Chodzę po zaułkach
Piękno mnie miażdżynieprzenikniona tajemnica szarości
Łamię słowa na pół
I rzucam je w przestrzeń
Przed siebie
Płynące twarze w każdym kierunku
Ja i cząstki kwantowe
ich odbicia w sklepowych witrynach
Z dachów spływają kontrapunkty
Wlewają się w betonowe kaniony
Niosąc gołębie
Flagi falują na wieżowcach
Nie mogę się ruszyć
Sekunda jak dzień
(Jem gruzińską bułkę)
czytam tablicę z kotwicą PW
Ziemia napęczniała krwią jest tuż pod moimi stopami
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz