czwartek, 19 czerwca 2014

Dialogi

Ka-mil rzekł:

- Zawsze szukałem *** w odległych miastach. Nigdy nie pomyślałem o tym, że może kryć się dosłownie za rogiem mojego domu.


__________



Kac-per rzekł:

- Z historycznego punktu widzenia, przed Chrystusem narodziło się wielu mędrców, którzy mówili o przebaczeniu i miłości.

Sła-wek rzekł:

- Chrystus był jeszcze przed stworzeniem świata, dlatego też mędrcy służyli jedynie jako zwiastuni nadejścia Mistrza z Nazaretu.


___________


Grze-gorz rzekł:

- Bo to jest wiara, człowieku! To jest Wiara!


___________

Kac-per rzekł:

- Za pieniądze z wypłaty chciałem pojechać do Jerozolimy, Betlejm, odwiedzić święte miejsca, w których doszło narodzin Miłosierdzia, myśląc że byłby to ważny etap na drodze duchowego rozwoju. Mistrz z Nazaretu rzekł jednak do mnie, żebym lepiej wykorzystał te pieniądze do pomocy innym, rozdał je ubogim, pomógł matce i ojcu, niż marnotrawił je na zwiedzanie dawnych świątyń i odległych krajów. Powiedział łagdodnie, że Człowiek to Miejsce Święte, do którego, mimo najbliższej odległości,  dostać jest się najtrudniej ze wszystkich znanych nam miejsc, gdyż prosty z pozoru szlak wiedzie przez Drogę, na której pełno jest ostrych kamieni i zwalonych kłód egoizmu, które bardzo ciężko przesunąć. 

liść

s                      G             s
 y                  O            y
   m             R          m
    e           E         e 
     t          J          t
      r        Ą        r
       i        C       i
        a      Y      a
         d    K     d
           r   Z    r
            z  R  z
             e E e
               W
                s
                i
                e
                w
                c
                a
                r
                z
                u
                c
                a
     Z* I* A* R* N* A
d o c z a r n e j  g l e by

          W E D Y


piątek, 6 czerwca 2014

chciałbym

chciałbym umrzeć na krzyżu
co ja gadam
ja tego

CHCĘ

jest pewien wers...

oczyści mnie

M T

sześć dwadzieścia sześć


manekinowate oczy nie widzą
tego
grzegorz grzęźnie
w grzęzawisku

żmije
żaby

i łyk piwa
jak porada psychiatry

bary...
posiedzenia...
senne rozmowy bez początku i bez końca...

dreszcz przeszywający układ nerwowy
twoje wielkie, smutne, planetowate
Oczy
spowite mgłą...

człowiek najbardziej potrzebuje samego
Siebie
__________________________________________________________________________________
Nagle, Zegar stanął w miejscu i wyszedł z niego Czas, wieczny młodzieniec ubrany w prostą białą szatę.

-O! Cześć Czas! Jak to dobrze, że wpadłeś!
Jeszcze Ty wstąpiłeś do naszego wesołego amalgamatu!
masz takie przekrwione
Oczy...Ty, wiecznie na imprezie.
Chodź, skręcimy fajkę.
Tylko uważaj, bo z włosem będziesz miał, no, Czas.
Pewnie już zajrzałeś w
Oczy...
Tym wszystkim gwiazdorom rocka
i może też wszechwiedzącym filozofom.
Ale fajki to Ty skręcić nie umiesz.
No cóż, Czas, Twoje kłamstwa
w pewnym momencie nie wystarczają...

- Ty, no, a czy wiesz ile krwi musisz przelać,
żeby zostać uwzględnionym na kartach Historii?
Ci mówię, człowieku, że naprawdę wiele...Wiedz też, że Historia używa Wojny tak jak człowiek używa antybiotyku...żeby oczyścić krew...

- Myślałem, że jak narkotyku bardziej...Szczerze powiedziawszy, to nie zastanawiałem się nad tym, Czas...mogę Ci tylko powiedzieć, że z całym szacunkiem dla Ciebie, ale jak widzę lot jerzyka pomiędzy liniami wysokiego napięcia i słyszę jego śpiew, to całe życie stoi mi przed oczami, wiesz...i wtedy też znikasz, wiesz...no nie ma Cię. Jak książę Myszkin wtedy jestem, wiesz - totalny Idiota. A tamta, gdy idzie przez chodnik, to tak jakby opowiadała o Nieruchomym Poruszycielu, rozumiesz to, Czas?

- Aa to, że Bóg jest Miłością, czy TY rozumiesz TO?! Lecę!

- O.K. To leć już, leć i dzięki Ci za wszystko...po spotkaniu z Tobą, Czas
to mogę chyba tylko wziąć haust powietrza

i chyba zaraz w jedną noc okrążę całą kulę ziemską




sobota, 24 maja 2014

w moim niewiemi'e (uwięziono niewolę)




Poproszę dwie brzoskwinie
i dwa jabłka.

Mógłbym zamieszkiwać te ławki
Razem z żulami.

Gdy z nimi przebywam,
jesteśmy hostią na dnie kielicha.



uderza we mnie

uderza we mnie                                                                                                     orszak chmur
przepołowione                                                                                        pod chorągwią słońca                          
nasiono rośliny
                                                                                                                             pocałunki wiatru
we wnętrzu nasiona                                                             rzeka wijąc się u stóp wzgórza
białe włókna                    

nie znam jej fachowej nazwy                                                jak srebrny wąż w zaroślach
ale to chyba topola                                                                                               zgroza zgroza











Na poczie

- Jak tam zdrowie?

- A Bogu dziękować, już mężowi mówiłam, żeby grób betonowy tylko robił, żeby było lepiej, jakoś tak przytulniej, a nie samą tylko ziemią sypał.

czwartek, 1 maja 2014

dziesięć do minus trzydziestej piątej metra

czas penetruje przestrzeń
przestrzeń przepływa przez czas
czasoprzestrzeń oplata się wokół ludzi

jak

dwa węże
para kochanków
niekończąca się ekstaza wiecznego poranku

a

wiatr nawleka świadomości
jak paciorki
rosy na pajęczej nici

trzymam wszystkie sznurki
którym szarpnąć
wszystkie linie w jednym punkcie