orfeas peridis - fevgo
https://www.youtube.com/watch?v=r5aqOHir39k
Miałem kiedyś przyjaciela
On pokazał mi jak to grać
On pokazał mi ten chwyt
A potem po prostu znikl
Ponoc mieszka w latarni
Gdzieś na skraju pustyni
I wysyła listy
W magnetyczną przestrzeń
Na dnie butelki
Jest osad słoneczny
Rozlewa się
Poplamiło mi twarz
Czekamy na pomysł
Lub choćby poruszenie wody
Nie mam człowieka bo znikł
Weź swoje szmaty i idź
W telewizji mówią że jebnie bomba tu
Głupi Rusek się stroszy, pod pałacem szlug
Rośnie trawa mi na palcu ide siedzieć na ławce
Biała ściana przede mną coś napiszę na niej
Dzień na bis i szkło kontaktowe
Zero ograniczeń
Tam koncert i gorące pytania
Chyba chcą wyjechać stąd
Ale nie mają odwagi
Żrą za naszą kasę
Kosztowne skorupiaki
Mennica Polska mnie okrada
Co raz więcej jej place
Już ostatnie grosiwo
Wolę dać to na tace
Mam wszystko co chciałby mieć
Niejeden z miliarda
Czemu wreszcie nie narzuci kaczor
Niemcom jakiegoś podatka
U mnie W pokoju 6 roślin
Cytrus fikus i palma
Paprotka już prawie zwiędła
Ale jakoś się rozrasta
Smartfon przyrósł mi do ręki
Potrzebna mi jest terapia
Lub przynajmniej siekiera
By zablokować snapchata
Jazz to moja wolność
Po co mi twe słowa
Idę spojrzeć za okno
I zaczynam od nowa
Ostatnio byłem na Legii
Wygrali chyba z 3 0
Trybuny płonęły
Jak dżungla tropikalna
Zabrałem kolegę z synem
Sam byłem sam
Dzisiaj jadłem burrito
Siedziało dwóch typów
Gadali coś o koszcie
Metra kwadratowego
I o niesamowitych przeprowadzkach
Z dzielnicy do dzielnicy
Spojrzałem do portfela
Zaśmiałem się
Spojrzałem na ulicę
Samochody pozostawiają smugi
Jak na impresjonistycznych obrazach
Próbuję się obudzić z ciebie
I cholera mnie bierze
Pojadę dalej 18
Jedzie teoretycznie na Żerań
Ale w praktyce to poza horyzont
Później kaniony wieżowców
I baba w bloku
I ta wieczna krew lat 40
Pod torami i pod galeriami
Osobliwe osobistości
W kebabie
Dzieciaki
Naćpane za kieszonkowe od rodziców
Siedzę i patrzę
Paprocie w cieniu
Myślę sobie o jednej babie
Wyobrażam sobie
Jak to jest we wnętrzu słońca
Wyobrażam sobie...
A za miedzą
Groteskowa machina śmierci
Przeczesuje blokowiska
Niszcząc szkoły podstawowe
I zwykłe marzenia
rzeczywistość jazzuje
po co zakopywać gwiazdy
masz ponoć plan zejścia na ziemię
zimą
jak listek chcesz wrócić
skąd przyszedłeś
białe flagi nie twoje
wstań z kolan i chodź
pożegnaj listopad
przywitaj grudzień i pisk mew
morze czeka
a za nim kwitnące pola
i rozbłyski
pod powiekami szybują
latające ryby
Przed adwentem
Polska reprezentacja rozgrywa mecz z Węgrami
Później słońce ucieka gdzieś
Pozbawia nas większej części światła
A ostatnie liście rozwiewa
listopadowy wiatr
Chłopiec wraca z rorat niosąc lampion
Spaceruje wzdłuż rzeki
Pożółkłej od dymu i świateł miasta
Myśli o wyniku meczu
I o tym jak czas gęstnieje
Błysk reflektorów
Gwizdek otwierający spotkanie