Pyłki oblepiają odbicie mojej gęby w porannej kałuży.
Zdarzenia aktu zawsze inne i słowa inne.
Akt jednak wciąż ten sam.
Dzisiaj, dla przykładu, rzędu bloków układają się w kaniony lub doliny.
Od ich ścian odbijają się echa spojrzeń.
Na trawnikach rozsypane garści wróbli i wron.
Kwitną bzy witając osiedlowe kleopatry i ich faraonów.
Ramię żurawia jak linijka odmierza długość połaci nieba.
Ta chmura ma długość jednej czwartej przęsła.
A dach tego bloku trzy i pół przęsła.
Tętent kopyt. Nadjechał rydwan.
Ramię żurawia skrzypnęło płosząc przesiadujące na nim gołębie.