powietrze
wchodzi na stopień
pierwszy
drugi
i jeszcze ten trzeci
wyciągnął rękę z kieszeni
zaśmiał się z tego co mija
a przede wszystkim z jesieni
bo to dopiero za dziewięć miesięcy
wodospad zegarek flaga
stado gołębi
aha!
wyciągam rękę z kieszeni
jak kotwicę z głębi
oceanu
owrzodzony pies nie istnieje
ale jego zęby są białe
wbijają się najpierw w kość
później w żyłę i w skórę
poniedziałek wtorek środa
woda spada na ziemię
tłumy we mnie przepychają się
czasem tratują stos pacierzowy
wyciskając z niego słowa
które zmierzają z głowy
na pustą kartkę
Subskrybuj:
Posty (Atom)