sobota, 12 sierpnia 2017

odyseusz


W połowie drogi do Itaki
Gwiazdy straciły blask.




Odyseusz bacznie przyglądał się
Swojemu odbiciu.




Na dnie morza leżały niewyraźne zarysy lśniących przedmiotów.




Zanurzył rękę.
Wydawało mu się, że sięga dna.




Nie wyłowił jednak żadnej ze lśniących rzeczy.
Złudzenie optyczne przybliżyło dno.




W rzeczywistości, na dnie spoczywały
Szczątki żeglarzy.




Poruszane morskimi prądami,
Zdawały się przemieszczać po dnie,
Wśród ławic ryb.

czwartek, 6 lipca 2017

przestrzeń fal

rybitwy tną powierzchnie wód

masy bazaltu zmierzają w ocean

łódka spadła z krawędzi horyzontu

wioślarze zmierzają w kierunku czerwonego światła

rozkładam dłoń na wiatr

i zbieram co raz dalsze przestrzenie fal

piątek, 9 czerwca 2017

tryb samolotowy

włączam tryb samolotowy
wbijamy się w mgławicę


przez powierzchnię tej tafli
widać drżenie planet


palcami gnę ich orbity
by bliżej ciebie się znaleźć

środa, 31 maja 2017

maść

opona wciera ciało zwierza w jezdnię
jak maść w skórę

kiedyś mnie wetrą w glebę dłonie
deszcz i wiatr

a wieko wyda jęk
i zakwitnie sad

wyparuję gdzieś w górę
w biel i blask

ciągnąc złotej nitki szpulę
pocałuję brzask

wtorek, 16 maja 2017

ramię żurawia

Pyłki oblepiają odbicie mojej gęby w porannej kałuży.

Zdarzenia aktu zawsze inne i słowa inne.

Akt jednak wciąż ten sam.

Dzisiaj, dla przykładu, rzędu bloków układają się w kaniony lub doliny.

Od ich ścian odbijają się echa spojrzeń.

Na trawnikach rozsypane garści wróbli i wron.

Kwitną bzy witając osiedlowe kleopatry i ich faraonów.

Ramię żurawia jak linijka odmierza długość połaci nieba.

Ta chmura ma długość jednej czwartej przęsła.

A dach tego bloku trzy i pół przęsła.

Tętent kopyt. Nadjechał rydwan.

Ramię żurawia skrzypnęło płosząc przesiadujące na nim gołębie.



czwartek, 11 maja 2017

marzenia

Wieczorem spojrzałem na drzwi wejściowe do naszego domu.

Oko Judasza łypało w ciemności.
Oświetlone było z zewnątrz światłem klatki schodowej.
Oko Judasza jaśniało. W kosmicznym tunelu korytarza
utworzyło gwiezdną szczelinę.

Zawsze miałem dwa marzenia.
Jednym z nich było
zrozumieć znaczenie powiedzenia
"światełko w tunelu".

Drugim z nich było zrozumienie
opowieści o platońskiej jaskini.

Moje marzenia oto stały się
Rzeczywistością.

Zasnąłem spełniony.

Rano, odurzony jeszcze sukcesem wczorajszego
dnia, wstałem. Pewien szczegół zmącił
mój spokój. Na niewzruszoną dotąd
biel firanek wtargnął czarny punkt.
Z dali pokoju wyglądał jak orzeł bielik
szybujący na tle chmur.

Podszedłem bliżej. Okazało się, że na zasłonie
przysiadła sobie wielka, tłusta jak smoła i czarna
jak asfalt mucha. Nie drgnęła. Chyba zmarła tej nocy.

Aha, więc to między innymi w ten sposób
"nieżywa mucha zepsuje naczynie wonnego olejku".

Ciało owada przybrało kształt dziurki od klucza
i na tle białej firany,
utworzyło czarny przepaścisty szeol.

Zawsze miałem jeszcze trzecie skrywane marzenie.
Polecieć w kosmos...

Odwróciłem wzrok i zdyszany wbiegłem w przestrzeń korytarza.
Oko Judasza lśniło w ciemności.

I w kontekście wczorajszego zajścia u drzwi,
spełniło się także moje trzecie, skrywane marzenie.

Zawisły w spadaniu

Wczoraj poszedłem spać o tej samej porze
co zwykle.
Noc minęła, jak zwykle.
Bez snów.

Rankiem
obudził mnie dziwny szum.
Nastał dzień.

Ku memu zdziwieniu, obudziłem się
na skraju położonej wysoko
półki skalnej.

Ta niecodzienna sytuacja
wzbudziła we mnie skrajne odczucia, które sprawiły, że
zareagowałem w gwałtowny sposób.

Przerażony bezmiarem przepaści,
odskoczyłem do tyłu.

Później zorientowałem się, że półka skalna
miała powierzchnię około 2 metrów kwadratowych.

Od tamtego poranka,
zmieniają się tylko pory dnia i nocy.
I wielkości drobin