wtorek, 22 grudnia 2015

***

To co nigdy nie ujrzy światła dziennego
I to czego światło dzienne nigdy nie oświetli


Żyłem sobie na ulicach starożytnych miast
Ja biedak który posiadał tajemnice
Dorobiłem sobie klucze u Św. Piotra
I otwierałem nimi wnętrza serc
Lub jak kto woli - bram niebieskich
Żyłem w zaułkach wielkich miast
Jednocześnie daleko i blisko ludzi
A jedyną czynnością jaką nieprzerwanie wykonywałem
Było miłowanie
Boga w Człowieku i
Człowieka w Bogu
Którzy nigdy nie szczędzili mi powodów
Aby ronić gęste łzy
Na końcu opowieści moje poszarpane kłami radości serce
Skończyło recytować swą tryumfalną pieśń
A podmuchy wiatru zamknęły moje oczy
Umęczone oglądaniem cierpienia i niesprawiedliwości
Tak jak jak starą nasyconą mądrością księgę
Napisaną w języku którego nikt nie zna

poniedziałek, 30 listopada 2015

ah the matches are burnt

Ah the matches are burnt
Already it has been too absurd
And the olive garden strangles
A cloud that dangles from the hair of the
Angels are asking dead corpses
About infinite desires that drove them
Afar off from some fruitful tree
A man learnt how to be free
And how did it use to be a-burnin' in
Almighty's fiery furnace

poniedziałek, 23 listopada 2015

sax

Saxofon Coltrane'a
Zielony motyl
*
Ludzie nie rozumieją na ogół mentalności pustelnika, który umarłszy dla świata porzucając pociechy i utrapienia zmysłowości , żyje z dala od wściekłości pożądania trawiącego martwe dusze niczym nieugaszony ogień. Obserwuje pustynie jak orzeł szybujący pod południowym niebem.  Społeczeństwo wraz ze swoimi ograniczeniami i poczuciem uniewrażliwiającej wolności, jakie przynosi ze sobą świadomość przynależenia, jest murami klasztornej celi porośniętymi muszlami ślimaków i wilgotnym mchem. Ściany otaczają pustelnika ze wszystkich stron. Posiadając jednak głębię oceaniczną, potrafi rozbić otaczający go mur najdelikatniejszym drgnieniem myśli.
*
Możliwość odtwarzania muzyki, obcowania ze sztuką lub odczytywania wierszy daje nam możliwość powtórnego przeżycia pierwotnego impulsu, który był przyczyną stworzenia danego dzieła a co za tym idzie - wypełnienia pierwotnej pustki kiedy przypominamy Boga w jeszcze większym stopniu, opętanego świętym szałem stwarzania.
*
Żyjemy w dolinie wyschniętej rzeki otoczeni wzgórzami porośniętymi gajami oliwnymi. Dni mijają powoli i bezowocnie a naszą jedyną możliwością odetchnięcia od bezlitosnej monotonii są obserwacje wschodów i zachodów słońca. A gdyby tak pewnego razu wyruszyć z tej krainy, udając się na południe, porzucając te jałowe dni? Co zastalibyśmy tam?  Żyzne grunty, ule pełne miodów i dzbany wina? Kamienne posągi bez skrzydeł? Świątynie nieznanych bóstw?
Czy te wzgórza nie są jakby murem odgradzającym nas od nieznanej rzeczywistości? Czy nie są rezultatem długoletniego wahania i rozumowaniem opartym na mglistych wspomnieniach, często nie należących do nas samych?

fajka

Wyobraźnia jest obłokiem
Dymem fajki Pana Boga


Majaki i rojenia są błotem
Spod kopyta diabła


Za ścianą skrapla się łza
I jak drzazga wbija się w oko


Pragnę twej krwi Chryste
Zmyj z mego serca błoto 


Zaciągam się

niedziela, 22 listopada 2015

jestem dzwonem

Jestem dzwonem
Bez serca




Kruk
Pazurem
Drapie melodie




Blask świateł
Mętnieje
W śniedzi
Pokrywającej mnie
Od wielu lat




Rozbrzmiewa we mnie
Metaliczna pustka




I nie daję ludziom
Spać

***


Rozrzuciłem suchy chleb do rzeki
Z betonu wyrośli bracia drzewa
Myszołów zatacza kręgi nad wzgórzami
 Poezja szronem pokryła brody filozofów


Kości mew wbite w złoty piach

czwartek, 22 października 2015

spływanie


żyłami miasta
spływa krew ziemi

z rynien spływają

wodospady

przechodzień we mgle kroczy
pot spływa mu ze skroni

gwiezdna ciecz
spływa z granatowej kopuły



w bruzdy na czole

i w rozchylone wargi ulic