Wprost z chmur
Przez szybę i firany
Poprzez lepki letni
półmrok
Wdziera się do nas
Sierpniowa światłość
Rozsiada się na
posadzce
I opiera się o
ścianę
Przynosząc
precyzyjnie odmierzone
Dawki nieokreślonych
uczuć
Zachwyt z domieszką
bólu
Lęk z posmakiem
miłości
Płaty nadgryzionych
cieni
Umarli którzy nas
nie trzymają
Ale my trzymamy się
ich
I tysiące dzikich
samotnych ulic
Przedeptanych jak
górskie szlaki
Gałęzie lipy drgają
od uderzeń deszczu
W ostatnich dniach
sierpniowej światłości
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz