wtorek, 26 września 2017

głód

Budzi mnie głód
A przesyt układa do snu

I zbitek słów
Opada w głębie wód

Dno pamięci
Wybrukowane cudami

Blaski dźwięki
Trzęsą się porozrzucane

poniedziałek, 4 września 2017

kwestie

Jednak skapitulował
Nie wzdychając zanadto.


Po blisko 30 latach walki
O własną tożsamość


I dał się porwać  strumieniom
Życia, kablówki i piwa.


Ofiara spełniona,
Można ucztować.


W rosole pływają oczy
I się na mnie gapią.


Mija niedziela,
Dają dobry film.


Może odnajdą się w nim
Role, dawne lub potencjalne.

sobota, 12 sierpnia 2017

odyseusz


W połowie drogi do Itaki
Gwiazdy straciły blask.




Odyseusz bacznie przyglądał się
Swojemu odbiciu.




Na dnie morza leżały niewyraźne zarysy lśniących przedmiotów.




Zanurzył rękę.
Wydawało mu się, że sięga dna.




Nie wyłowił jednak żadnej ze lśniących rzeczy.
Złudzenie optyczne przybliżyło dno.




W rzeczywistości, na dnie spoczywały
Szczątki żeglarzy.




Poruszane morskimi prądami,
Zdawały się przemieszczać po dnie,
Wśród ławic ryb.

czwartek, 6 lipca 2017

przestrzeń fal

rybitwy tną powierzchnie wód

masy bazaltu zmierzają w ocean

łódka spadła z krawędzi horyzontu

wioślarze zmierzają w kierunku czerwonego światła

rozkładam dłoń na wiatr

i zbieram co raz dalsze przestrzenie fal

piątek, 9 czerwca 2017

tryb samolotowy

włączam tryb samolotowy
wbijamy się w mgławicę


przez powierzchnię tej tafli
widać drżenie planet


palcami gnę ich orbity
by bliżej ciebie się znaleźć

środa, 31 maja 2017

maść

opona wciera ciało zwierza w jezdnię
jak maść w skórę

kiedyś mnie wetrą w glebę dłonie
deszcz i wiatr

a wieko wyda jęk
i zakwitnie sad

wyparuję gdzieś w górę
w biel i blask

ciągnąc złotej nitki szpulę
pocałuję brzask

wtorek, 16 maja 2017

ramię żurawia

Pyłki oblepiają odbicie mojej gęby w porannej kałuży.

Zdarzenia aktu zawsze inne i słowa inne.

Akt jednak wciąż ten sam.

Dzisiaj, dla przykładu, rzędu bloków układają się w kaniony lub doliny.

Od ich ścian odbijają się echa spojrzeń.

Na trawnikach rozsypane garści wróbli i wron.

Kwitną bzy witając osiedlowe kleopatry i ich faraonów.

Ramię żurawia jak linijka odmierza długość połaci nieba.

Ta chmura ma długość jednej czwartej przęsła.

A dach tego bloku trzy i pół przęsła.

Tętent kopyt. Nadjechał rydwan.

Ramię żurawia skrzypnęło płosząc przesiadujące na nim gołębie.