gdy człowiekowi już 77 wiosen
szronem na szybie szkicuje wspomnienia
na wschodzie kraju kiełkuje pierwiosnek
łapczywie chłepcąc ze słonecznego strumienia
światło w życie przemienia
gdy ludzie już wieku starczego dożyją
ich kości kruche jak chrust na polanie
ranami zlepieni w nocy czuwają z nadzieją
że się zmiłujesz panie i żeby oszczędzić cierpienia
słońce nazajutrz nie wstanie
człowiek u kresu swej drogi
każdą sekundę jak strunę anielskiej
harfy na palcu owija
za ten etap życia dziękuje z radością
i jak kropla wpływa do morza
gdzie nic nie przemija
wtorek, 16 grudnia 2014
czwartek, 4 grudnia 2014
Pióra
Wyłup nasze oczy, Panie!
Abyśmy ujrzeli Prawdy zwiastowanie.
Zamknij nasze uszy, Panie!
Abyśmy słyszeli dźwięk muzyki duszy.
Zalep nasze nosy, Panie!
Abyśmy poczuli anielskie wonności.
Odetnij nam język, Panie!
Abyśmy poznali smak krwi Zwycięzcy i...
Smak wolności...
Zostaw nam tylko dotyk, Panie!
Abyśmy, odrzuciwszy miecze i wrogości,
Przylgnęli - jeden do drugiego.
I jak promień światła,
Co mrok jaskinny niweczy,
Oświetlali twoje ukochane drzewo,
My - białe pióra orła podniebnego,
My - Naród Człowieczy.
Abyśmy ujrzeli Prawdy zwiastowanie.
Zamknij nasze uszy, Panie!
Abyśmy słyszeli dźwięk muzyki duszy.
Zalep nasze nosy, Panie!
Abyśmy poczuli anielskie wonności.
Odetnij nam język, Panie!
Abyśmy poznali smak krwi Zwycięzcy i...
Smak wolności...
Zostaw nam tylko dotyk, Panie!
Abyśmy, odrzuciwszy miecze i wrogości,
Przylgnęli - jeden do drugiego.
I jak promień światła,
Co mrok jaskinny niweczy,
Oświetlali twoje ukochane drzewo,
My - białe pióra orła podniebnego,
My - Naród Człowieczy.
piątek, 21 listopada 2014
męka
przypalasz mnie ogniem tak gorącym że tracę nadzieję i wiarę
wtedy zaglądam do wnętrza butelek
i rozrywam serca pradawnych ziaren
wyciskam z nich czerwony atrament
ziarna mają jedno wspólne wnętrze i jeden cel
gromadzą się pod jednym niebem i obserwują
biel splątanych chmur
dźwigają wspólne brzemię rozpłodu
ciężar świadomości bycia przyczyną rozkładu
rozrzucone zasiedlają niebosiężne szczyty gór
strząśnięte z korzenia pradawnego drzewa
ręką sędziwego wiatru który morskie fale jak włosy układa
na opróżnionych butelkach melodię wygrywa
rozbijając słone fale u podnóży skalistego wybrzeża
wypijasz mnie jak butlę najlepszego wina
czuję dziwne obce ciepło
pusty w twoich rękach jak wyschnięty ocean
no dalej jeśli chcesz rozbij to szkło
niechaj na poszarapanych krawędziach
w i a t r
b e z t r o s k o
ś p i e w a
wtedy zaglądam do wnętrza butelek
i rozrywam serca pradawnych ziaren
wyciskam z nich czerwony atrament
ziarna mają jedno wspólne wnętrze i jeden cel
gromadzą się pod jednym niebem i obserwują
biel splątanych chmur
dźwigają wspólne brzemię rozpłodu
ciężar świadomości bycia przyczyną rozkładu
rozrzucone zasiedlają niebosiężne szczyty gór
strząśnięte z korzenia pradawnego drzewa
ręką sędziwego wiatru który morskie fale jak włosy układa
na opróżnionych butelkach melodię wygrywa
rozbijając słone fale u podnóży skalistego wybrzeża
wypijasz mnie jak butlę najlepszego wina
czuję dziwne obce ciepło
pusty w twoich rękach jak wyschnięty ocean
no dalej jeśli chcesz rozbij to szkło
niechaj na poszarapanych krawędziach
w i a t r
b e z t r o s k o
ś p i e w a
poniedziałek, 17 listopada 2014
a slab of a blue
the slabs of the space
fall on my face like cinders
from a fiery furnace
the wind's blasts appear to me
as pure as the beginning word
spoken by our lord
at the inception of the world
the sunbeams
burn away the ghastly
vision of a horrid countenance
the sun streams
wipe out my fears
of love possessive
oh how I adore
the note of the leaf
hovering beneath
poor breathless me
and thoughts roaring through
the mind like mossy stones
tumbling down the slope
the ultimate hope
I've thrown the universe
cut up into splinters
to the furnace of my heart
and from the burnt ashes
the glowing bird rises
devouring the darkness wild
I a tree
gale my
how precious are
the sculptures that you've made
in the chambers of my brain
and when you blow through the oak's grain
they're my beloved brethren
I've been hesitating for too long
it is as deep as misery
now I behold the flicker that will save me
it is a petal of a rose
do not pluck the flower
let it stick to its mother's bower
moon the silver clarion
stars the horseshoes of his dark
haired stallion
let me take a ride and explore
the nostrils of the night
thoughts
leaping on the wind
like gallows' knots
thoughts dripping on the rind
what was shall come once again
yeah I'll take it it's a bargain
I am empty emptyer the emptyest
devoid of content
containing nothing vacant
no elements inside me
free clear devoid of anything
unburdened
having nothing to carry with me
hollow insubstantially thus hallow
unfruitful
lacking sense and knowledge
yet happy
fall on my face like cinders
from a fiery furnace
the wind's blasts appear to me
as pure as the beginning word
spoken by our lord
at the inception of the world
the sunbeams
burn away the ghastly
vision of a horrid countenance
the sun streams
wipe out my fears
of love possessive
oh how I adore
the note of the leaf
hovering beneath
poor breathless me
and thoughts roaring through
the mind like mossy stones
tumbling down the slope
the ultimate hope
I've thrown the universe
cut up into splinters
to the furnace of my heart
and from the burnt ashes
the glowing bird rises
devouring the darkness wild
I a tree
gale my
how precious are
the sculptures that you've made
in the chambers of my brain
and when you blow through the oak's grain
they're my beloved brethren
I've been hesitating for too long
it is as deep as misery
now I behold the flicker that will save me
it is a petal of a rose
do not pluck the flower
let it stick to its mother's bower
moon the silver clarion
stars the horseshoes of his dark
haired stallion
let me take a ride and explore
the nostrils of the night
thoughts
leaping on the wind
like gallows' knots
thoughts dripping on the rind
what was shall come once again
yeah I'll take it it's a bargain
I am empty emptyer the emptyest
devoid of content
containing nothing vacant
no elements inside me
free clear devoid of anything
unburdened
having nothing to carry with me
hollow insubstantially thus hallow
unfruitful
lacking sense and knowledge
yet happy
sobota, 15 listopada 2014
Płomień zieleni
Płomień zieleni
Twój smutek spopieli
Choć naćpane dziatki
Tego nie widzieli
40 pieśni niewinności
Dla
Owijam się wokół pnia
Mgła
Jak
Rozgrzana galaktyka
Nad polami trwa
Rozpostarte skrzydło
Zstępowanie w
Gasnący blask
Słychać wrzask
Korony gwiazd
Kiedyś nadejdzie
Ostateczny brzask
Twój smutek spopieli
Choć naćpane dziatki
Tego nie widzieli
40 pieśni niewinności
Dla
Owijam się wokół pnia
Mgła
Jak
Rozgrzana galaktyka
Nad polami trwa
Rozpostarte skrzydło
Zstępowanie w
Gasnący blask
Słychać wrzask
Korony gwiazd
Kiedyś nadejdzie
Ostateczny brzask
wtorek, 21 października 2014
dym zzz komina blues
chorus 1 - Jerozolima
jadłem wiatr
szedłem po wielkiej okrągłej ziemi
ona się obraca
liście i= pogob pogoń
palisz mo=ózga'
wielki szept zegar połuududuina
kompy naz zeźrą
znowu że w kwietniu zakwitnie
trup jego kolegi z fronttyyyyuuuu
oupuuuff
kradnę, panie t.s.
okropna rzeźba tego poprzedniego terenu
czerpiesz z wyobraźni tylko
nie z pamięci
błogosławiony jesteś
który żyjesz
tym razem strzał
ile kurzu się nażarł
u bram Jerozolimy
chorus 2 - 32-20
Tu, z powierzchni księżyca,
Kula ziemska wygląda jak źrenica.
Śpiew pekających winogron,
sen uśpionego psa zagrzebanego w ogrodzie.
Nie słyszę was tu.
W kwietniu następnego roku,
zakwitnie pocałunkiem wiosny.
chorus 3 - Tsoyaha
przysiadłem z papierosem w ręku
i oto na źdźble trawy
krople rosy
kopalnie diamentów
ze wszystkich rzeczy widzialnych
to kurz jest najbardziej podobny do czasu
ze wszystkich rzeczy niewidzialnych
to czas jest najbardziej podobny do kurzu
chorus 4 - who love have the karma of dove
he's got the eyes of a buddha
the bus driver
sitting here
i travel, earth
my mother
jadłem wiatr
szedłem po wielkiej okrągłej ziemi
ona się obraca
liście i= pogob pogoń
palisz mo=ózga'
wielki szept zegar połuududuina
kompy naz zeźrą
znowu że w kwietniu zakwitnie
trup jego kolegi z fronttyyyyuuuu
oupuuuff
kradnę, panie t.s.
okropna rzeźba tego poprzedniego terenu
czerpiesz z wyobraźni tylko
nie z pamięci
błogosławiony jesteś
który żyjesz
tym razem strzał
ile kurzu się nażarł
u bram Jerozolimy
chorus 2 - 32-20
Tu, z powierzchni księżyca,
Kula ziemska wygląda jak źrenica.
Śpiew pekających winogron,
sen uśpionego psa zagrzebanego w ogrodzie.
Nie słyszę was tu.
W kwietniu następnego roku,
zakwitnie pocałunkiem wiosny.
chorus 3 - Tsoyaha
przysiadłem z papierosem w ręku
i oto na źdźble trawy
krople rosy
kopalnie diamentów
ze wszystkich rzeczy widzialnych
to kurz jest najbardziej podobny do czasu
ze wszystkich rzeczy niewidzialnych
to czas jest najbardziej podobny do kurzu
chorus 4 - who love have the karma of dove
he's got the eyes of a buddha
the bus driver
sitting here
i travel, earth
my mother
niedziela, 5 października 2014
wyloguj się
i każdą myśl
rozwiń we wstęgę motyli
kiedyś gdy nie byłem dzieckiem
myślałem że wiersze to
tylko ekstrakty
z przewrażliwień
uspokaja mnie roślinna ręka
gładzi moje myśli
skąd przyszliśmy
nie potrzebna ta udręka
a dokąd poszliśmy
brama zamknięta
stąd ta piosenka
spis wytrychów:
góra
drzewo
rzeka
ptak
morze
kamień
kwiat
korzeń
odchodzę
odchodzę w stronę modlitwy
twoja wola napawa mnie przerażeniem
sam...
jestem zwykłym istnieniem
mgnieniem oka pustelnika
trwoga wypełnia me serce
krztuszę się w tym zaduchu
muszę umrzeć dla świata
oczyść mą duszę
abym mógł
Umrzeć
rozwiń we wstęgę motyli
kiedyś gdy nie byłem dzieckiem
myślałem że wiersze to
tylko ekstrakty
z przewrażliwień
uspokaja mnie roślinna ręka
gładzi moje myśli
skąd przyszliśmy
nie potrzebna ta udręka
a dokąd poszliśmy
brama zamknięta
stąd ta piosenka
spis wytrychów:
góra
drzewo
rzeka
ptak
morze
kamień
kwiat
korzeń
odchodzę
odchodzę w stronę modlitwy
twoja wola napawa mnie przerażeniem
sam...
jestem zwykłym istnieniem
mgnieniem oka pustelnika
trwoga wypełnia me serce
krztuszę się w tym zaduchu
muszę umrzeć dla świata
oczyść mą duszę
abym mógł
Umrzeć
Subskrybuj:
Posty (Atom)