czwartek, 22 października 2015

spływanie


żyłami miasta
spływa krew ziemi

z rynien spływają

wodospady

przechodzień we mgle kroczy
pot spływa mu ze skroni

gwiezdna ciecz
spływa z granatowej kopuły



w bruzdy na czole

i w rozchylone wargi ulic

wyspa

Biała piana
Wyżłabia załomy
Wulkanicznych skał
Szczypce krabów
I głowy ryb
Mieszają się z
Oddechem
Oceanu
Z najwyższego
Wzniesienia wyspy
Widzieliśmy tylko mgłę
Jak stop
Tego co było
I tego
Co nadejdzie
To co teraz
Rozkłada się jak
Orle skrzydła
Odlatujemy
Wznosząc pył

oskarżyciel

Oskarżyciel
Chce
By Wszystko
Było twoje
By Wszystko
Było jego
Jednak to się
Nie dzieje
Bo tylko
Ego i
Nicość
Jest jego

skrawki portugalskie

Moje życie jest
Trwogą boga
Jest jego bólem
I rozkoszą
Jego łono
Musi znosić te cierpienie
Az do powtórnych narodzin
W momencie mojej śmierci
Kiełkuję więc jak
Mech w szczelinie muru
Stan permanentnych narodzin
Sprawia że
Staję się głazem
Który płacze
*
Dziewczyna
Która oślepla
Brnie w noc
Gasząc lampy i słońca
Lniany pas
Zgnił w zapadlinie skalnej
*
Do Fatimy
Wiedzie prosty szlak
Nuty symfonii
Którą wygrywa wiatr


*


Stoję w centrum Lizbony
Obserwuję tłum
Przejechał stuletni tramwaj
500 lat temu
Wyruszali stąd
Odkrywcy
Nowego świata
I mordercy
Tradycji
Starożytnych
Ludow
Miasta nocą
Porzucone
Jak żarzące się
Ogniska
Rozrzucone
Jak na dnie morza
Popiół

znów noc

Po ognisku
Został popiół
I
Spalona żyła
Kamienny młyn
Zapadnięty
Na wzgórzu
Spleśniała mąka
Ścieżki
Wiją się
Języki węży
Szary strumyk
W noc

do Wiedzy

Do wiedzy kiedyś dojdę
Poprzez wyzbywanie
Jak liść któremu
Ziemia
Wychodzi na spotkanie

***

Niechaj już sczeźnie
Ten dzień
Wino ma smak
Zjełczałej krwi
I pachnie
Niechcianą przeszłością
Chleb skamieniał
Bieleje twardszy od kości
Słońce stacza się
W otchłań
I nie myśli powracać
Na żyłach pijaka
Pasą się tłuste muchy
A biel hostii gorejąca
Zamknięta w złotym sejfie
Tak jak my